Hunted: The Demon's Forge zalicza się właśnie do nich. Prezentuje niszę, którą bardzo rzadko kiedy się interesujemy. I słusznie...

Przyznam, że do gry podchodziłem ze sporą rezerwą, ale jak się później przekonałem, przeczucie mnie nie myliło. Gra nie wyróżnia się niczym szczególnym, co mogłoby pozytywnie wpłynąć na ocenę. InXile Entertainment zaserwowało nam totalny misz-masz gatunkowy, łącząc w jednej grze elementy taktycznej trzecioosobowej strzelanki z systemem osłon oraz fragmenty gatunku RPG, opierające się na nowych przedmiotach dla naszych bohaterów oraz rozwijaniu postaci. Pobudki, które kierowały studiem, mogły być szlachetne i możliwe, że chciano pokazać nam coś zupełnie nowego. Niestety, to się nie udało i w każdym z tych dwóch gatunków, widać znaczące niedoróbki. Obawiam się, że polskie porzekadło mówiące, że „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego” nie będzie tutaj przesadą...

Fabularnie również jest przeciętnie, ot jest to standardowa opowieść z kanonu fantasy szybko tonąca w natłoku innych, zdecydowanie lepszych scenariuszy, więc nawet nie ma co się nad tym aspektem rozwodzić. W historii tej jednak przyzwoicie prezentują się dwaj główni bohaterowie: wojownik Caddoc oraz elfia łuczniczka E'lara. Ta zawadiacka, sympatyczna dwójka towarzyszy nam przez całą grę i przy ich pomocy wykonujemy kolejne zlecane nam zadania oraz eksterminujemy setki przeciwników. Protagoniści posiadają całkiem ciekawe charaktery i miło się słucha, jak od czasu do czasu zwyczajnie sobie docinają, wytykając wzajemne słabości. Są oni takim lekkim jasnym punktem orientacyjnym na morzu niedoróbek, po którym musiałem dryfować.

Pierwszy z dwójki bohaterów specjalizuje się w walce w zwarciu, natomiast pani elfka szczególnie upodobała sobie łuczniczą walkę na dystans. Nie oznacza to jednak, że wcielając się w konkretną postać, automatycznie zostajemy pozbawieniu możliwości innego sposobu walki. Zarówno jedna, jak i druga postać może używać broni białej oraz dystansowej. Warto jednak trzymać się ich domyślnych specjalizacji, gdyż sprawdzają się one najlepiej. Niestety, reszta mechaniki nie wygląda już tak różowo: jak już wspomniałem powyżej, gra pod tym względem nie sprawdza się na żadnej z płaszczyzn, o które zahacza. W przypadku trzecioosobowej strzelanki, która niejako aktywuje się, gdy korzystamy z łuku lub kuszy, celowanie potrafi być wyjątkowo nieprecyzyjne za sprawą zbyt wymyślnych celowników, które tylko pogarszają normalne celowanie. Wystarczyłaby zwykła kropka. Natomiast elementy RPG występują w stopniu dość sporym, jednak na pewno niewystarczającym dla fanów tego gatunku. Reszta to namiastka slashera z ciosami szybkimi, ciężkimi i unikami, którym również daleko do ideału.

Grę możemy przechodzić samotnie, i w międzyczasie w wybranych punktach zmieniać prowadzoną przez nas postać, lub też możemy ukończyć ją w kooperacji przez sieć lub na podzielonym ekranie. Gra ta od zawsze była tworzona z myślą o co-opie, jednak za sprawą kulejącej mechaniki rozgrywki również i on jest średniej jakości. Chyba, że posiadacie naprawdę dobrze zgranego kolegę, jednak jest co najmniej tuzin lepszych tytułów dla dwóch graczy. Nie jest to element, który mógłby szczególnie przeważać na korzyść gry, jednak należy o nim wspomnieć.

Od samego początku rozgrywki trudno było mi uwierzyć, że gra została stworzona na silniku Unreal Engine 3.0. Niestety, pracownicy studia musieli mieć wyjątkowy problem z tym środowiskiem, gdyż jest to najbrzydsza gra na tym silniku, jaką kiedykolwiek widziałem. Od samego początku razi naprawdę słabymi teksturami, a ciekawe projekty lokacji nie wynagradzają w żadnym wypadku ich słabego wykonania pod względem czysto wizualnym. Pomijam już pomniejsze mankamenty, jak chociażby opóźnione doczytywanie tekstur, ale to się zdarzało w niejednej grze wykorzystującej ten silnik. Niemniej na tym środowisku można tworzyć naprawdę przepiękne gry, co udowodniło nam już nie jedno studio. Niestety, inXile Entertainment zwyczajnie zmarnowało jego potencjał.

Z dźwiękiem jest po prostu poprawnie. Głosy ludzi, potworów, a także dźwięki uderzeń broni zostały nagrane z należytą starannością i dobrze sprawują się podczas rozgrywki. Muzyka natomiast absolutnie nie wybija się ponad przeciętną, ale tworzy przyzwoite tło do ukazywanych na ekranie wydarzeń i należycie z nimi współgra. Na pochwałę zasługują szczególnie głosy dwójki głównych bohaterów, które są bardzo przyjemne w odbiorze i doskonale kreują ich sylwetki. Dzięki temu zdecydowanie można z nimi sympatyzować.

Moje przeczucia przed premierą jednak mnie nie myliły. Hunted: The Demon's Forge okazało się grą zaledwie przeciętną. Tytuł, który starał się zabłysnąć nietypowym połączeniem różnych gatunków, został pogrzebany poprzez niedostateczną implementację każdego z nich. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Gra nie posiada także własnego uroku czy unikalnego klimatu, który potrafił uratować niejedną gorzej wykonaną grę. Tutaj w ogóle nie ma „tego czegoś”, co definitywnie skazuje tytuł na szybkie zapomnienie. Zagrać można, jednak w totalnej ostateczności. Nie jest to tytuł warty Waszych pieniędzy i dziwię się firmie Bethesda Softworks (wydawcy gry), że nie patrzyła bardziej na ręce studiu, które zatrudnia i pozwoliła na wypuszczenie takiego potworka.