Zacznę może odrobinę nietypowo, ale chciałbym uniknąć banału serwowanego Wam przez konkurencję. Nie jesteśmy tu bowiem po to, by odpowiadać sobie na pytanie, czy Portal 2 to świetna gra. Każdy z nas doskonale wie, że tak. "Valve nie robi słabych gier" nie wzięło się bowiem znikąd. "Po co mam to czytać" - zapytasz więc...

Mianowicie, rzecz będzie o tym czy za grę logiczną, świetną, ale jednak logiczną, jesteśmy w stanie w XXI wieku zapłacić pełną cenę. I o tym, czy gracz lubujący się w duszeniu spustu i zabijaniu kolejnych hord przeciwników ma jakąkolwiek szansę by bez przymusu odejść od swoich ulubionych gier i poświęcić czas najnowszemu dziecku Valve. W tym celu potrzebujemy gracza, który z pierwszym Portal nie miał do czynienia. To ja. Kłaniam się nisko i zapraszam do lektury...

Wszystko zaczyna się w momencie (no, prawie), w którym skończył się pierwszy Portal. Dziewczyna imieniem Chell walczy z niedobrą sztuczną inteligencją GlaDOS, pokonuje ją, traci świadomość, zostaje przetransportowana do hotelowego pomieszczenia i dzięki Dougowi Rattmanowi, szalonemu naukowcowi, zapada w wieloletni sen w miejscu gdzie aktywne zostały najskuteczniejsze systemy podtrzymywania życia. Dziewoja budzi się kilkadziesiąt lat później i na własne oczy widzi, co przez te wszystkie lata stały się ze schludnym i zadbanym niegdyś kompleksem badawczym. Całość wygląda post-apokaliptycznie. Zewsząd wystaje stal służąca do budowy kondygnacji budynków. To nie jest miejsce dla takich jak ona, efektem czego Chell postanawia uciec z mieszkania, które w chwilę potem zawala się. Naszym celem jest wydostanie się z pozostałości kompleksu badawczego...

Ustalmy sobie coś już na początku. To, że na obrazkach dołączonych do tej recenzji widzicie karabin, wcale nie oznacza, że macie do czynienia ze strzelanką. To znaczy macie, ale nie strzela się tutaj ani ołowiem ani laserami, lecz różnokolorowymi portalami. Owe portale służą do tworzenia sobie czegoś w rodzaju wejścia (pierwszy portal) oraz wyjścia (drugi). I to na początku właściwie tyle. Mechanika rozgrywki połączona z podstawowymi prawami fizycznymi, na których się opiera, wydaje się być tak prosta, jak to tylko możliwe. Tutaj nie liczy się refleks i umiejętność dobrego celowania, bo na wszystkie zagadki mamy nieograniczoną ilość czasu. Naszym zadaniem jest wejść do danej komory badawczej, rozpoznać otoczenie, wytężyć szare komórki, znaleźć logiczne rozwiązanie całej łamigłówki i dotrzeć do wyjścia tylko po to, by... wejść do kolejnej komory, z prawdopodobnie trudniejszą zagadką. Tylko tyle i, jak się okazuje, aż tyle.

Po pierwsze bowiem, Valve zaserwowało nam naprawdę idealnie dopasowujący się do postępów w grze poziom trudności. Pierwsze zagadki rozwiązujemy już w przedbiegach. Portal tu, jeden portalik tam, tu skok, tu spadniemy i... gotowe! Poziom trudności rośnie jednak z levelu na level, a w momentach, w których gracz raczony jest zupełnie nowymi zabawkami i musi przełączać się między nimi w odpowiedniej kolejności i z odpowiednim timingiem by móc w ogóle myśleć o dotarciu do pożądanego miejsca, sięga momentami zenitu. Do czynienia mamy nie tylko z maszynką do tworzenia portali, ale chociażby skoczniami, które wybijają w powietrze nie tylko Chell, ale i przedmioty otoczenia, które zdecydujemy się na nich umieścić.

Jest też coś w rodzaju tuneli, które transportują przedmioty z jednego miejsca na drugie. Chell uświadczy także półprzezroczyste ściany energetyczne, które w zależności od punktu widzenia i ułożenia bohaterki w przestrzeni, pełnią rolę zarówno mostów, jak i... niemożliwych do przekroczenia barier. Wszystko to jednak nic przy trzech rodzajach kulek/granatów żelowych, które w mgnieniu oka zmieniają właściwości powierzchni, do której zostaną przylepione. Nie zdradzę w jaki sposób modyfikują one otaczającą nas przestrzeń. Powiem tylko, że wydaje się to być zdecydowanie najlepszym patentem w całym Portal 2 i szkoda, że otrzymujemy je na kilka poziomów przed zakończeniem całej przygody. Z drugiej strony, brawa dla Valve za umiejętne wkomponowanie wszystkich tych elementów do rozgrywki, która nie jest może szczególnie emocjonująca (w końcu to gra logiczna), ale na pewno daje ogromną satysfakcję z intelektualnego przechytrzenia twórców przy okazji każdej kolejnej zagadki. Brawa również za dawkowanie nowości, w Portal 2 nie można bowiem narzekać na nudę i "wytarcie materiału" bo gdy tylko dopada nas nutka monotonii, zaraz otrzymujemy jakąś nową zabawkę.

Jeżeli szukasz więc intensywnej rozgrywki i ostrej jazdy bez trzymanki, Portal 2 absolutnie nie jest grą dla Ciebie. Są oczywiście elementy czysto dynamiczne, skupiające uwagę gracza na wstrzeleniu się z odpowiednim portalem/umiejętnością w odpowiednim czasie, jednak na pewno nie ma mowy o adrenalinie pompowanej do naszych żył nieustannie i w stylu Call of Duty. Zagadki w Portal 2 wydają się być bardzo przystępne i, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, logiczne. Rozwiązanie nigdy nie jest podane na tacy, ale nie jest też absurdalne i przechodzące pojęcie przeciętnego człowieka. Zaciąłem się na kilku łamigłówkach w grze, przyznaję się bez bicia, ale ich rozwiązanie nie zajęło mi więcej niż 20, maksymalnie 25 minut.

Poziom trudności został więc odpowiednio wyważony i osoba, która nigdy nie miała do czynienia z podobnego rodzaju produkcjami, nie wyrzuci gry przez okno w efekcie intelektualnej frustracji. Wiem co mówię, ponieważ przejście całej produkcji zajęło mi prawie 12 godzin czystej rozgrywki w trybie dla pojedynczego gracza i ani razu nie miałem ochoty odejść od konsoli. Nie wiem kto rozpuścił plotkę na temat 4 godzin potrzebnych na ukończenie Portal 2, ale jest to kłamstwo i ohydna potwarz dla Valve tym bardziej, że ilość poziomów zamyka się w bodajże 54 sztukach. Nie ukrywam oczywiście, że podany przeze mnie czas zostanie skrócony (do około 9, może 10 godzin) w momencie gdy przed telewizorem zasiądzie gracz obeznany już z mechaniką produkcji Valve. Taki człowiek dużo łatwiej połapie się nie tylko w ogólnych prawidłach rządzących Portalem, ale i ułożeniu naszej postaci w przestrzeni, która częstokroć jest kluczem do rozwiązania poszczególnych zagadek. Jeżeli miałbym wymienić jeszcze jedną, ogromną zaletę drugiego Portal w trybie dla pojedynczego gracza, byłby to na pewno tryskający z ekranu humor. Ja rozumiem, że oprawa graficzna jest niedzisiejsza, że silnik Source 7 to już dziadek, z którego nie można zbyt wiele wycisnąć i zgadzam się z Zeratulem, że Valve powinno dostać z podobne lenistwo "w pysk", ale nijak nie można tego samego powiedzieć o scenarzystach stojących za omawianym produktem. Portal 2 przepełnione jest ogromną ilością śmiesznych gagów, po których częstokroć sam mimowolnie uśmiechałem się pod nosem. Mimo wszystko, fabuła wydaje się być poważniejsza, niż ktokolwiek mógłby pomyśleć. I porusza nawet kilka bardzo poważnych tematów realnej codzienności. Całość przedstawiona została nie tylko groteskowo, z charakterystycznym dla Valve humorem, ale i absurdalnie, po "angielsku" i inteligentnie. Bardzo cieszy mnie, że tytuł wydany został na terenie naszego kraju w polskiej, kinowej wersji językowej. Dzięki temu gracze nie stracą absolutnie niczego z genialnego klimatu Portal 2 wykreowanego przez angielskich lektorów, a przy okazji, w przypadku jakichkolwiek wątpliwości, będą mogli skorzystać z wyświetlającego się na ekranie tłumaczenia wypowiadanych przez mechanicznych przyjaciół kwestii.

Niestety, ze względu na goniące nas terminy w publikacji recenzji Portal 2 oraz nakładającą się awarię PlayStation Network [przez którą opóźnialiśmy publikację i opóźnialiśmy, w nadziei, że Sony naprawi niedogodności - dop. Pyszny], nie było nam dane sprawdzić jak w akcji wypada kooperacja pomiędzy graczami posiadającymi różne platformy. Musicie bowiem wiedzieć, że wraz z premierą gry Valve postanowiło częściowo przystosować usługę Steam do PSN, efektem czego będziemy mogli rozgrywać kooperacyjne kampanie również z graczem znajdującym się po drugiej stronie kabla. Całość składa się na 5-6 godzinną rozgrywkę rządzoną tymi samymi prawidłami, co w trybie dla pojedynczego gracza. Niestety zmuszony byłem przetestować internetowe możliwości Portal 2 w wersji dla komputerów klasy PC i tylko w wersji dla komputerów klasy PC. Swojego egzemplarza użyczył mi oczywiście znajomy, ale pamiętać należy, że kupując grę w wersji na PlayStation 3 otrzymujecie w zestawie możliwość bezpłatnego pobrania na dysk twardy HDD... PC-towej edycji najnowszej produkcji Valve! Efekt jest taki, że kupujemy dwie gry na dwie platformy w cenie jednej i jeżeli chcielibyśmy kogoś obdarować lub zachęcić do wspólnego grania online, nic nie stoi ku temu na przeszkodzie.

Sam online [niestety, z powodu awarii PSN testowany wyłącznie na PC - dop. Pyszny] sprawdza się wyśmienicie. Po pierwsze, uczestniczymy tutaj w oddzielnej, przygotowanej tylko na jego potrzeby kampanii której głównymi bohaterami jest dwójka robotów, podobnie jak i Chell posługującymi się miotaczami portali. Całość nie została stworzona na siłę, a wytłumaczona i umotywowana fabularnie, efektem czego nie mamy wrażenia sztuczności czy uczestnictwa w naciąganych wydarzeniach. Musimy cały czas ze sobą współpracować, ponieważ zagadki są dużo bardziej skomplikowane (co nie znaczy, że trudniejsze!) i częstokroć wymagają bardzo dobrego zgrania się w odpowiednim czasie. Dobrze jest mieć headset i wydawać sobie polecenia głosowe, bardzo ułatwia to kooperację. Jeżeli jednak nie mamy owego urządzenia, bardzo fajnym patentem jest możliwość wykonywania prostych gestów oraz rozkazów pokazanych na ekranie przy pomocy czytelnych i łatwo rozpoznawalnych ikonek, pokazujących jaką czynność w danym miejscu Twój partner powinien wykonać. Oczywiście, w dalszym ciągu mamy tutaj do czynienia z mało intensywną rozgrywką. Jednak po kilkunastu posiedzeniach zauważyłem, że bardzo trudno zgrać się z internetowym kolegą gdy nie mamy headsetu [dla imitacji grałem na PC bez włączonego Skype - dop. Pyszny]. Nie zawsze wykonuje on bowiem to, co mamy w zamyśle, a gdy jesteśmy pewni, iż to nasz sposób na rozwiązanie zagadki jest prawidłowy, ignorancja internetowego kolegi może odrobinę poirytować. Staramy się bowiem pokazać mu, żeby ten strzelił portalem w odpowiednie miejsce. On nas z kolei ignoruje, mając swój własny pomysł na rozwiązanie danej zagadki. Uważam, że gracze o słabszych nerwach nie powinni w ogóle multiplayera Portal 2 bez headsetu odpalać.

Z drugiej strony, tryb ten uczy cierpliwości i naprawdę motywuje do wytężania szarych komórek. No i oczywiście wyróżnia się na tle zalewu shooterów XXI wieku. Kooperacja wersji gry na PS3 z komputerami klasy PC to oczywiście dodatkowy atut, którego nie było nam dane przez awarię PlayStation Network zakosztować. Z dwóch portali dostępnych w przypadku jednej wyrzutni, w multiplayerze robią nam się cztery co automatycznie bardzo gmatwa rozgrywkę. Martwi fakt, że po ukończeniu gry nie otrzymujemy żadnych hardkorowych wyzwań do zaliczenia, choć jestem w stanie to zrozumieć patrząc na naprawdę dużą ilość zawartości gry w grze oraz czasu, jaką Portalowi drugiemu należy poświęcić. Jeżeli szukasz więc innowacji w multiplayerze, śmiało inwestuj. Wolisz bezpieczne i "klasyczne" gry? Multiplayer Portal 2 nie jest dla Ciebie. Osoby nie mające nigdy styczności z pierwszą odsłoną cyklu powinny same sprawdzić, czy taki typ rozgrywki przypadnie im do gustu. Mnie się bardzo podobało, choć jestem odrobinę zbyt niecierpliwy, by czerpać z dzieła Valve pełnię kooperacyjnej przyjemności. Nie dam jednak głowy, że w Twoim wypadku będzie podobnie, drogi Czytelniku.

Niestety, jak na każdą grę logiczną z prawdziwego zdarzenia przystało, Portal 2 nie jest reprezentantem przerostu formy nad treścią. Konkretniej, gra jest w kwestii technicznej po prostu niedzisiejsza. Wygląda bardzo przeciętnie, co jest oczywiście dużym plusem dla posiadaczy komputerów klasy PC (niskie wymagania sprzętowe). Jednak w przypadku konsol, czyli maszynek do grania na któych widzieliśmy już Uncharted, God of War, Killzone czy Crysis 2, najnowszy tytuł Valve prezentuje się jak ubogi afrykański krewny. Jasne, podobno nie ma to żadnego znaczenia, w końcu chodzi tutaj o ciekawe zagadki i pomysłowość, ale jakoś trudno przyzwyczaić mi się do myśli, że wydałem 200 PLN na tak bardzo słaby graficznie produkt pochodzący od tak bardzo szanowanej firmy, jaką w 2011 roku niewątpliwie jest Valve. Stylistyka okazuje się być charakterystyczna i przednia, nie można bowiem Portal 2 pomylić z żadnym innym tytułem. Animacja również nie przycina i wszystko działa arcypłynnie. Umówmy się jednak, że w przypadku niskiej jakości oprawy nie mogło być inaczej. Muzyka spełnia bardzo dobrze swoją rolę i nie drażni, nawet po tych kilkunastu godzinach spędzonych przez telewizorem/monitorem. W tym elemencie jest bardzo dobrze.

Tragiczne są niestety częste oraz częstokroć zbyt długie loadingi. Każda nowa lokacja musi zostać przez grę wczytana. Nie zaburza to oczywiście tempa rozgrywki, ale potrafi solidnie poirytować przy przechodzeniu z jednej komory do drugiej.

Portal 2 to rewelacyjna gra, tak po prostu. Jeżeli nie liczyć przestarzałego silnika graficznego, to gra praktycznie bezbłędna. To produkt kompletny, który zwyczajnie musi zadowolić każdego fana nie tylko zagadek logicznych, ale i poważnych historii podanych w naprawdę zjadliwym, nie patetyzującym na siłę sosie. Jeżeli myśleliście, że, zgodnie z tytułem tego akapitu, Portal 2 będzie wyciąganiem pełnej ceny za produkt, który można określić mianem "gierka logiczna", to byliście w błędzie większym, niż napompowane "bajcepsy" Roberta Burneiki. To naprawdę pomysłowo zrealizowana gra o przygnębiającej stylistyce, serwująca dojrzałą historię w sposób lekki oraz przyjemny. Wszystkie patenty zawarte w Portal 2 zostały w należyty sposób przedstawione, wytłumaczone oraz wykorzystane. Nic nie zostało pominięte. Na dodatek całość, w porównaniu do nowej mody gier trwających 5 godzin, starcza na naprawdę długi czas. Nie jest to jednak tytuł dla każdego i jeżeli uważasz, że najlepszym sposobem na odstresowanie się po ciężkim dniu pracy jest partyjka duszenia spustu w Call of Duty, to nie masz czego w Portal 2 szukać. Wszyscy gracze lubiący wysilać szare komórki i uważający się za intelektualistów nie mogą z kolei przegapić tej gry. Tak, jest ona naprawdę tak dobra, jak przedstawia wystawiona przeze mnie ocena końcowa. Zresztą, średnia ocen na poziomie 96% potwierdza tylko "oczywistą oczywistość". Ocena to już moim zdaniem tylko formalność...