Stojąc na czele mafijnej rodziny, polują na ciebie w każdej chwili, w każdym momencie twojego życia. Podobnie jest z głównym bohaterem, który Ciemność tłumił w sobie bardzo długo i byłoby wszystko w porządku gdyby nie jedno, fatalne w skutkach wydarzenie.

Zamach. Rzecz jaka wiele w światku przestępczym, zwłaszcza mafijnym. Jednak jak się okazuje, nie była to próba pozbycia się Estacado, tylko wymuszenie na nim przebudzenie i uwolnienie drzemiącej w nim Ciemności. Za wszystkim stoi tajemnicze Bractwo, organizacja o której wiadomo tylko tyle, że jest starsza niż ktokolwiek może sobie wyobrazić i kiedyś stała na straży świata. Dziś, skorumpowani i żądni władzy postanowili zagarnąć ją dla siebie, a na drodze stoi im Jackie. Ten dosyć krótki acz treściwy wstęp świetnie wprowadza w zawiłości fabularne, jakie wytworzyły się między pierwszą, a drugą częścią gry. I już tutaj zaznaczam, wątki z z The Darkness nie są kontynuowane, dostajemy osobną historię z bohaterami, których już znamy. Fabuła jest bardzo dorosła, poważna, bezpośrednia i trzeba przyznać, nawet ja byłem zaskoczony oglądając niektóre sceny w grze. A są takie momenty w których odruchowo myślimy sobie „na pewno to TAK się nie skończy”, po czym właśnie dostajemy bezpośredniego kopa w mordę od scenarzysty, który nie bawiąc się w kurtuazje, wali prosto z mostu. Zaryzykuję proste twierdzenie, że w The Darkness II otrzymaliśmy lepszą fabułę niż poprzednim razem, a oddanie mocnego klimatu na rzecz stałej pogoni za zemstą nie jest takie bolesne jak można by się spodziewać.

O ile poprzednim razem mieliśmy quasi-sandboxa stawiającego bardziej na ciągłość opowieści, klimat brudnego miasta, interakcji z innymi postaciami, to tutaj postanowiono podzielić wszystkie wydarzenia na segmenty. Nie biegamy więc bez celu po mieście, tylko po załatwieniu ważnych spraw w willi Jackiego, wyruszamy na kolejne „misje” by pchać przed siebie wydarzenia. Intensyfikacja doznać i wydarzeń wyszła grze tylko na dobre. Fakt faktem, odbiło się to niestety na długości gry, którą można ukończyć w 5 godzin, jednak jest to jedno z najlepszych i najbardziej mocnych pięć godzin jakie dane mi było zaznać. Tutaj wszystko pasuje do siebie idealnie, każda postać którą spotykamy jest ważna, każdy moment, scena sprawiają wrażenie dokładnie wyrzeźbionego elementu, który z innymi układa się w zgrabną całość.

Nawet festiwal krwi, który możemy oglądać zgrywa się bezpośrednio z zemstą, jaką pała Jackie. Żałuję, że nie mogę zdradzić fabuły, bo to powinien być powód zakupu tej gry, która nie jest dla każdego. The Darkness II jest bardzo brutalne, nierzadko pokazując sceny niczym z filmów gore. Rozgrywanie klatki piersiowej z widokiem bijącego serca w środku, rozrywanie na pół, odrywanie głowy to tylko nieliczne sadystyczne uciechy jakim poddaje swoich przeciwników Ciemność. Jednak to nie jedyne elementy walki z przeciwnikami. Nowością jest system quad-wielding, który odpowiada za sianie totalnej destrukcji i chaosu. Każdy przycisk na tyle pada odpowiada za albo jedną z macek, albo rąk Jackiego. I tak możemy złapać przeciwnika, drugą macką rozerwać w pół, a w międzyczasie ostrzeliwać pozostałych wrogów, którym śmierć nie straszna i forsują przeszkody tylko po to, by zginąć marnie. Wrzucenie akcji wymusiło - i na szczęście udało się – poprawienie strzelania i całego feelingu jakie z sobą niesie ten element. Zapomnieć możemy o sztywnym strzelaniu, tragicznym uczuciu jakie towarzyszyło w The Darkness, gdy zmuszeni byliśmy do wymiany ognia z zastępami mafijnymi. Wrzucono delikatny auto-aim, który pomaga nam w ferworze walki, a uwierzcie, czasami nie widać nic poza odrąbanymi kończynami, krwią i tańcem macek.

By urozmaicić grę, dorzucono system rozwoju mocy Ciemności i zbierania punktów za wykonywane czynności. Zbieranie ukrytych relikwii, zabijanie wrogów w jak najbrutalniejszy sposób jest nagradzane pewną ilością esencji ciemności, którą możemy przeznaczyć na ulepszenia. Wykupimy więc dodatkową moc chmary much, używanie ciemności jako amunicji. Zwiększenie zdrowia czy nowe sposoby na egzekucję. I przy tym warto się zatrzymać, gdyż każda taka egzekucja daje nam możliwość odnowy życia, amunicji, mocy ciemności lub stworzenie sobie tarczy z korpusu wroga. Więc mimo wszechobecnej rozpierduchy, element taktyczny także znajdzie tutaj miejsce, podobnie jak strzelanie po lampach, by było ciemno.

Poziom trudności został bardzo dobrze wyważony i gra na najłatwiejszym poziomie jest praktycznie samograjem i możemy sobie wyczyniać co nam się podoba, to wskakując na najwyższy – natrafimy na konkretne przeszkody. Przeciwnicy mimo że rzucają się pod lufy, starają się nas otaczać, korzystają z osłon, a także w późniejszym etapie – ze swoich zabawek. Najciekawszym bez wątpienia oponentem jest jegomość z Bractwa, który używa swoistego bicza, którym może nas pozbawić broni. Sam design ścierających się z nami osobników jakoś konkretnie nie powala, ale nie jest na tyle oklepany, że ziewamy przy każdej fali mięsa, które będzie za parę sekund martwe. W walce z nimi pomaga nam także Darkling, przypominający goblina stwór, który dba o poziom humoru w grze. Pieszczotliwie wyskrzeczane „Monkey” w momencie gdy rzuca się ku gardłom przeciwników może spowodować delikatny uśmiech na twarzy grającej osoby. Zresztą, przyjdzie się nam wcielić ze dwa razy w jego skórę i nie ukrywam – to jeden z najlepszych momentów w grze. Może wyjdą u kogoś zadatki na sadystę, ale wydłubywanie oczu lub przecinanie tętnicy ogromnym pazurem Darklinga jest dosyć zabawne.

Dla osób, które zechcą skreślić The Darkness II po krótkiej kampanii spieszę z informacją, że udostępniono nam opcję New Game+ w której startujemy kolejny raz ze zdobytymi mocami. Dodatkowo smakowitym kąskiem jest tryb Vendettas, czyli nic innego jak tryb kooperacji przez sieć lub też poza nią. Wybieramy w nim jednego z czterech zawodników, którzy działają we współpracy z Jackiem i mają swoją, ponad dwu godzinną kampanię oraz zlecenia misji, które mogą wykonać. Ekipa jest dosyć zróżnicowana – Shoshanna, żydówka władająca obrzynem, Inugami to Azjata, który robi użytek ze swojej katany, JP Dumond, czyli czarnoskóry szaman z mocą czarnej dziury i różdżką oraz szkot Jimmie, który mistrzowsko opanował rzucany topór, a jego szkocki akcent jest mistrzowski.

I jedyne do czego mogę się doczepić to grafika, która jest po prostu poniżej średniej. Użycie pseudo cell-shadingu pomogło zamaskować słabe tekstury, lub dosyć średnie modele postaci, jednak całościowo nie zatarło złego wrażenia wizualnego. Sam pomysł na postaci jest także miałki, oprócz Jackiego, który przeszedł sensowny lifting, nikt niczym się nie wyróżnia. Po drugiej stronie barykady stoi warstwa dźwiękowa, a zwłaszcza bardzo dobry voice acting, który musi ścierać się z ciągle słabym mo-capem i spieprzonym lip-synciem. Mike Patton kolejny raz jako Ciemność wypadł idealnie i pokazał, że nadaje się do tej roli jak żaden inny aktor lub wokalista. Jeśli ktoś nie lubi muzyki gitarowej, to o dziwo, nie sprawi mu ona w tym przypadku problemu, gdyż podłożona jest świetnie, a jakoś ciężko wyobrazić mi sobie ćwiartowanie przeciwników przy innym gatunku muzycznym.

Mając w pamięci poprzednią część i jej genialny klimat, miałem ogromne obawy czy pójście w stronę intensywnej akcji wyjdzie The Darkness II na dobre, ale nie zawiodłem się w żadnym calu. Ekipa z Digital Extremes spisała się na medal w dostarczeniu produktu kompletnego, takiego jaki dostajemy kupując pudełko z grą. Chciałbym, by gra była trochę dłuższa, ale z drugiej strony jako element odreagowania, zbędne wydaje się wydłużanie jej na siłę. Cieszy, że ilość niedociągnięć jest tak mała, że praktycznie nie wpływa na radochę obcowania z tym tytułem. A trzeba dodać, że po pewnej ilości napoju wysokoprocentowego, bawi jeszcze bardziej.