Pomysł, który podrzuciło Sony wydając God of War Collection, wydaje się być interesujący i zewsząd oceniany pozytywnie. Także z biznesowego punktu widzenia idea ta jest opłacalna. Niskim nakładem kosztów można po raz kolejny zarobić na gotowych już grach. Któż nie chciałby skorzystać? Chyba tylko kompletny idiota. I takim podejściem kierowało się chyba Ubi.  Z góry jednak chcę zaznaczyć, że nie oceniam gier jakimi one są teraz, bo musiałbym je ostro zjechać. Ocenie podlega wykonanie portu oraz głównie sprawy techniczne, a niestety w tym aspekcie tytuły te zwyczajnie kuleją.

W skład Trylogii Księcia Persji wchodzą trzy tytuły: Sands of Time to pierwsza gra z trylogii i została wydana w 2003 roku, Warrior Within ukazał się na rynku w 2004, a ostatnia część i zarazem ostatnia gra na płycie – Two Thrones w 2005,  Na płycie mamy aż trzy gry, z których każda wytnie nam minimum 6 godzin z barwnego życiorysu. Wniosek? Mamy około 20 godzin rozrywki w cenie 30 euro. Inwestycja jak ta lala, nie ma co. Niestety, Ubisoft poszedł po najmniejszej linii oporu i mam ogromne wrażenie, że nie przyłożył się w ogóle do jakości omawianej reedycji. Oczywiście, że gry będą identyczne z oryginałami w aspekcie rozrywki, tego można było się spodziewać. Ale tego, że gry zostaną pozbawione pewnych efektów graficznych, które nadawały im klimat – już nie bardzo. Z Sands of Time zniknął wszechobecny bloom, który nadawał grze jeszcze bardziej klimatyczną rozrywką. Ciepłe kolory wynikające z zastosowania tej techniki przepadły i otrzymujemy czysty jak żyleta obraz. Owszem, usunięcie tego może być związane z zaimplementowaniem obsługi wyświetlania obrazu w stereoskopowym 3D, który faktycznie prezentuje się bardzo fajnie, ale w żadnych wypadku nie ma tutaj mowy o "nowej jakości grania". Poza tym... kto dla gier z PlayStation 2 kupuje dziś za ciężkie pieniądze telewizor 3D?

Największe rozczarowanie? Chrupiąca i dławiąca się animacja. Dla mnie coś szokującego, że gry z ubiegłej generacji, które dostały tylko nowe tekstury i anty-aliasing, nie potrafią utrzymać chociażby stałych 30 klatek na sekundę (i pomijam pytanie, czemu nie 60). W Piaskach Czasu zdarzyło mi się to parę razy pod koniec gry, gdzie gra nie wyrabiała i gołym okiem widać było, że gubiła klatki i płynność animacji spadała do około 15 fps-ów. Podobnie było z Duszą Wojownika i Dwoma Tronami, gry przy zadymie lubią się krztusić i ostro gubić klatki. Skandal po stronie Ubisoftu! Osoby odpowiedzialne za przepisanie kodu na PlayStation 3 powinny się wstydzić. Niestety, nietknięta została również kamera. Ileż to razy musiałem zaczynać przygodę od ostatniego zapisanego stanu gry, bo kamera postanowiła mi się odwrócić tak, że nie widziałem nic? I na nic zdały się próby jakiejkolwiek zmiany. Gdyby panom z Ubisoftu chciało się cokolwiek z tym zrobić naprawdę byłoby dużo, dużo lepiej. A tak pozostaje kręcić głową z niesmakiem. Warto dodać, że czasami gra świruje i włącza nam losowe dialogi audio w trakcie walki, jednak dzięki Bogu, jest to rzadkie zdarzenie.

Ponadto, każdą z tych gier srogo potraktował ząb czasu i tytuły postarzały się strasznie i, co zresztą oczywiste, najbardziej czuć i widać to po Piaskach Czasu, gdzie modele postaci wyglądają niczym ociosane drewniane klocki. Sterowanie doprowadza czasami do szewskiej pasji, a tempo rozgrywki jest, nie ukrywając, zdecydowanie za wolne. Z kolejnymi częściami jest już lepiej, ale nie ma co się okłamywać, od dzisiejszych standardów odstają konkretnie. Jednak nie myślcie sobie, że gra się tak fatalnie, że nie warto wydawać pieniędzy. Jeśli przymknąć oko na niedoróbki, otrzymujemy, jak wcześniej wspomniałem, jedne z najlepszych gier ubiegłej generacji, głównie pod względem różnorodności elementów przygodowych i platformowych. Tegoroczny tytuł o przygodach Księcia (Zapomniane Piaski) jest malutki przy tej trójcy, z której najlepiej według mnie wypada Dusza Wojownika, przy czym ogromna zasługa jest w tym zmiany image’u księcia i zaprzęgnięcia do stworzenia ścieżki dźwiękowej zespołu Godsmack. Jednak zagrać trzeba w każdą, gdyż tytuły stanowią jedną historię i pominięcie którejś z nich wytworzy lukę fabularną, przez co ciąg przyczynowo-skutkowy może wydać Wam się niekompletny.

Najważniejsze pytanie, które zapewne padnie wśród wielu graczy to: "Czy warto?". I tutaj są jak zwykle dwie opcje. I tak, i nie. Jeśli ktoś miał z owymi grami do czynienia i ukończył je na PS2 (czy tam innej konsoli lub PC-cie), to powinien zastanowić się dwa razy czy obsługa trofeów aż tak go kręci. Zachętą może być niby technologia 3D, ale na ten luksus na razie wielu graczy w Polsce nie może sobie pozwolić. Jeśli jednak ktoś ukończył tylko jeden tytuł z owej trójki (jak ja) lub w ogóle nie miał do czynienia z przygodami Księcia, w moim odczuciu powinien przymknąć oko na archaizmy w rozgrywce i dać ogromny kredyt zaufania Prince of Persia Trilogy. Masz sentyment do gier przygodowych z jedynymi w swoim rodzaju elementami zręcznościowymi? Śmiało atakuj tę kompilację. W tamtych czasach Prince of Persia było synonimem tego, co w gatunku zręcznościówek najlepsze.

Tak naprawdę ciężko oceniać  gry już raz ocenione i zaznaczam, że ocena końcowa odnosi się do jakości wykonania reedycji, a nie samych gier, bo te swego czasu były najlepszymi w swoim gatunku i konkurencji długo nie było widać. Jeśli już miałbym ocenić recenzowaną w tym miejscu kompilację na jedną konkretną notę, byłoby to właśnie 7. I ani plusa więcej.