Gdy główny zespół Sledgehammer Games przymierza się do stworzenia nowego Call of Duty na 2020 rok, mniejsza ekipa serwuje śmiałkom pierwszy dodatek. Rozszerzenie zrywa z rutyną poprzednich lat serwując mniej map (trzy zamiast czterech), kolejny rozdział z biegającymi truposzami oraz świeżutką operację. Z mojej perspektywy najciekawszym elementem zestawu jest ten ostatni, więc to właśnie od niego rozpocząłem smakowanie The Resistance.

Francuzi odcinają kupony!

Tryb Wojny został rozszerzony o Operation Intercept czyli nowe wydarzenie, które zaprowadza śmiałków na zachód Francji. Akcja w Saint Lo rozpoczyna się od uwolnienia więźniów znajdujących się w dwóch budynkach, by następnie zająć się sprzętem do komunikacji i w ostateczności eskortować czołg. Przed pobraniem rozszerzenia liczyłem na większe ożywienie rozgrywki, ale szczerze? I tak trudno oderwać się od tej zabawy. Już w podstawce najwięcej czasu spędziłem „na wojnie” i tutaj nie było inaczej. Musicie zdawać sobie mimo wszystko sprawę, że autorzy nie namęczyli się specjalnie podczas kreowania rywalizacji, a największą atrakcją jest w zasadzie sama miejscówka. Czuć tutaj „odcięty kupon”, bo twórcy zamiast zaoferować kilka ciekawych wydarzeń, serwują etapy znane z poprzednich operacji, choć czasami podkręcają liczbę zadań do wykonania – żołnierze, identycznie jak w Operation Neptun, muszą zniszczyć stacje radiowe, ale teraz ich liczba wzrosła z 10 do 25… Mimo to spędziłem z Operation Intercept kilka miłych wieczorów i pewnie najtwardsi fani Trybu Wojny podzielą moje zmiłowanie do zmagań we francuskiej mieścinie.

Następny punkt programu? Zombie. Czwórka bohaterów znalazła się w sytuacji bez wyjścia, a zespół do zadań specjalnych musi znaleźć pewnego złego doktorka Strauba. Akcja przenosi Marie, Drostana, Olivię i Jeffersona na wyspę, w której oczywiście roi się od „Szwędaczy”, a rozgrywka to typowe strzelanie do kolejnych fal truposzy. Pomimo tej banalności twórcy nie zawiedli. Choć miejscówka z pozoru wydaje się niespecjalnie ciekawa, to zespołowi odpowiedzialnemu za rozszerzenie udało się zadbać o jeden, kapitalny motyw: mgłę. Od czasu do czasu lokacja zostaje upiększona przez „mleko”, które zdecydowanie zmniejsza widoczność, a cała sytuacja podnosi ciśnienie wszystkim fanom tej kooperacyjnej sieczki. Wśród nowości można wyróżnić kolejny typ przeciwnika, a sam gameplay w „Na brzegu mroku” wydaje się odrobinę trudniejszy względem historii z podstawki. Postarano się o zacny poziom trudności zagadek, więc podczas przemierzania kolejnych etapów i w trakcie odblokowania następnych fragmentów mapy, trzeba się napocić. Z przypadkowymi graczami trudno tutaj o większy sukces, bo niezbędne jest zgranie. Przygoda zaskakuje na początku, ale tę przyjemność najlepiej odkryć z padem w łapie.

Dwa na plus, jeden na minus

Ostatnim elementem The Resistance są oczywiście mapy do trybu sieciowego. Jeśli należycie do graczy narzekających na lokacje przygotowane do podstawowego Call of Duty, to w tym dodatku odnajdziecie przynajmniej dwa pozytywne akcenty. Takim na pewno jest Valkiria, czyli miejscówka inspirowana Wilczym Szańcem – Adolf Hitler zadbał o kwaterę główną, dzięki której miał w spokoju dowodzić wojskami podbijającymi ZSRR, a wizja Sledgehammer Games jest oczywiście odrobinę bardziej rozbudowana. Mamy okazję odwiedzić kilka pokojów, pobiegać obok opancerzonych wozów, ale najważniejszy przekaz jest prosty – teren nadaje się do wszystkich podstawowych trybów, a jego rozmiar jest dla mnie idealny. Nie za duża, nie za mała, pozwalająca na różnorodną rozgrywkę.

Jeśli zdążyliście zatęsknić za Call of Duty: Modern Warfare 3, to na pewno chętnie pobiegacie po Occupation. Lokacja inspirowana na mapę Resistance zaprowadza wojaków do Paryża i choć twórcy nie napracowali się nad tym terenem, to naprawdę przyjemna propozycja dla wiernych fanów serii. Na plus na pewno można zaliczyć dobre dopasowanie miejsca do czasów II wojny światowej. Na koniec deweloperzy zaprowadzają śmiałków do Pragi. Anthropoid charakteryzuje się trzema oddzielonymi punktami oraz małą rzeką płynącą na środku, jednak szczerze mówiąc totalnie nie potrafię odnaleźć się w tym miejscu. Teren jest otwarty na snajperów, dlatego zamiast taktycznego i cieszącego palce strzelania, zdecydowanie za często trzeba uważać na camperów – to bez wątpienia najsłabszy element dodatku. I w zasadzie jedynym pozytywnym punktem okolicy jest samo miasto, ponieważ deweloperzy starali się, by okolice przypadły do gustu sympatykom produkcji.

Pierwsze DLC? Na siedem

Call of Duty: WWII - The Resistance w najmniejszym stopniu nie oferuje powiewu świeżości, więc niektórzy gracze mogą czuć niedosyt. Mamy tutaj dwie dobre mapy do trybu sieciowego, całkiem przyjemny rozdział z trupami, odcinający kupon w „wojnie” i tę chaotyczną Pragę. Trudno oczekiwać cudów po Sledgehammer Games, a mimo wszystko DLC mnie nie zawiodło… Choć mam świadomość, że zawsze może być lepiej.