Mieliście już do czynienia z EyeToyem? Jeżeli tak, to podczas ciorania w Start the Party poczujecie się jak ryba w wodzie. Tytuł stanowi smakowite połączenie zabawnych mini-gierek idealnie nadających się do tytułowego zapoczątkowania każdej udanej imprezy. Problem tylko w tym, że całość kończy się zbyt szybko i po maksymalnie dwóch godzinach grania dopada nas najzwyklejsza w świecie nuda.

Całość zaczyna się naprawdę zabawnie. Kolorowe animacje oraz postaci zapraszają nas do kalibracji urządzenia. Po chwili na ekranach naszych telewizorów ukazuje się wielka łapa w miejsce kontrolera, która w przypadku różnych gier przybiera zupełnie inną formę. Raz jest to kilof, innym razem wiatrak, a jeszcze innym - maczeta, szczoteczka do zębów lub golarka do włosów. Całość jest przystępna jak to tylko możliwe, w formie oraz treści bazując na niegdysiejszych dokonaniach Sony w zakresie obsługi EyeToya, a głos Krzysia Ibisza dopełnia tylko casualowej całości. Różnica między grami z poprzedniej generacji "party games" polega na tym, że w Start the Party sterujemy za pomocą idealnie przełożonych na wirtualną formę ruchów PlayStation Move, a nie prostych gestów wykonywanych przed ekranem telewizora. Jak całość sprawdza się w praniu?

Świetnie! Tytuł to przysłowiowa jazda bez trzymanki. Włączamy tryb losowania mini-gierek i uczestniczymy w kolejnych zadaniach. Gdy grałem po raz pierwszy, moje inauguracyjne zadanie polegało na rozbiciu kilofem głazu, pod którym czaił się czerwony rubin. Musiałem przy tym bardzo energicznie i szybko machać PlayStation Move w górę oraz w dół. Zanim zdążyłem się obejrzeć, już miałem w ręce wielki dzwoneczek, którym musiałem obudzić chrapiącego smacznie na gałązce ptaka. Gdybym tego nie zrobił, zeżarłby go parszywy kocur. Po chwili zamieniłem się w profesjonalnego fryzjera, mającego na celu wycięcie pacjentowi ukazanej na obrazku widniejącym jak byk fryzury w jak najkrótszym czasie. Kilkanaście sekund i... znowu zmiana zadania! Czyścimy krokodylowi zęby, siłą podmuchu elektrycznego wiatraka przerzucamy spadające z drzewa pisklęta do koszyków (należy uważać żeby nie spadły lub, co gorsza, nie zostały poćwiartowane przez wiatrak), zbieramy składniki na pizzę, rozcinamy maczetą owoce czy wreszcie... dzierżymy w ręce ogromny młot i walimy nim po głowie wyskakujące losowo z dziur potworów! Dokładnie w ten sam sposób, jak robiliśmy to za młodu przy maszynach typu Whac-a-Mole w przeróżnego rodzaju parkach rozrywki czy wesołych miasteczkach. Prócz tego w grze istnieje jeszcze wyszukiwanie biedronek przy pomocy lupy, ochrona loda na patyku przed nacierającym na niego rojem insektów, wynajdywanie much przy pomocy nadzianej na patyk żaby czy układanie kontrolera PlayStation Move w pod odpowiednim kątem celem nałożenia się dwóch obrazków.

Fajne w Start the Party jest to, że ruchy kontrolera wykonywane przez nas przed kamerką PlayStation Eye idealnie przekładają się na akcję widzianą naszymi oczami na ekranie telewizora. Nie ma żadnych opóźnień oraz lagów. Co więcej, niektóre mini-gierki odczytują nawet położenie kontrolera w przestrzeni trójwymiarowej, do czego nie jest niestety zdolne konkurencyjne Nintendo Wii. Moc Start the Party ukazuje się w momencie, gdy do konsoli i Move podchodzą osoby w ogóle nie mające do czynienia z grami. Uwierzcie mi, dzięki temu tytułowi zdołałem do konsolowej rozrywki przekonać nie tylko swoją dziewczynę, ale także matkę oraz jej siostrę. Problem pojawił się w momencie, gdy moja luba zapytała, dlaczego nie chcę razem z nią zagrać. Pomyślałem sobie, czemu nie? Zacząłem szperać w opcjach i lukać po okienkach. Co się okazało? Tytuł czysto imprezowy nie został zaprojektowany pod kątem dwóch graczy rozkoszujących się nim jednocześnie! Totalne nieporozumienie. Po co robić bowiem grę imprezową, która skupia się na samotnej rozgrywce? Po co tworzyć tytuł dla ogółu, skoro jeden gracz musi czekać, aż drugi skończy? Przez nieprzemyślaną konstrukcję założeń gry jej ocena właśnie poleciała na łeb na szyję. A to jeszcze nie wszystko.

Okazało się bowiem, że po 30 minutach nawet moje kochane dziewczyny zauważyły główny mankament Start the Party. Mianowicie bardzo nieliczne zadania i ich wyczuwalną powtarzalność. Prawda jest bowiem taka, że kilkanaście zawartych w grze konkurencji zobaczyć możemy w przeciągu 30, może 40 minut. Co potem? Pozostaje nam cierpliwe powtarzanie znanych zadań, bowiem tytuł nie oferuje żadnej opcji pokroju wyregulowania poziomu trudności. Nie wątpię, że maniacy zdobywania trofeów będą zadowoleni, ale chyba nie takie jest przeznaczenie społeczne gry, prawda? Start the Party to bardzo zabawna gra. Daję sobie głowę uciąć, że po pierwszym jej odpaleniu u każdego z Was znalazłbym na twarzy szeroki i niczym nieskrępowany uśmiech. Dzieciaki oszaleją zarówno za kreskówkową stylistyką produkcji, jak i prowadzącym ją Krzysztofem Ibiszem, który od czasu do czasu zarzuci mniej lub bardziej udanym żartem. To tytuł skierowany wyłącznie do dzieci oraz osób, które nigdy nie miały do czynienia z grami wideo. Bardzo łatwo przekonać nim potencjalnie niechętnego człowiek do elektronicznej rozrywki. Tylko tyle i aż tyle, bo o pozostaniu przy niej na dłużej bardzo trudno przy tak biednej zawartości samej gry w grze. Zabawa jest całkiem przyjemna, ale brakuje tu prezentacji szerokich możliwości PlayStation Move.