Najfajniejsze są pierwsze godziny, w których próbujesz przetrwać, nie znając jeszcze najbardziej efektywnych strategii. Gra pozbawiona jest dokładnych samouczków, więc trzeba samemu eksperymentować. I bardzo dobrze. Wysyłanie zwiadowców, ratowanie kolejnych grup ludzi, rozwiązywanie napięć społecznych, rozwijanie technologii - to wszystko smakuje świetnie przy pierwszym kontakcie. 11 bit studios udało się stworzyć innowacyjną produkcję. Nie przypominam sobie innej gry strategiczno-ekonomicznej, w której zarządzanie miasteczkiem wywoływałoby takie napięcie. Trzeba się tylko pogodzić z tym, że nie jest to tytuł na długie miesiące zabawy, w stylu np. Civilization VI. Grze brakuje przede wszystkim trybu sandboksowego, czyli opcji swobodnej rozbudowy steampunkowej wiochy. Deweloperzy zapowiadają co prawda, że dostarczą nam niedługo nowe scenariusze, ale póki co długość zabawy nie zachwyca.

Bardzo udana jest natomiast grafika. Sposób w jaki osada rozświetla się w nocy ciepłem bijącym od pieca czy tworzenie się korytarzy w grubej pokrywie śnieżnej przez małe sylwetki robotników biegających po zasoby takie jak węgiel, drewno czy stal, praktycznie nigdy się nie nudzi. Muzyka też prezentuje wysoki poziom, chociaż przydałaby się większa różnorodność kompozycji.

Frostpunk to powiew świeżości na rynku gier strategicznych. Za mało tytułów z tego gatunku podejmuje trudne tematy etyczne i stawia gracza w naprawdę ekstremalnych sytuacjach. Po zaledwie 11 godzinach zabawy wyczerpałem niestety możliwości tej pozycji. Pozostaje mi zatem czekać na wydanie aktualizacji przez warszawskie studio. Bez trybu "sandboksowego", czyli opcji nieskrępowanego budowania miasteczka i bez większej liczby kierunków, w jakich można by rozwinąć kolonię, ten tytuł nie jest w stanie w pełni rozwinąć skrzydeł. Dlatego mam nadzieję, że tworzona aktualnie wersja konsolowa zadebiutuje na rynku od razu z szykowanym rozszerzeniem i większą porcją zawartości.