Inna sprawa, że TDU 2 jest tak naprawdę dopasioną, większą, lepsza i bardziej kozacką wersją pierwszej części. Jeżeli więc Test Drive Unlimited znacie na wylot i podobało Wam się, identyczne odczucia będziecie mieli w stosunku do najnowszej propozycji Eden Studios. Podobieństwa widać już na pierwszy rzut oka. Ibiza prezentuje się bowiem bardzo podobnie do hawajskiego Oahu, które powraca także tutaj. Może poza rzuceniem na obraz specjalnego filtra kolorystycznego, który ma wytworzyć złudne wrażenie różnorodności. Modele samochodów? Cóż, praktycznie takie same, oczywiście pod względem graficznym. Nawet model jazdy nie zmienił się zbytnio od czasów pierwszego TDU. Za mało innowacji? Może i tak. Prawda jest jednak taka, że kto nie grał w pierwsze TDU, drugim będzie zachwycony bez względu na to, czy faktycznie wiele się zmieniło, czy też nie. Kto miał z kolei przyjemność lata temu obcować z "jedynką"... przez TDU 2 zostanie najzwyczajniej w świecie zniewolony wakacyjnym, totalnie odjechanym klimatem. Serio, dawno nie widziałam już tak charakterystycznej i, co chyba ważniejsze, rozbudowanej gry wyścigowej... nie skupiającej się właściwie na samych wyścigach. Piękny paradoks!

Nie uwierzycie, ale na początku naszej przygody jesteśmy zwykłym parkingowym w ekskluzywnym hotelu. Jak to jednak z grami pokroju TDU bywa, cała akcje nagle przybiera nieoczekiwany, iście serialowy zwrot akcji, by już po chwili posadzić nas za sterami jednego z najszybszych samochodów świata. Podwozimy prezenterkę specjalnego Reality Show, a ta zdaje się tak zauroczyć naszą personą, iż po wycofaniu się z wyścigu jednego z zawodników... momentalnie obsadza nas jako jego zastępstwo. Oczywiście wygrywamy i w tym momencie zaczyna się nasza kariera "od zera do wielkiego, bogatego, posiadającego masę garaży oraz samochodów bohatera". Wozimy się po mieście, uczestniczymy w kolejnych wyścigach, lansujemy swoją osobę na lewo i prawo, zbieramy kasę i kupujemy. A raczej KUPUJEMY, albowiem ilości forsy wydanej w TDU 2 przeze mnie w 10 godzin grania żadnemu z nas nie będzie dane zobaczyć aż do końca naszego żywota. Tak, fabuła w Test Drive Unlimited 2 jest tak naciągana, że bardziej już się nie dało. Inna sprawa, że w ogóle nie przeszkadza mi festyniarstwo tej gry. Co więcej, nawet ładnie wpasowuje się w iście bananowy (w sensie subkulturowym) klimat najnowszej produkcji Eden Studios.

Kasa rządzi światem. I rządzi także w TDU 2. Wraz z rozwojem naszej postaci i zyskiwaniem przez nią w coraz szerszym gronie miana super-mega-hiper-duper-gwiazdy, musimy się o nią coraz bardziej troszczyć. Na początku wystarczy luksusowy samochód. Ale zgodnie z popularnym powiedzeniem, iż "apetyt rośnie w miarę jedzenia", za zarobioną kasę kupujemy już nie tylko auta, ale także jachty, apartamenty za miliony dolarów, garaże, wille czy inne tego typu luksusowe rzeczy lub nieruchomości. Mało tego, możemy także obkupić się w ciuchy i pójść do najlepszego fryzjera w mieście, byleby tylko zrobił nam jakąś odjechaną fryzurę podkreślająca naszą niezmiernie wysoką pozycję w społeczeństwie zarówno Ibizy, jak i Oahu. Możemy zrobić sobie nawet operację plastyczną!  W innych wyścigówkach mogliśmy kupić najwspanialsze samochody świata i uczestniczyć za ich sterami w emocjonujących wyścigach. Ale tylko w TDU 2 Eden Studios umożliwi nam zakup samochodu, umieszczenie go w garażu lub przed naszym apartamentem za ileś-tam milionów dolarów i... lansowanie się przez społecznościowe. Jak na Facebooku. Masakra. Szumnie zapowiadane dwie wyspy to jednak mit. Nie dajcie się zwieść wielkim i ogromnym różnicom pomiędzy Ibizą, a Oahu. Obie wyspy prezentują się raczej podobnie pod względem krajobrazowym, a zupełnie identycznie pod względem nawierzchni. Co prawda istnieją pewne różnice w sposobie oraz technice jazdy na poszczególnych wyspach (wąskie uliczki kontra szerokie autostrady), ale są one zbyt marginalne, byśmy po wjechaniu na nowe tereny zakrzyknęli "wow, tego jeszcze nie było!".

Jeśli jednak spojrzeć na samą rozgrywkę, okazuje się że nie ma tu praktycznie niczego nowego. Tryb gry dla pojedynczego gracza okazuje się być klasycznym zaliczaniem licencji umożliwiających branie udziału w kolejnych mistrzostwach. Fajne jest to, że prócz klasycznego "bądź najszybszy", w TDU 2 znajduje się bardzo wiele rodzajów wyścigów, poczynając od czegoś w rodzaju Eliminatora, a kończąc na wyścigach polegających na utrzymaniu jednostajnej prędkości. Cała kariera pozostała podzielona na 4 części. W pierwszej uczestniczymy w wyścigach, w drugiej lansujemy się, w trzeciej szukamy na wyspach ukrytych przez producenta wraków samochodów, w czwartej z kolei, która zowie się Social... cóż, do tego jeszcze wrócimy moi mili.

Model jazdy nie różni się zbytnio od tego z pierwszego TDU. W dalszym ciągu mamy do czynienia z bardzo zręcznościowym zachowaniem się samochodów. Uczucie ciężkości wehikułu trudno odnieść mi do jakiejkolwiek sytuacji na drodze. Poczucie masy samochodu? Gdzie tam. To może chociaż rodzaj i moc silnika? Tylko w określonych sytuacjach. Jedyną mającą wpływ na osiągi oraz rodzaj sterowania samochodem przez gracza cechą są zmienne warunki pogodowe oraz rodzaj i typ nawierzchni, po której aktualnie się ścigamy. Oba te czynniki bardzo znacznie wpływają na komfort jazdy. Gdy jest mokro, doskonale "czujemy" to w kołach naszego wozu. W praktyce jednak wszystko, poza tym wyjątkiem, sprowadza się do tego, w jaki sposób samochody wchodzą w poślizgi. Z kolei gdy nadejdzie noc, nasza widoczność jest bardzo ograniczona co znacznie utrudnia wyścig. Tym bardziej na Ibizie, która często cechuje się wąskimi przesmykami i krętymi drogami. Jeżeli jesteście zatwardziałymi fanami realizmu prezentowanego przez kolejne odsłony Gran Turismo, lub ewentualnie Forzę Motorsport, to wybaczcie moi drodzy, TDU 2 to nie Wasz adres. Kto w ogóle myślał, że tytuł ten będzie pretendował do miana symulacji?

Jasne, gdy jeździmy po bezdrożach, czuć delikatne różnice i utrudnienia w stosunku do prowadzenia samochodu na nawierzchni asfaltowej, jednak wszystko to było już w pierwszym TDU. Tym bardziej, że jakiekolwiek zawirowania terenowe, nierówności czy inne nieprzewidywalne sytuacje drogowe zdarzają się w TDU 2 bardzo, ale to baaardzo rzadko. To nie NFS: Hot Pursuit, w którym zostajemy wyrzuceni przez podwyższenie w górę, wciskamy nitro, spadamy w dół, praktycznie roztrzaskujemy się w drobny mak, koziołkujemy i... prujemy dalej. W TDU 2 istnieją za to trzy poziomy trudności prowadzenia samochodu. Poziom "Full Assistance", jaka sama nazwa wskazuje, to ogromne ułatwienie dla początkujących, którzy będą cieszyć się z właściwego prowadzenia samochodu. Poziom "Sport" to już wyzwanie dla każdego fana ścigałek, z włączonym tylko jednym, może dwoma wspomagaczami. Jak nietrudno się domyślić, "Hardcore" przeznaczony jest wyłącznie dla największych fanatyków, gdzie teoretycznie jazda ma być iście symulacyjna i trudna, ale osobiście tego nie odczułam. A wymiataczką ścigałkową z pewnością nie jestem. Jeśli miałabym TDU 2 do czegoś przyrównać, to do spokojniejszego i bardziej kontemplacyjnego pod względem tempa jazdy Need for Speed: Hot Pursuit. Lecz byłoby to nieco naciągane porównanie... W grze nie uświadczymy już motocykli, które były wisienką na torcie pierwszego TDU. Co prawda mogliśmy mieć pewne trudności w opanowaniu modelu jazdy jednośladami, ale gdy gracz nauczył się już je okiełznywać, ostatecznie okazywało się, iż to naprawdę przyjemna odskocznia od ciągłego machania kierownicą.

Zamiast tego, w TDU 2 pojawiają się SUV-y, czyli samochody off-roadowe, przeznaczone do jazdy po bezdrożach, które są ciężkie i jeździ się nimi w mojej opinii raczej mało dynamicznie. Ogólnie wszystkich samochodów w TDU 2 jest trochę ponad 100. Śmieszna ilość wobec innych przedstawicieli gatunku? Może i tak, ale w zamian za to dostajemy praktycznie wszystkie najlepsze i najszybsze wehikuły, jakie widział motoryzacyjny świat. Niestety, brakuje samochodów mojej ulubionej marki Lamborghini oraz Porsche, które zostało tu, podobnie jak w Gran Turismo 5, zastąpione tuningową marką RUF. Wszystko wygląda tak samo, jednak... no właśnie... skoro lansować się, to na maksa, prawda? Dobrze, że są najlepsze modele chociażby Mercedesa, Audi, Chevroleta czy wielu innych marek. I każdy z samochodów odwzorowany jest bardzo ładnie. Nie ma oczywiście mowy o szczegółowości znanej z modeli Premium w GT5, ale całość i tak robi duże wrażenie.

Co jeszcze? Gra oferuje nie tylko możliwość uczestniczenia w kolejnych wyścigach i lansowanie się na lewo i prawo, ale także zadania specjalne, częstokroć związane z osobami napotykanymi przez nas na trasie. Niektórzy autostopowicze będą chcieli, byśmy ich podwieźli. Nieważne czy szybko, czy wolno, mamy ich dowieźć i tyle. Inni z kolei zaczną się zachowywać niczym paranoicy w momencie, gdy zbytnio przyspieszymy. Znajdą się i tacy, którzy w przypadku zbyt spokojnej jazdy najzwyczajniej w świecie nas skarcą, krzycząc iż jesteśmy "denni i do niczego" oraz "co tak wolno?" i "rusz się!". W grze zaimplementowany został także specjalny pasek, który pozwala nabijać nam oszczędności szaloną i jednocześnie bezbłędną jazdą. F.R.I.M, bo taką nazwę nosi ów patent, zapuszczany jest w momencie, gdy nasz bohater wykona na jezdni wykroczenie drogowe. Przyspieszamy, mijamy o malutki włos innych uczestników ruchu, a pasek F.R.I.M. rośnie i podwyższa stan naszego konta bankowego o kolejne sumy pieniędzy. Żeby jednak nie było tak wspaniale i wesoło, nie możemy spowodować w trakcie naszego motoryzacyjnego tańca żadnej kolizji czy stłuczki, albowiem tracimy wszystkie zarobione w trakcie "ewolucji" fundusze.

Oprawa dźwiękowa w TDU 2 to kawał naprawdę porządnego soundtracku, oczywiście pod warunkiem, że lubisz elektroniczne, typowo dyskotekowe rytmy. Wakacyjny i imprezowy klimat wylewa się z tego tytułu hektolitrami, w dużej mierze właśnie za sprawą ścieżki dźwiękowej. Oprawa? Cóż, tutaj nie ma rewolucji. Jest bardzo ładna, trochę lepsza niż w pierwszym TDU, ale absolutnie nie ma mowy o pobiciu na głowę chociażby NFS: Hot Pursuit, o modelach samochodów Premium w Gran Turismo 5 czy Forzie Motorsport z X360 nie wspominając. Samochody ulegają co prawda kosmetycznym zniszczeniom i zabrudzeniom, ale w praktyce w ogóle nie przekłada się to na ich prowadzenie. Wyspy wyglądają, jak to wyspy, mega wakacyjnie, słonecznie i "roślinnie". Przemieszczając się po drogach (bezdrożach też!) czujemy się, jakbyśmy faktycznie poruszali się po Ibizie. Tu ktoś tańczy, tam ktoś skacze. Wszystko wygląda fajnie, ale nie ma to przełożenia na interakcję z otoczeniem. Nie można rozwalić latarń, co było już możliwe w... GTA III? Nie można przywalić w ewentualny hydrant. Właściwie to nie można strącić w TDU 2 niczego. Wniosek? Gra wygląda tylko dobrze i nie oferuje interakcji z otoczeniem. Trochę za mało jak na tytuł wydany w XXI wieku.

Warto też zaznaczyć, że TDU 2 wydane zostało na PlayStation 3 jedynie w angielskiej wersji językowej. Nie ma to zbytniego przełożenia na rozgrywkę dla polskiego gracza, albowiem dialogów w grze jest jak na lekarstwo. Poza tym, pierwsza część nie była spolonizowana, tak więc nikt nie powinien z tego powodu płakać, a wielu takich już się zdarzało.

Eden Studios reklamowali TDU 2 jako Massive Open Online Racing. Zwiastowało to ogromną skalę multiplayerowych wydarzeń przedstawionych w grze. Co więcej, zwiastowało to coś w rodzaju wyścigowego MMO dla wszystkich, którzy pragną się lansować się w Sieci i pokazywać, kto ma tak naprawdę "największego". I faktycznie, ogromny nacisk położono właśnie na online oraz aspekty społecznościowe. Możemy zapisać się do specjalnych klubów, w których rywalizować o pozycję będziemy z innymi jego członkami lub zupełnie odmiennymi drużynami, w swoich własnych barwach, choć to patent znany już z pierwszego TDU. Super patentem jest różnorodność owych klubów. Różnią się one bowiem nie tylko nazwą i ewentualną barwą, ale także... ekskluzywnymi, dostępnymi tylko i wyłącznie dla danego ugrupowania samochodami. Wybór odpowiedniego miejsca naszego pobytu jest więc sprawą bardzo ważną. W TDU 2 znajdziemy także miejsca, w których spotykają się nasze awatary. Rozmawiamy, prezentujemy sobie nasze zdobycze i ewentualnie podziwiamy wirtualne własności innych użytkowników. Jednak i tutaj każdy z nas chce być najlepszy, najbogatszy i najwspanialszy. Słowem, to jedna wielka walka o status mega-gwiazdy.

Rodzajów multiplayerowej rozgrywki jest naprawdę sporo. Prócz wyścigów i klasycznego "kto pierwszy na mecie, ten lepszy!" znajdziemy tutaj takie fajne patenty, jak chociażby jazda w odpowiedniej odległości od wyznaczonego przez nas samochodu przez określony czas czy... drużynowy zjazd, w którym tylko jeden członek naszej ekipy widzi ostateczny cel i drogę, jak do niego dojechać, a reszta musi podążać za nim. Za każde zwycięstwo czy wykonanie odpowiedniego zadania otrzymujemy punkty Social, które podnoszą naszą rangę i pokazują, jakim jesteśmy zajefajnym online'owym kozakiem. Oczywiście, nie będę rozpisywać się na wszystkie tematy związane z multiplayerem TDU 2, z jednego, bardzo prozaicznego zresztą powodu. Zwyczajnie uważam, że warto przetestować go osobiście. Bez względu na to czy jest się zagorzałym fanem ścigałek, czy tylko chciałoby się wejść do Sieci na 30 minut i ot tak "prześcignąć" kilku oponentów. Z kolei "gadżeciarze" oraz wszystkie inne grupy społeczne, cechujące się umiłowaniem posiadania jak najdroższych i jak najpiękniejszych własności materialnych, poczują się tutaj jak w niebie. Może do wyścigowego MMO nieco TDU 2 brakuje, ale i tak jest co robić. Tym bardziej, że Oahu oraz Ibiza wspólnie dają nam naprawdę ogromne możliwości w sferze online.

Test Drive Unlimited 2 to gra lepsza, większa i bardziej kozacka niż część pierwsza. To praktycznie nadal ten sam tytuł, jednak podrasowany i dopakowany o kolejne możliwości. Czy to źle? Moim zdaniem nie. Branża elektronicznej rozrywki już nie raz przecież pokazała, że gracze lubią i najchętniej kupują zazwyczaj to, co już znają. A jako że boimy się nowości, to i Eden Studios postanowili zbytnio nie kombinować i oddać do naszej dyspozycji jedną z najbogatszych gier wyścigowych wszech czasów. Jeździ się bardzo przyjemnie, rozgrywka wystarcza na długi czas, całość wygląda i brzmi dobrze, zaimplementowano tutaj także tonę "duperelków", które w ostatecznym rozrachunku mogą przyciągnąć do konsoli także anty-fanów wirtualnego ścigania się. No i multiplayer, który zdaje się być jeszcze bardziej społecznościowy, niż ten w NFS: Hot Pursuit, choć może i mniej dynamiczny. Czego chcieć więcej? Bardzo dobra gra.