Czy tytuł ten, konkurujący niejako z całkiem niezłym Pure oraz fenomenalnym Motorstormem, spełnił pokładane w nim nadzieje? I czy po raz kolejny będziemy mogli być dumni z Techlandu? To robi się już nudne, ale przysłowiowy Polak kolejny raz pokazał, że naprawdę potrafi...

Po wyłożeniu płyty do czytnika PlayStation 3 nie uświadczymy procesu instalacji, co jest bardzo dobrą wiadomością dla posiadaczy czarnulek z dyskiem 40GB/60GB, i to szczególnie po premierze pamięciożernego Gran Turismo 5. Przystępność i wypływający z najnowszej produkcji Techlandu arcade wskazuje nam już samo menu główne. Nie posiada ono żadnych skomplikowanych opcji czy funkcji, w których niezorientowany gracz mógłby się pogubić. Dla kogoś, kto po prostu "chciałby się ostro pościgać", pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Gra stawia na przystępność.

Przeglądając różnego rodzaju oferowane przez grę smaczki natknąłem się na tryb "Custom Tournament", w którym możemy stworzyć własne, przesiąknięte adrenaliną turnieje. Mamy tam możliwość wyboru trybu i trasy, na której rozegramy karkołomny wyścig, a także ilości przeciwników stających z nami w szranki. Jest też możliwość zaaplikowania quadom nieskończonego dopalacza, aby jeździło się szybciej niż po polskich drogach, a także efektu "No Collision", czyli trybu, w którym po stuknięciu w przeszkodę pojazd odbije się swobodnie, a my będziemy mogli dalej cieszyć się pędzeniem na złamanie karku. Ciekawy pomysł, lecz przy ogromie oferowanych przez grę wyzwań, mało kto z niego skorzysta. Oczywiście nie zabrakło legendarnego i bardzo dobrze znanego wszystkim trybu Time-Attack, w którym pokonując kolejne okrążenia nabijamy coraz to lepsze czasy. Inna sprawa, że nie wiem komu będzie chciało bawić się w podbijanie czasów, albowiem... tutaj liczy się zabawa! Czysty fun. Fani Gran Turismo lub Forzy Motorsport nie znajdą w tym tytule niczego dla siebie.

Pora napocząć malownicze opakowanie cukierka, jakim niewątpliwie jest Nail'd, aby ujrzeć sreberko, błyszczące zaraz po jego ujrzeniu. Mianowicie chodzi tutaj o główną atrakcję gry, czyli tryb "Tournament", lub jak kto woli - tryb Kariery. Uspokoję tutaj wszystkich przeciwników na siłę wciskanej fabuły, która w wielu wyścigowych tytułach tworzyła niepotrzebną dziurę. W Nail’d nie uświadczycie żadnych mafijnych porachunków czy odwiecznych rywali starających się dorównać sobie na torze. Nie ma też żadnych przerywników filmowych. Tylko czysta zabawa, płynąca z wylatywania kilkaset metrów w powietrze wystrzałowymi pojazdami. Kariera to różnego rodzaju wyzwania odblokowujące się wraz z postępem w grze. Począwszy od zwykłego prześcignięcia przeciwników na torze i zajęcie pierwszego miejsca w rajdzie, poprzez różnego rodzaju nabijanie punktów za efektowne wyskoki w przestworza przy pomocy ramp rozmieszczonych dosłownie wszędzie oraz... rozbijanie przeciwników o ściany! Oczywiście wygrywa ten, kto uzbiera największą ilość punktów podczas wyścigu. Kiedy jednak nie ukończymy danego zjazdu na pierwszym miejscu i ktoś będzie czekał na nas na macie, zaczynamy drastycznie szybko tracić zdobyte uprzednio punkty. My i wszyscy inni uczestnicy, którzy jeszcze do mety nie dojechali. W związku z tym gra wymaga nie tylko małpiej zręczności, ale także ciągłej jazdy na pełnym gazie. I jest przy tym bajecznie dynamiczna! Zdecydowanie najciekawszy pomysł w całej grze? Wyobraźcie sobie, że "na pace" naszego quada zamontowaną mamy... bombę. Nie ma to większego sensu, ale podczas wyskoków musimy jak najdłużej przebywać w powietrzu, bo w przeciwnym wypadku zostaniemy przez nią rozerwani na strzępy. To jeszcze bardziej podnosi ciśnienie podczas jazdy, w związku z czym absolutnie nie polecam Nail'd osobom o słabszym sercu lub zszarganych nerwach. Serio.

Skoro mamy już ogólne pojęcie o założeniach Nail'd, wypadałoby powiedzieć troszeczkę o samej rozgrywce i stronie technicznej. Po wyciągnięciu czekoladki ze sreberka robi się bowiem coraz smaczniej! Sterowanie jest banalnie proste, gazu dodajemy przy użyciu R2 i włączamy dopalacz wciskając L1. Bez żadnych hamowań czy innych przeszkód przed osiąganiem zawrotnych prędkości. Gra jest piekielnie dynamiczna, a jej model jazdy okazje się w ogólnym rozrachunku totalnie umowny. Ale czy komukolwiek to przeszkadza? Zdecydowanie nie. Każdy odcinek trasy to istne off-roadowe szaleństwo. Jedziemy z prędkością, której samo Bugatti Veyron absolutnie by się nie powstydziło. Kto by pomyślał, że zwykłe pojazdy quado-podobne mogą osiągać takie prędkości. Jakie dokładnie? Niestety, tutaj mamy pierwszy zgrzyt. Chodzi o brak licznika prędkości. Obłęd! Wydaje mi się, że jadę szybciej niż niejeden sportowy wóz, ale za cholerę nie mogę dowiedzieć się, z jaką prędkością dokładnie. Niestety, pozostają mi tylko domysły. Brak licznika prędkości to głupi szczegół, ale jego brak jest na tyle zauważalny, że nie można o nim nie wspomnieć.

Przygotujcie się w Nail'd na masę wypadków. Nawet w momencie, gdy poznamy już dokładnie ogromne trasy (o których później), to i tak będziemy się rozbijać, i to bardzo, bardzo często. Nie jest to w żaden sposób frustrujące. Szkoda tylko, że Techland nie umożliwił nam zobaczenia jak omawiane quady wylatują w powietrze lub się gną. Widzimy tylko zarys rozpadającego się wozu, po czym na ekran telewizora wskakuje wielki napis "Respawning". Buuu... Jak czuliby się wszyscy fani motoryzacji bez możliwości ulepszania swojego dziecka? W Nail'd oczywiście i tego elementu nie zabrakło. Jasne, jest skromnie, ale czego można spodziewać się po tytule nastawionym na pokonywanie barier prędkości bez użycia hamulca na zakrętach? Po wygraniu większej partii wyścigów odblokowują się nowe materiały do budowy quada albo silnik, kierownice, koła i oczywiście możliwość zmiany koloru lakieru i wzorka. Tuningować możemy też swojego rajdowca, choć tylko poprzez wybór płci oraz koloru wdzianka. Jestem pewien, że spędzicie minimum kilkanaście minut, zanim odpicowanym quadem ruszycie skopać dupska kolejnym wyścigowym oponentom.

Jeżeli chodzi o trasy, to... są naprawdę ogromne! A co za tym idzie, możemy pokonać je na kilka totalnie odmiennych sposobów. Nawet skrót będące zboczeniem z głównej trasy rozdziela się na większe i mniejsze rozwidlenia, które w ogólnym rozrachunku dają wspaniałą iluzję nieliniowości wyścigu. Można się czasem naprawdę pogubić  lub ewentualnie skończyć na ścianie. Niestety, w związku z rozbudowaniem plansz map jest w Nail'd zdecydowanie mniej niż byśmy chcieli. W zamian za to każda wyróżnia się czymś specjalnym. Czy to pociąg jadący w tunelu, przed którym musimy uciekać, czy balony wiszące w powietrzu, na których możemy wylądować swoją maszyną. Możemy tylko pogratulować specom z Techlandu pomysłowości w kreowaniu i karkołomności zaimplementowanych w grze tras. Serio, sam nie wymyśliłbym niczego lepszego.

Kiedy jednak wkładamy przepięknie wyglądająca czekoladkę do ust, okazuję się, że niekoniecznie jest ona tak smaczna, jak początkowo mogłoby się wydawać. Pod względem grafiki jest naprawdę dobrze, ciężko jest cokolwiek zarzucić temu tytułowi patrząc na oprawę audiowizualną. Oczywiście, nie ma rewelacji pokroju Uncharted 2 czy God of War III, ale prawda jest taka, że gry na tej generacji konsol przyzwyczaiły nas do w miarę wyrównanego poziomu oprawy. Muzyka jest idealnie dopasowana do tętniących dynamizmem, wgniatających w fotel efektownością wyścigów. Jednak strona techniczna pozostawia sporo do życzenia… Jadąc samemu wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. Kiedy jednak dołączy do nas 11 botów i wszyscy wyskoczymy w powietrze, czuć wahania i spadki klatek na sekundę. I to dosyć wyraźnie. Niestety, to błąd godny odnotowania, albowiem trochę psuje on całą otoczkę bardzo wysokiej jakości, którą wykreował wokół siebie ten tytuł.

Gdyby nie problemy techniczne i brak licznika prędkości, gra dostała by spokojnie 8+. Niestety, recenzencka rzetelność zmusza mnie jednak do obniżenia oceny końcowej Nail'd. Tytuł to czysta i niczym nieskrępowana zabawa bez potrzeby odblokowywania kolejnych licencji czy żmudnego grzebania w wozach, stanowiąc moim zdaniem idealną propozycję dla wszystkich fanów zarówno niezłego Pure, jak i genialnego Motorstorma. Czas z grą spędza się bowiem wyśmienicie. W Nail'd można by było zagrywać się nawet i tygodniami, gdyby tylko oferowała ona możliwość rozgrywki z przyjaciółmi na podzielnym ekranie. Niestety, split-screena nie ma. A szkoda, bo propozycja Techlandu wydaje się być dla niego stworzona. Przez cały wyścig czujemy jak przepływają przez nas pozytywne emocje połączone z ciągłym napięcie. Mimo, że wirtualny kierowca nosi na głowie kask, to my, siedząc przed ekranem telewizora w ciepłych kapciach i piżamie, czujemy wirtualny wiatr we włosach. "Dobre, bo polskie?". Zaczynam coraz bardziej w prawdziwość tych słów...