Stawiam, że po kliknięciu dalej, znalazł się ktoś, kto zjechał właśnie na sam dół recenzji, spoglądając najpierw na notę, następnie wczytując się w plusy i minusy, by w finałowym akcie tej sceny pomyśleć, że autor niniejszej recenzji w dupie był i gówno widział. Pozwólcie więc, że tym razem już na samym początku walnę szczerze jak łysy grzywką o kant kuli - konsolowe Diablo III to najlepsza i jedyna słuszna wersja gry. Koniec, kropka.

 

Wolnoć Tomku w swoim domku

Dobra, prowokację mam już za sobą, więc dajmy sobie buziaka w policzek i skupmy się na zmianach, jakie Blizzard wprowadził do konsolowej wersji gry. A tych wbrew pozorom trochę się nazbierało. Zacznijmy od tego, nad czym zapłakała pecetowa brać po premierze gry, czyli konieczności logowania się do battle.netu. Tytuł nie wymaga już od nas stałego połączenia z Siecią podczas gry, za co na wejściu dostaje kudosy. Konsolowe Diablo III pokochają też miłośnicy niezdrowych kanapowych posiadówek z tłustymi chipsami i lejącym się na podłogę browarem w tle. Wspólną młóckę można praktykować we cztery osoby (zarówno lokalnie jak i przez sieć), a gracze za pomocą nośników danych podłączanych pod USB dostali możliwość przenoszenia wyszkolonych postaci między konsolami swoich ziomków. Nie ma wprawdzie split-screena, co wymusza niejako wspólną eksplorację kolejnych terenów (na pececie każdy może iść w swoją mańkę), ale i tak przedzieranie się ramię w ramię z kumplem czy dziewczyną (tę opcję serdecznie polecam), przynosi masę frajdy, a kamera zachowuje się przy tym jak należy, robiąc stosowne odjazdy i najazdy. Grając w Diablo III w co-opie przypomniałem sobie czasy zarwanych nocek w Baldur's Gate: Dark Alliance, a pisząc te słowa, umawiam się właśnie ze znajomymi na kolejną, wspólną sesję – jest moc. 

 
Osobiście ucieszył mnie też fakt, że świat gry nie został zasypany masą niepotrzebnego lootu, który zawala inwentarz. W konsolowej wersji "śmieci" jest o wiele mniej, znaleziska są za to bardziej konkretne. Łatwiej zdobyć teraz unikatowe i legendarne przedmioty pasujące do profesji, którą aktualnie gramy. Z gry zniknął też Dom Aukcyjny znany z wersji pecetowej. Dzięki temu ponownie na pierwszy plan wysuwa się eksploracja kolejnych terenów w poszukiwaniu dóbr, a nie kombinowanie z kupnem unikatowych przedmiotów. Osobiście uważam, że takie rozwiązanie trochę zabiło ducha pecetowej wersji gry i brawa dla Blizzarda, że poszedł po rozum do głowy, "naprawiając" niejako system zdobywania przedmiotów. Oczywiście już pojawiły się opinie, że konsolowa wersja została w ten sposób "skażualowana", a legendarny ekwipunek wpada w nasze łapki za łatwo, dla mnie jednak rozwiązanie to jest przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. 
 

Szybka i wściekła 

Przyznam się bez bicia, że do samego końca nie wierzyłem w to, iż Blizzardowi uda się przełożyć sterowanie z myszki na pada w taki sposób, by na konsolach grało się równie dobrze co na PC-tach. Okazało się jednak, że deweloperzy nie są w ciemię bici i odrobili pracę domową na... ósemkę. Zamiast klawisza mychy znęcamy się więc niemiłosiernie nad iksem (ogrywałem wersję na PS3). Możecie być pewni, że zarwana nocka skończy się boleśnie dla waszego kciuka. Zawczasu więc warto sobie przygotować plasterek, ewentualnie poprosić narzeczona/dziewczynę o okład z młodych piersi. Wróćmy jednak do meritum - pod przyciski funkcyjne oraz dwa spusty możemy przypisać różnego rodzaju umiejętności, co rewelacyjnie sprawdza się w praniu. Lewą gałką sterujemy postacią, z kolei pod prawą znalazła się zupełna nowość w stosunku do wersji pecetowej - turlanie się bądź jak kto woli - uniki. Przechylając grzyba w jedną ze stron, nasza postać trzepie salta aż miło. To oczywiście zmieniło nieco charakter gry, pchając tytuł w kierunku zręcznościówki, co mi akurat bardzo przypadło do gustu. I choć w miarę postępów w grze nasi pogromcy piekielnych pomiotów zyskują dostęp do zdolności pełniących rolę uniku, warto opanować dobrze przewroty, gdyż w wielu sytuacjach (zwłaszcza walkach z bossami), ich umiejętne wykorzystywanie jest kluczem do sukcesu. Podobnie jak lockowanie się na wybranym przeciwniku po przytrzymaniu L2. Jedynym mankamentem jest dość niewielki margines błędu - unik trzeba wykonać w odpowiednim momencie, a jeśli się minimalnie spóźnimy, to nawet ucieczka z pola rażenia ataku i tak spowoduje obrażenia. Pokręcę też trochę nosem (ale tylko trochę) na ataki dystansowe - na pececie łatwiej jest zaznaczyć wroga znajdującego się z "tyłu" stawki i potraktować go zaklęciem. Na konsolach cele zmieniamy wychylając gałkę, przez co trudniej jest dobrać się do interesującego nas zdechlaka.

 


Dzięki wyżej wspomnianym zmianom gra stała się jednak bardziej dynamiczna, wpisując się idealnie w konsolową stylistykę. Deweloperzy postarali się o to, by gracze nie musieli co chwilę otwierać inwentarza, chcąc sprawdzić, jak zebrany loot wpłynie na ich statystyki. Specjalne znaczniki pojawiające się przy przedmiotach pozwalają nam błyskawicznie ocenić ich wpływ na atak, obronę czy zdrowie, a jeśli uznamy, że warto je wyekwipować, możemy to zrobić bez otwierania menu (z pomocą przychodzi krzyżak). Wygodnie i intuicyjnie - tak jak lubię. A żeby nie odrywać nas od akcji, gra automatycznie doda znalezione części uzbrojenia w miejsca, które do tej pory nie zostały przez nas obsadzone, nie wspominając już o tym, że złoto samo wpada do sakwy, bez konieczności klikania w przycisk. Oczywiście cześć z tych ułatwień jest opcjonalna i każdy może pobawić się w ustawieniach, dopasowując je do swojego stylu gry, ale dzięki takim rozwiązaniom rozgrywka jest po prostu płynna i pozwala nam skupić się przede wszystkim na eliminowaniu kolejnych paszczurów.

 
Trochę mniej intuicyjnie jest w samym inwentarzu. W Diablo III każda z postaci dysponuje kilkunastoma slotami odpowiadającymi głównie różnym częściom ciała. Ekwipunek możemy podejrzeć dzięki kołowemu menu, które obsługujemy gałką. Operacja porównywania poszczególnych przedmiotów i grzebania w inwentarzu zajmuje więcej czasu niż na pecetach i trzeba sobie to jasno napisać, że jest po prostu mniej wygodna. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, w jaki sposób można byłoby zrobić to lepiej i zaimplementowane rozwiązanie jest chyba najlepszym z możliwych. 
 

Za górami, za lasami, żył Diabolo z demonami

Fabuła Diablo III była krytykowana już po premierze pecetowej wersji gry, zwłaszcza przez ortodoksyjnych fanów pierwszych dwóch części. Akcja gry rozgrywa się dwadzieścia lat po wydarzeniach przedstawionych w Diablo II - kometa spada na katedrę w Starym Tristram - a my musimy ponownie zapobiec zbliżającej się apokalipsie, wyrzynając w pień zastępy demonów i zwiedzając kolejne krainy Sanktuarium. W przeciwieństwie do poprzedników jest faktycznie trochę mniej mrocznie, na co wpływ ma również oprawa, którą wrzucimy na ruszt za chwilę. Blizzard w trzeciej części gry zmienił też nieco sposób prowadzenia historii, a co najciekawsze - jest on bliższy temu, z czym mamy do czynienia na konsolach. Gra podzielona została na cztery akty, nie zabrakło mniej i bardziej ciekawych dialogów, zbierania różnego rodzaju pamiętników i czerpania wiedzy o świecie z rozmów prowadzonych przez NPC-ów. Co jakiś czas deweloperzy raczą nas także animowanymi scenkami. O ile jednak w pierwszych dwóch odsłonach gry historia była niejako tłem, tutaj znacznie więcej podano na tacy. Oczywiście gra ma kilka mocnych momentów, jednak nie ma się co oszukiwać – można było to zrobić trochę lepiej.

 
Elementem wzbudzającym skrajne emocje jest także oprawa graficzna, bardziej cukierkowa niż miało to miejsce w starych częściach Diablo. Faktem jest, że całość wygląda momentami jak burtonowska adaptacja "Alicji w Krainy Czarów". Nie popadałbym jednak w przesadę. Trup ścielę się gęsto, krew i flaki osadzająca się na podłożach, a masa zniszczalnych obiektów (posągi, ławy, beczki, wozy, gzymsy itd.), sprzyja szerzeniu radosnej demolki. Potwory wyglądają jak należy (choć przeciwników w jednym momencie jest nieco mniej niż na PC-ecie), pojawiają się w różnych zestawieniach, przez to trzeba kombinować, których pozbyć się najpierw, a których zostawić na deser. Kościotrupy, umarlaki, duchy, eksplodujące grubasy, magowie, impy - jest co wycinać, a animacja zwalnia przy tym naprawdę sporadycznie. Warto też wspomnieć o interaktywnych elementach, które pozwalają zwalić na grupkę szykujących się do szarży wrogów stertę kamieni czy ogromny kandelabr. Zmieniając ekwipunek, zmienia się również wygląd naszej postaci, a wszelkie efekty świetlne cieszą oko. 
 

Z czym do ludzi?

Jeśli nie mieliście okazji zagrać w pecetową wersję gry, śmiało uderzajcie po wersję konsolową. Diablo III to pięć kompletnie zróżnicowanych postaci (barbarzyńca, mnich, łowca demonów, szaman i czarownik) dysponujących własnym stylem walki i umiejętnościami (zarówno aktywnymi, jak i pasywnymi) odblokowywanymi wraz z kolejnymi poziomami doświadczenia. Te dodatkowo można modyfikować runami, co daje naprawdę sporo możliwości. Żonglerka zdolnościami i dopasowywanie ich do stylu gry jest na porządku dziennym. Zapomnijcie o sztywno rozpisanych drzewkach. Diablo III to także masa mniejszych i większych wyzwań oraz pobocznych questów polegających choćby na odnalezieniu ukrytych przedmiotów, ochronie karawany, eksploracji dungeonów czy eskorcie ważnej persony. Z racji tego, że wydarzenia takie są losowe, za każdym razem, gdy odwiedzimy dany obszar, możemy natrafić na inną sytuację, co zachęca do wizytacji odwiedzonych wcześniej lokacji. Nie można też zapomnieć o szkoleniu naszych towarzyszy (w liczbie trzech), których możemy zabierać ze sobą na misje, czy o inwestowaniu złota w rzemieślników, którzy dzięki naszej hojności ulepszą swoje stoiska i wozy, oferując nowe receptury oraz uzbrojenie. 



 
Maksymalny poziom postaci w grze to 60, ale po jego zdobyciu gracz może kontynuować zabawę w specjalnym systemie Paragon, by nabić kolejne 100 leveli. Jednorazowe ukończenie gry, zajmuje około 15 godzin (maks. 20), ale to dopiero początek, bowiem po Normalu czekają na nas Koszmar i Piekło, gdzie poza silniejszymi przeciwnikami natrafimy na znacznie lepszy loot i nowe wyzwania, nie wspominając o satysfakcji z ukończenia gry na najwyższym poziomie trudności. Sprawa więc wydaje się prosta - jeśli Diablo III na pecetach uważasz za profanację serii, wersja konsolowa, choć z różnych względów lepsza, nie przewróci Twojego świata do góry nogami. Reszta może śmiało inwestować w produkcję Blizzarda. To tytuł satysfakcjonujący zarówno w singlu, jak i w multi i – odpowiadając na pytanie postawione we wstępie – w konsolowych szatach jest mu do twarzy.