SKLEP
Kryspin Kras 30.01.2018
Wulverblade - recenzja gry. Golden Axe XXI wieku
1512V

Wulverblade - recenzja gry. Golden Axe XXI wieku

Uwielbiacie Golden Axe? Traciliście ciężko zarobione monety w salonach z automatami na Caddilakach i Dinozaurach? A może po prostu zarywaliście nocki grając w Double Dragon na wysłużonych NESach? Jeśli tak, to Wulverblade będzie grą idealną dla Was. 

Wulverblade
  • Platformy:  PS4   XONE   NS   PC 
  • Data premiery - Polska: Brak planów wydawniczych
  • Nie

Brytania, rok 120 n.e.. Imperium rzymskie podbija południe kraju i zamierza zdobyć północną część wyspy wysyłając nań 9. legion składający się z pięciu tysięcy wojowników. Nie podoba się to jednak rdzennym mieszkańcom północy Brytani, którzy postanawiają stawić czoła rzymskiej opresji i powstrzymać najeźdźców za wszelką cenę.

W tej bogatej w fakty historyczne przygodzie wcielimy się w Caradoca (bądź jego siostrę lub brata), mężnego wojownika który bez mrugnięcia okiem potnie wroga na kawałki a jego głowę, rękę czy inną kończynę wykorzysta przeciw kolejnym adwersarzom. Tęskno Wam za klasycznymi beat’em upami? To przygotujcie się na osiem poziomów pełnych lejącej się posoki, latających części ciała, miłych dla oka widoków i przede wszystkim istnego zatrzęsienia wrogów do zabicia. Oto Wulverblade.

Ręka pod ręką

Wulverblade to współczesny przedstawiciel klasycznych mordoklepek. Na starcie wybieramy jedną z trzech dostępnych postaci: “uśrednionego” Caradoca, silnego, acz wolnego Brennusa lub zwinną lecz słabą Guinevere. Każdy z nich bazuje na podobnym schemacie ataków, jednocześnie oferując unikalne umiejętności. Potem już klasyka gatunku: Idziemy w prawo poruszając się w pseudo trójwymiarowej przestrzeni i przy użyciu dość skromnej liczby ataków przebijamy się przez kolejne fale wrogów. Ale to właśnie ta prostota mnie przekonała do debiutanckiego tytułu Fully Illustrated (firma zajmowała się już wcześniej grami, ale to ich pierwszy w pełni samodzielny tytuł). 

Prosta mechanicznie, ale nie prostacka. Tak bym określił system walki w Wulverblade. Przebijając się przez kolejne zastępy wrogich rodów Brytanii oraz rzymskich legionistów nie będziemy używać finezyjnych kombinacji przycisków czy wykonywać efektowne combosy na ekranie (choć i te się zdarzają). Wcielamy się wszakże w typowego, staroszkolnego szkota z rudą brodą więc nie ma co oczekiwać finezji. Lekki atak, skok i tarcza będą naszymi towarzyszami przez większą część rozgrywki. Jasne, przy użyciu drobnych kombinacji przycisków możemy np. Wykonać uderzenie tarczą albo zamachnąć się mieczem w biegu w celu wybicia przeciwników w powietrze, ale tego typu akcje możemy policzyć na palcach jednej ręki. Istotniejszym jest to, że poza tymi akcjami możemy również, wzorem klasyków podnosić przedmioty z ziemi. A jest tu co podnosić, biorąc pod uwagę, że rodowity bryton to bestia krwiożercza nie brzydząca się przemocą, która chętnie odcina kończyny swoim przeciwnikom. Ręce, nogi czy głowy równie dobrze służą za oręż co leżące obok trucheł miecze, sztylety czy widły. Pochlastać członka innego rodu, podnieść jego głowę i rzucić w jego wybrankę życia? Lubię to! Przeciwników możemy nadziewać na pale, jeśli tylko są one obecne na arenie, rzucać w ogniska, uderzać podniesionymi dzbanami czy skrzyniami. 

Poza zwykłą bronią znaleźć na poziomie możemy broń specjalną, którą używamy w ramach silniejszego ataku. Typów broni jest wiele, zadają znacznie mocniejsze obrażenia i w późniejszych etapach gry trafimy nawet na oręż dający nam różne bonusy (jak np. leczenie się poprzez zadawanie przeciwnikom obrażeń). Minusem jednak jest fakt, że tego typu bronie dość szybko się niszczą, więc lepiej obchodzić się z nimi oszczędnie.

Tarcza służy nam oczywiście do obrony przed atakami przeciwników. Zatrzymany w dobrym momencie atak sprawi, że czas zwolni i będziemy w stanie wykonać szybkie, mocne combo na przeciwniku co w późniejszych etapach będzie kluczowe do zwycięstwa. Poza fizyczną obroną możemy również stosować uniki, by np. szybko przeturlać się za plecy opancerzonego wroga niewrażliwego na frontalne ataki. A nie wspomniałem jeszcze nawet o tym, że wraz z zadawanymi razami przeciwnikom napełniamy pasek furii. Po jego wypełnieniu możemy uaktywnić specjalną moc dzięki której nasz protagonista delikatnie podleczy swoje rany, chwilowo staje się nietykalny i zadaje szybkie, silne ciosy każdemu napotkanemu adwersarzowi. Mało Wam? No to jeszcze wspomnę tylko, że Caradoc i spółka mają w rękawie jeszcze jednego asa, a mianowicie watahę wilków, którą można przyzwać raz na cały poziom. Wilki jak to wilki, wpadają, rozszarpują na kawałki widocznych na ekranie przeciwników i uciekają w siną dal.

Miesięcznik PSX Extreme
Kręta droga do Brytanii
Gra została oficjalnie zapowiedziana po raz pierwszy w 2014 roku na E3 w ramach projektu ID@Xbox. O grze jednak długo było cicho, by finalnie pojawić się w październiku 2017 na… Switchu. Przez ten krótki okres czasu gra była ekskluzywna dla konsoli Nintendo i po trzech miesiącach pojawiła się na pozostałych platformach. 30 stycznia na Playstation 4 i PC, a 31 stycznia na Xbox One. Więc gra zapowiedziana najpierw na Xboxa One finalnie zadebiutowała na tej platformie na samym końcu! 

Dark Souls beat’em upów

W tym miejscu muszę wspomnieć o jednej, bardzo istotnej rzeczy. Wulverblade nie tylko mechanicznie przypomina klasyki gatunku, sami twórcy zresztą nie ukrywają inspiracji m.in. Golden Axe. Podobnie jak starsze pozycje, omawiany tutył jest piekielnie trudny i w momencie gdy debiutował w październiku na Switchu oferował jedynie “normalny” poziom trudności. Dopiero w późniejszych patchach i w omawianej tutaj wersji na PS4 (i X1/PC)  twórcy postanowili zlitować się nad mniej wprawionymi graczami i udostępnili dla nich tryb easy. Oczywiście nie mogłem splamić swojego honoru i grać na łatwym poziomie trudności, dlatego parłem przed siebie nieubłaganie w trybie normalnym i muszę przyznać, że gra potrafi dać w kość.  Przeciwnicy uderzają licznie i silnie. Chwila nieuwagi, zły naciśnięty przycisk i prawie zawsze możemy liczyć się z solidną karą. Już pal licho przechodzenie poziomu, tutaj ginąć raczej nie będziecie zbyt często, ale za to bossowie na końcu każdego levelu… No to już inna para kaloszy. Ja wiem, że ostatnimi czasy porównywanie na każdym kroku trudnych gier do Soulsów to przesada, ale w tym wypadku nie sposób tego nie zrobić. Każdy boss ma przynajmniej dwie fazy walki, konkretne ruchy sygnalizowane w konkretny sposób więc nie ma innego wyjścia jak po prostu nauczyć się schematów ataków przeciwnika by z nim zwyciężyć. Zwykłe granie na pałe nic tu nie da. Oczywiście, jak będzie Wam za trudno, to możecie przełączyć na tryb easy, ale… kto by chciał się zhańbić? No kto? To już lepiej wezwać na pomoc drugiego, bardziej doświadczonego gracza by ułatwić sobie grę. Bo oczywiście Wulverblade oferuje lokalną grę dla dwóch graczy. 

Gra oferuje dwa podstawowe tryby: Klasyczną przygodę ze stanem zapisu, checkpointami w trakcie gry i nieograniczoną ilością kontynuacji oraz coś dla fanów masochizmu - tryb arcade, gdzie na przejście całej gry mamy zaledwie trzy “continue” i tyle. Niestety, w tym wypadku schowałem ego do kieszeni i z podkulonym ogonem poszedłem do trybu klasycznego, ale hej, z pewnością znajdą się śmiałkowie którzy jedną ręką z zamkniętymi oczami przejdą tryb arcade bez najmniejszego zadrapania! Poza tymi dwoma trybami Wulverblade oferuje jeszcze tryb Areny, gdzie na wybranej przez siebie planszy będziemy pokonywać kolejne fale wrogów w celu nabijania punktów. Proste, ale cieszy. 

Tagi: beat'em up fully illustrated golden axe wulverblade

Oceń recenzję
+ +10 -
Przejdź do strony