SKLEP
Wojciech Gruszczyk 08.05.2018
Titan Quest – recenzja gry. Tylko dla największych masochistów
1265V

Titan Quest – recenzja gry. Tylko dla największych masochistów

Jestem wiernym wyznawcą Diablo, więc na przestrzeni ostatnich lat staram się łykać każdą produkcję, która czerpie garściami z fenomenu blizzardowskiej serii. Na mojej kupce wstydu od wielu lat leżał jeden tytuł, z którym nie miałem okazji zapoznać się w okolicach premiery, a później ciągle go odkładałem. Tym tytułem jest Titan Quest, więc gdy produkcja została zapowiedziana na konsole aktualnej generacji wiedziałem, że nie odpuszczę. Po spędzeniu z grą kilku długich wieczorów zdaję sobie doskonale sprawę, że niektórych produkcji lepiej nie odgrzebywać.

Titan Quest: Console Edition
  • Platformy:  PS4   XONE   NS 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Napisy
  • od lat 12 przemoc

Titan Quest do niedawna był dla mnie tytułem kultowym. Gra owiana legendą przekazywana przez znajomych, którzy miesiącami biegali po kolejnych lokacjach, eliminowali zastępy przeciwników, rozwijali bohaterów i dosłownie spędzali czas w kapitalny sposób. Od premiery pierwszej wersji minęło już 12 lat, a po drodze w 2016 roku deweloperzy przygotowali Anniversary Edition, jednak w tym wypadku studio nie zajęło się pełnym odświeżeniem oprawy, a skupiło się na zbalansowaniu produkcji, czy też przygotowaniu dodatkowych przeciwników.

Wspominam o tej skromnej historii nie bez powodu, bo edycja przygotowana z myślą o PlayStation 4 i Xboksie One nie została w żaden sposób upiększona czy też ulepszona, a jest to po prostu zwykły port, który od początku pokazuje swoje najgorsze oblicze.

Próba czasu numer jeden: walka

Jeszcze przestarzała oprawa nie jest tak naprawdę największym problemem, bo choć miejscówki wyglądają biednie, a przeciwnicy często zabawnie, to jednak najgorszym problemem konsolowego Titan Quest jest rozgrywka, która nie została w żaden sposób zmieniona i brakuje jej wielu szlifów. Niezależnie od wybranej klasy postaci, za każdym razem miałem wrażenie, że ciosy bohatera są bezbarwne, nie trafiają do celu, są pozbawione siły, a największy ubaw miałem w momencie, gdy chwyciłem w łapy łuk – strzały czasami nawet nie dochodziły do celu, ale i tak wyrządzały mu krzywdę.

W Titan Quest na starcie brakuje najważniejszego czynnika, za który pokochałem Diablo – siły i dynamiki starć. W produkcji Blizzarda wskakując w buty barbarzyńcy, wpadam nim w środek rywali, ubijam kilku, na jego łapach pojawia się krew, ja w obawie używam leczenie, korzystam z kilku umiejętności, wszystko dzieje się na pełnej szybkości, jednocześnie unikam ciosów, wyprowadzam kolejne – FURIA! A w propozycji Iron Lore Entertainment? Nic. Zero żywotności, zero uciechy z ubijania kolejnych przeciwników, zero radości, zero mocy. Problemem okazuje się często nawet celowanie, bo autorzy przerzucając rozgrywkę na kontroler nie zadbali o sensowne namierzanie, a system sam decyduje, którego przeciwnika chce się akurat pozbyć. Na początku zabawy miałem wrażenie, że twórcy postanowili wybijać tych najbliższych oponentów, ale nie zawsze to działa i szczerze mówiąc wielokrotnie przekonałem się o tym w bardzo bolesny sposób.

Nawet w takich okolicznościach Titan Quest może zadowolić skromne grono graczy, ponieważ tytuł charakteryzuje się całkiem przyjemnym systemem rozwoju bohatera. Twórcy pozwalają mieszać klasy, których znajdziecie w tytule niemal 30 – kreowanie postaci to zdecydowanie najmocniejszy atut i ten element nadal pokazuje charakter. Na początku historii bohater faktycznie jest niedoświadczonym młokosem, który nie jest gotowy na wielką opowieść, jednak kolejni pokonani przeciwnicy, następne poprawione statystyki, dodane punkty do drzewek rozwoju, sprawiają, że heros zaczyna coraz śmielej radzić sobie na polu walki. Mam przy tym pewne zastrzeżenia, że znowu walka nie ukazuje tych najmocniejszych stron wojaków, ponieważ zdecydowanie za często specjalnym zdolnościom brakuje „kopa”, ale problemem w tym wypadku jest już sam gameplay, o którym wspominam we wcześniejszym akapicie.

Próba czasu numer dwa: zawartość

Trudno przy tym nie docenić również samej atmosfery, ponieważ gra jest przesiąknięta świetną aurą, która nie została spartaczona podczas przenoszenia kodu na konsole. Choć lokacje są ostre, to grafika wyraźnie prezentuje drugą, czy też nawet trzecią ligę, jednak mimo to w Titan Quest z przyjemnością zwiedzałem kolejne miejscówki. Znacznie gorzej oczywiście wypada sama historia, która nie została jakkolwiek rozbudowana względem pierwowzoru, nie zostały przygotowane nowe wstawki dopowiadające historię, a na konsolach brakuje nawet ostatniego dodatku – Ragnarok został wydany w listopadzie 2017 roku, jednak autorzy postanowili wyciągnąć od graczy złotówki, więc rozszerzenie będzie dostępne w późniejszym terminie. Nie jest to miła wiadomość dla konsolowców, którzy czekali na tytuł dobre kilka lat, a i tak nie otrzymują ostatecznego wydania.

Deweloperzy nie wykorzystują również wszystkich atutów konsoli – przygotowali zwykły port, więc nawet nie wpadli na pomysł stworzenia lokalnej kooperacji. Nie możecie zaprosić znajomego z dobrym trunkiem, dzięki któremu zapomnielibyście o mankamentach tytułu. Bieganie z kumplami w Titan Quest zostało ograniczone w sieciowej rozgrywce do maksymalnie sześciu graczy… Studio nie zapomniało wrzucić na konsole spolszczenia, ale nawet w tym wypadku wyłącznie przerzucono teksty, więc czasami można natrafić na PC-towe smaczki. 

Na szczęście samo sterowanie nie zawodzi. Deweloperzy wykorzystują typowe dla gatunku na konsolach menu kołowe, dzięki któremu wybieramy umiejętności i wrzucamy je na pasek szybkiego wyboru. W trakcie rozgrywki nawet przez chwilę nie miałem wrażenia, że czegoś tutaj brakuje lub coś zostało źle dostosowane – nie jest to w dzisiejszych czasach sztuką, jednak patrząc na pominięcie innych ważnych elementów, dobrze, że przynajmniej w tej materii studio nie zawiodło. Trudno przy tym wybaczyć, że gra na Xboksie One X potrafi chrupnąć – to nie jest oczywiście wina mocy urządzenia, a po prostu totalnego niedbalstwa dewelopera, więc kilkukrotnie miałem okazję dostrzec spore spowolnienia animacji lub nawet „zamrożony ekran”. Problemem nie okazuje się liczba przeciwników, czy też ich animacje – to losowe momenty, które tak naprawdę trudno wytłumaczyć.  Tytuł ma też czasami problem z doczytaniem tekstury, a przysłowiowym „crème de la crème” było kilkukrotne wyrzucenie mnie do ekranu głównego konsoli.  

Na dużej promocji i po kilku łatkach

Nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo czekałem na konsolowe wydanie Titan Quest, bo gra od dawna leżała na kupce wstydu i z perspektywy lat jestem przekonany, że takie właśnie było jej miejsce. Produkcja totalnie nie przetrwała próby czasu, bo choć samo bieganie po lokacjach jest przyjemne i nietrudno chłonąć całą tę magię, to jednak gameplay zawodzi w kluczowym momencie – walce. Ta jest bezbarwna, pozbawiona „uczuć”, radości z mordowania kolejnych rywali i w konsekwencji jest nudno. W rezultacie gra powinna trafić w na konsole wyłącznie tych najtwardszych fanów gatunku, którzy zagryzą zęby i z radością będą czerpać garściami ze stworzonego świata. Pamiętajcie tylko o licznych niedociągnięciach, przez które nie możemy równać tytułu do współczesnych przedstawicieli gatunku. Sytuacja jest o tyle bolesna, że Titan Quest ma wszystkie elementy, by podbić rynek konsolowy i zapełnić pewną lukę – wystarczyło dopieścić gameplay, dopracować animacje i dodać niezbędnego „powera". Tutaj tego wszystkiego brakuje, więc czujcie się ostrzeżeni…

Tagi: recenzja Titan Quest xbox one

Werdykt
Graliśmy na: XONE
  • + Fantastyczny świat przepełniony mitami,
  • + Rozwój bohatera
  • - Walka pozbawiona mocy,
  • - Skromne problemy z płynnością,
  • - Problemy techniczne,
  • - Brak pełnej zawartości
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Niektórych gier nie warto przerzucać na kolejne urządzenia… Lub przynajmniej należy zainwestować w taką pracę większą gotówkę. Titan Quest cierpi w zdecydowanie za wielu miejscach.
Oceń recenzję
+ +3 -

Miesięcznik PSX Extreme