Jestem wdzięczny Microsoftowi, że w usłudze Game Pass za niewielkie pieniądze można znaleźć wiele ciekawych produkcji z poprzedniej generacji. Wśród mojej listy życzeń znalazł się również Sacred 3 od Keen Games a wydaną przez Deep Silver, którego wcześniej zamierzałem kupić w pudle. Niestety wcześniej nie przyszło mi zagrać w żadną poprzednią część, ale może to i lepiej, bo dzięki temu mogę ocenić tą produkcję zupełnie na świeżo.

 

Klasyka przede wszystkim!

Sacred 3 wita nas klasyczną kamerą z góry i z tej izometrycznej perspektywy przyjdzie nam śledzić poczynania naszych wojaków lub wojowniczek. Klas postaci do wyboru mamy cztery: łucznik Vajra, wojownik Marak, paladynka Claire, włóczniczka Alithea. Historia opowiadana w grze przypomina opowiadanie gimnazjalisty, jest pozbawiona jakichkolwiek emocji, a dodatkowo jest przewidywalna i sztampowa. Standardowo musimy zgładzić tego złego a my jesteśmy tymi dobrymi i jak zawsze nas jest mniej a ich więcej... Historia idealna, ale do usuwania rdzy z Titanica, a nie do gry na którą w swoim czasie czekało wielu graczy! Całe szczęście, że filmiki poprzedzające można było skipować, bo jeszcze musiał bym to oglądać.

 

 

Zadania stawiane nam przez grę i fabułę przypominają mi klasyczne MMORPG, gdzie najczęściej zlecano nam przyniesienie 5 marchewek, tutaj zamiast marchewek mamy iść przed siebie i wybić wszystko co spotkamy na naszej drodze. Serio, największym urozmaiceniem jest przetrwanie kilku fal nacierających wrogów... Mapa gry wskazuje plansze które musimy pokonać by dostać się na koniec mapy, czyli do naszego głównego złego. Misje dzielą się na główne i poboczne, główne to te które poprzedza jakiś filmik z opisem wydarzeń a poboczne służą do podexpienia postaci i zdobyciu dodatkowego wyposażenia ( nie mylić z ekwpiunkiem). Całe szczęście, że te wszystkie misje są dość krótkie, bo poziom znużenia podczas gry bardzo szybko pnie się w górę.

 

 

Nie klasyczna rozgrywka...

 

O ile mizerną rozbudowę postaci i słabą konstrukcję zadań da się jeszcze jakoś przeżyć to festiwal trzymania analogu do przodu i duszenie 2 przycisków jest już ponad moje siły... Całą grę przeszedłem na podstawowych 2 umiejętnościach, bo więcej nie można przypisać oraz okazjonalnym turlaniu się przed siebie, naprawdę dziwi mnie, że gra nie ukazała się na telefonach mobilnych. Zastanawiam się co tu jeszcze napisać o rozgrywce ale nie ma co, analog do przodu, klikanie na przemian 2 skilli oraz czasem się poturlać, ot cała kwintesencja Sacred 3 + okazjonalne egzekucje wyglądające zawsze tak samo. W grze można użyc jeszcze kilku dodatkowych narzędzi w postaci : mikstury uzdrawiającej, regeneracji umiejętności, zwiększenia defensywy, totemu atakującego i jakiejś bomby. Te wszystkie dodatki nie są jednak zbytnio intereseujące i prócz potionu innych nie używałem. Na pocieszenie dodam, że obecny w grze multiplayer nadaje nową treść rozgrywce i ze znajomymi ten potworek może okazać się całkiem przyjemny. Pamiętajmy jednak, że w dobrym towarzystwie nawet walenie głową w ścianę może okazać się interesującym zajęciem.

 

 

Niemoc artystyczna

 

Nie wiem w jakich warunkach powstawała ta gra, nie mam pojęcia czy ktoś gonił ich z terminem, jaki był budżet i nawet mnie to nie interesuje. Gracza interesuje wynik końcowy a ten jest dość mizerny i aż razi po oczach niewykorzystanym potencjałem. Wszystkie elementy które wymieniłem szło zrobić znacznie lepiej i poprawić przy tym jakość całej gry oraz w ciekawy sposób odświeżyć trzon rozgrywki. Sacreda można przejść przy jednym dłuższym posiedzeniu, jednak nie wiem czy komuś może się aż tak nudzić, gra jest powtarzalna do bólu i brak w niej jakichkolwiek urozmaiceń.