The Sims 4 w wersji pecetowej wystartowało już kilka ładnych lat temu, dla mnie osobiście będąc do bólu ociosanym tworem z poprawioną grafiką i podkręconym systemem tworzenia postaci. Wymagania rosną w trakcie jedzenia, z ta czwarta porcja na pececie nie była dla mnie nawet przystawką. Mając jednak do czynienia z handheldową wersją przygodową pod szyldem marki, ciekawość rozpierała serducho jak całościowe przeniesienie najnowszej części przyjmie się na konsolach. Zapał na przemian gasł i tlił się już po pierwszych kilkunastu minutach, ale do sedna…

Kontroler w łapy i… przepadasz

Standardowo rozpoczynając potyczki w świecie z zielonym kryształem nad głową, można wskoczyć w gacie osadzonej już w ramach gry rodziny, bądź stworzyć od podstaw nowego Sima. Koncepcja i możliwości w kreatorze dają pole do popisu, umożliwiając wręcz przeniesienie swojej zacnej osoby na ekran telewizora. Tak przynajmniej jest w teorii.
Jaki szary Kowalski nie chciałby zostać przebojowym glancusiem zdobywającym panny, z dyskietką agenta specjalnego, milionami na koncie i odstrzeloną hawirą? Zanim jednak popłynie się z prądem, trzeba zaliczyć potyczkę w kreatorze. Podjarana niczym pochodnia, zaczęłam tworzyć swoją rodzinę i… napotkałam na totalną ścianę. O ile system jest niezwykle bogaty, bo brylujemy pomiędzy wiekiem, różnymi typami sylwetki, mnogością fryzur, bogatym zbiorem ubrań, dobieramy nawet styl chodzenia czy tembr głosu, nieobce stają nam się wybory pomiędzy typem uzębienia, znamionami na ciele, dodatkami do poszczególnego rodzaju stroju, których de facto jest sporo, jednak wiele na jedno kopyto, stworzenie postaci, która do bólu by mnie usatysfakcjonowała zajęło mi ponad godzinę, przebiegło w bólach, a to za sprawą sterowania. W trybie edycji detali  można dopracować każdy policzek, biceps, czy uformować niezły sześciopak, jednak wraz z wyobraźnią szaleje znajdujący się na ekranie kursor.

Pokierowanie życiem Sima rozpoczyna się już po przeprawie z jego wyglądem, kiedy po wybraniu aspiracji życiowej, których jest całkiem sporo (Dewiacja, Fortuna, Kreatywność, Miłość, Natura, Popularność, Rodzina, Sportowe, Jedzenie i Wiedza), dobiera się cechy charakteru. Tutaj również miejcie się na baczności, bo niektóre cechy mogą znacząco usprawnić osiągnięcie aspiracji życiowej, jak chociażby bycie smakoszem w aspiracji jaką jest jedzenie, bądź ją utrudniać, gdy stworzymy Sima pragnącego zdobywania wiedzy, jednak leniwego czy mało ambitnego. A warto dbać o zachcianki swojego podopiecznego, bowiem nowość jaką jest odczuwany nastrój w zależności od przeżywanych zdarzeń,  czy realizowanych zamiarów rodzących się w głowach Simów, znacząco wpływa na ich zachowanie, sposób i możliwości wykonywania czynności (dla przykładu: nastrój pobudzony daje możliwość wykonywania pompek, w nastroju rozgniewanym lub nieswoim podczas interakcji z innymi nasz Sim może być opryskliwy czy agresywny).

Bierz swój kryształ i masz!

Mając rodzinkę jak z obrazka, ląduje ona w wybranym przez nas domu lub parceli. Miejscem zamieszkania może być Wierzbowa Zatoczka, Newcrest lub Oaza Zdrój, gdzie oprócz gotowych domów można poszaleć i za całe 20 000 Simcoinów postawić swoją rezydencję zaczynając od pojedynczej ściany, każdego metra podłogi, nowej kanapy. Możliwości wyposażenia jest sporo, jednak sam tryb urządzania pomieszczeń jest nieco niewygodny pomimo swoich ułatwień, chociażby pod postacią pogrupowania w dane typy pomieszczeń, czy części wyposażenia domu. Znów do bólu będę grała jedną melodię, ale to co denerwuje już podczas kreowania bohatera, dobija w dalszym ciągu - analogi na padzie często nie chcą współpracować, niejednokrotnie kursor przeskakuje kategorie, bądź nie reaguje na nasz wybór, a podczas designerskich potyczek chociażby blaty kuchenne płatają figle.

Tryb życia to zabawa na długie godziny, a wszystko jest zależne od naszej wyobraźni. Sim bowiem, pomimo kilku sytuacji, kiedy potrafi się sam sobą zająć (moje Simy często serfowały po sieci na telefonie), jest zależny od naszej woli – i tutaj dzieje się magia! Możecie bowiem nie tylko wystartować w szczurzym biegu na wyżyny kariery ( jako Artysta sceniczny, Autor, Biznesmen, Guru techniki, Kuchmistrz, Malarz, Przestępca, Sportowiec, czy Tajny Agent), rozwijać przeróżne umiejętności z kategorii chociażby charyzmy, gotowania, sprawności fizycznej, umiejętności komediowych, programowania, umiejętności literackich, artystycznych i jeszcze wielu więcej,  a najmłodsi Simowie, podążając ku dorosłości, nabywają umiejętności komunikacji, myślenia, poruszania się, wyobraźni, w którym niejednokrotnie starsi członkowie rodziny są uczestnikami. Wyjście na miasto, do klubu, baru, parku czy muzeum może być nie tylko urozmaiceniem codzienności, a okazją do nawiązania wielu interakcji z resztą simowego świata. Możliwość organizacji imprezy, urodzin, randki czy chociażby zaplanowania ślubu staje się nie tylko rozrywką, ale i zadaniem – wraz z danym wydarzeniem nasz Sim podejmuje szereg aktywności zwiększających komfort zaproszonych, dba o zapewnienie drinków, muzyki czy jedzenia, tańczy, żartuje, bryluje w towarzystwie, a sukces nie tylko skutkuje wspaniałymi wspomnieniami (które pozytywnie wpływają na dłuższy nastrój),  lecz zyskiem pod postacią pamiątki w wyposażeniu, którą później można wykorzystywać w trybie życia. A można tam znaleźć wiele smakołyków i pamiątek, które przydadzą się w  dalszych życiowych przygodach. Ogólnie rzecz biorąc, ilość „znajdziek”, które można zebrać podczas zwykłego wypadu do parku oraz możliwości zabawy z zaserwowanym sprzętem i gadżetami jest wisienką na tym zielonym torcie, bo dają możliwość niezwykłego urozmaicenia rozgrywki -  oczywiście, jeżeli tylko wyjrzycie zza rogu własnej parceli. Czasami tylko brakuje tych wstawek filmowych w wielu znaczących momentach, choć to przyzwyczajenie z wcześniejszych wersji…

Jednakże życie bohatera z zielonym kryształem nad głową nie należy do najłatwiejszych i usłanych samymi różami. Czasami to zbyt wysokie aspiracje spędzają sen z powiek gracza, wypadki codzienne (jak chociażby pożar w trakcie przygotowywania rybnego taco), trudności zawodowe wymagające podjęcia szybkich decyzji, bądź los, który w najbardziej klarownej sytuacji potrafi zaserwować porażkę – ale to wszystko stanowi kwintesencję tytułu, bez czego byłoby zdecydowanie zbyt nudno.

Szybkiej reakcji na życiowe perypetie po raz kolejny nie ułatwia system sterowania – zamiast najeżdżania kursor niejednokrotnie przeskakuje pomiędzy klikalnymi częściami menu, myli wybierane przez nas opcje – co może skutkować takimi tragediami jak chociażby śmierć Sima w płomieniach, który zamiast gasić z boku pożar, wpada w sam środek jatki. I już spotkanie z Kosiarzem gwarantowane… Brylowanie w kilkuosobowej rodzinie pomimo kilkugodzinnej wprawy nie jest intuicyjne i może płatać figle, bo nieźle się przy tym napocicie, by wszystkich zadowolić. Przeszkadza także fakt, że menu potrzeb (w czwartej odsłonie nieco okrojone) nie wyświetla się automatycznie, dając możliwość pełniejszej kontroli i szybszego reagowania na potrzeby. Znów zmusza to do błądzenia w meandrach sterowania. 

Jak obuchem w łeb

Kolejne spotkanie z serią The Sims i ponownie przepadłam, zaniedbując inne zainteresowania, męża, dziecko i dom. Szkoda, że najczęściej włosy z głowy były rwane, bo sterowanie to lekka pomyłka w przypadku tytułu, który posiada tylu fanów, na który pewnie niejeden konsolowiec czekał z żarzącą się łepetyną i wiele błędów już ogarnął w przypadku wersji wcześniejszych. Treści zawarte w przeniesionym porcie zostały dokładnie odwzorowane z wersji pecetowej, system sterowania zawodził niejednokrotnie, ale fani tytułu pewnie nie takie grzeszki są w stanie wybaczyć.  Szkoda tylko, że wersja konsolowa właśnie dlatego jeszcze bardziej przykuje zapaleńców symulatora życia do wersji blaszakowej. Wierzę jednak, że ten spalony debiut zwiastuje jeszcze niejeden sukces.