Na dobry początek warto wyjaśnić kim jest w ogóle tytułowy Lucky. „Szczęściarz” miał okazję zaprezentować swój wdzięk w dniu premiery Oculus Rift, a jego pierwsza przygoda była tytułem startowym do gogli wirtualnej rzeczywistości. Tytuł nie oczarował graczy oraz fanów, zgarnął oceny na poziomie 64%, ale na szczęście Playful Corporation nie musiało pakować manatków, a małymi krokami pracowało nad kontynuacją. Ta została zapowiedziana na tegorocznym E3, choć trudno tutaj mówić o odpowiedniej prezentacji, bo wśród wielu graczy pewnie wciąż krąży informacja, według której Super Lucky’s Tale to wyłącznie port przygody z Oculusa. Na szczęście nie jest to prawda, ponieważ w tym wypadku możemy mówić o pełnoprawnym sequelu – z nową przygodą, zdecydowanie ulepszoną oprawą i bardziej dopracowaną rozgrywką.

Heros, księga i problemy

W Super Lucky’s Tale na dzień dobry obserwujemy ładnie wyglądającą opowiastkę, podczas której główny bohater odpoczywa nad wodą, jednak po chwili te błogie przyjemności zostają przerwane, a zamiast łowienia ryb, Lucky zostaje porwany do Księgi Wieków, gdzie rozpoczyna się jego prawdziwa przygoda. Lisek nie ma specjalnego szczęścia, bo prędko okazuje się, że jego jedyną deską ratunku jest pokonanie grupy oprychów – tylko w taki sposób będzie mógł powrócić do swojego świata. Historia nie jest oczywiście motorem napędowym tytułu – jest to tylko i wyłącznie opowiastka tłumacząca, dlaczego musimy wykonywać powierzone zadania. Nie możemy tutaj mówić o prostej selekcji, ponieważ w każdym z czterech światów spotykamy jednego badassa, na pojedynek z którym musimy sobie po prostu zasłużyć.

Super Luckys Tales Recenzja

Super Luckys Tales Recenzja

W praktyce każdy świat to HUB z portalami do kolejnych etapów, w każdej lokacji możemy zdobyć maksymalnie cztery koniczynki, a chcąc zmierzyć się z bossem, musimy zgarnąć ich odpowiednią liczbę. Każda miejscówka charakteryzuje się świetnym designem, podczas zabawy napotykamy kolorowych, przyjemnych NPC-ów, którzy opowiadają o swoich problemach, a my w międzyczasie możemy zbierać monety lub po prostu eksplorować tereny.

Sytuacja znacząco zmienia się w momencie, gdy już zdecydujemy się wejść przykładowo  do „Krainy Lorda Płomyka”, bo za każdym razem mamy szansę zdobyć aż cztery nagrody. Pierwsza (z pozoru najłatwiejsza) wpada na nasze konto za ukończenie poziomu, czyli przejście z punktu A do punktu B i po drodze wykonanie odpowiedniego celu. Kolejną zgarniamy za dodatkowe zadanie (przykładowo ubicie wyznaczonych rywali), następną za zdobycie 300 złotych monet, a ostatnią za zebranie ukrytych liter L-U-C-K-Y. Z pozoru etapy są łatwe i bez problemu można kolekcjonować „maxa”, jednak po kilku pierwszych godzinach (od końcówki drugiego świata) pojawiają się wyzwania, które faktycznie potrafią wymęczyć.

Magia tkwi w różnorodności

Podczas przemierzania kolejnych lokacji z uśmiechem na ustach uczestniczyłem w wykreowanych przez deweloperów atrakcjach, bo gra pozytywnie zaskakuje na każdym kroku. Lucky nie jest specjalnie wysportowanym herosem, ale może bez problemu atakować przeciwników ogonem, przenosić rzeczy, skacze po wrogach lub po prostu zakopuje się w ziemi. Taki dość standardowy zestaw ruchów został przez twórców dobrze wykorzystany, bo w trakcie misji czasami musimy przenieść przedmiot w wyznaczone miejsce, często unikamy najróżniejszych zagrożeń, innym razem musimy wyeliminować grupę robaków, by po chwili wskakiwać pod ziemię, aktywować przełączniki, rozwiązywać łamigłówki z przesuwanymi posągami, skakać po zapadających się kładkach, łapać kury, by później cieszyć się z wymagających dwuwymiarowych poziomów. Autorzy odrobili zadanie domowe, w zasadzie na każdym kroku mamy okazję zrobić coś „nowego” i dzięki temu produkcja nawet na ostatniej prostej nie nuży. Szkoda jedynie, że najwidoczniej zabrakło im czasu na ostatnie szlify i od czasu do czasu nie mogłem odpowiednio zareagować na sytuację na ekranie – Lucky czasami źle skoczy, ustawi się w złym miejscu, a takie gafy mocno irytują.

Przyjemne są za to wszystkie starcia z bossami, bo autorzy skutecznie zmuszają gracza do wykorzystywania zdolności bohatera. Niestety, Lucky przez całą grę nie może zyskać nowych umiejętności i w tym miejscu pojawia się pewna niewykorzystana okazja do zaoferowania jeszcze bardziej zróżnicowanych przyjemności.

Super Luckys Tales Recenzja

Super Luckys Tales Recenzja

Moim faworytem w przypadku dodatkowych aktywności jest mini-gra, w której protagonista zostaje wrzucony do małej piłki, a następnie trafia na kilka aren – naszym zadaniem jest poruszanie lokacją w taki sposób, by Lucky zbierał po drodze porozrzucane monety. Można przy tym jedynie narzekać, że gra kończy się tak szybko, bo wprawiony w gatunek gracz nie powinien spędzić przy kontrolerze dłużej niż 6 godzin – pewną rekompensatą skromnej średniej zawartości jest niska cena (109 zł na premierę), ale z otwartymi ramionami przyjąłbym jeszcze przynajmniej dwa dodatkowe poziomy. Twórcy w dodatku w bardzo sztuczny sposób wydłużają rozgrywkę – tak jak wspomniałem, starcia z bossami wymagają zdobycia odpowiedniej liczby koniczynek, ale od pewnego momentu musimy wracać do wcześniej odkrytych lokacji i maksować stare światy, bo zgromadzenie punktów w nowych (aktualnych) lokacjach jest po prostu niemożliwe.

Piękny świat i małe zgrzyty  

Super Lucky’s Tale to jedna z pierwszych gier wspierających Xboksa One X, którą mogłem przetestować nawet na dwa tygodnie przed premierą. Tytuł od początku posiadał ulepszenia dla „najpotężniejszej konsoli w historii” i gra wygląda świetnie. Rozdzielczość 4K robi robotę, bo każda lokacja jest wyrazista, szczegółowa i kolorowa. Nietrudno odmówić produkcji Playful Corporation unikalnego klimatu - gra wygląda i działa jak rasowa platformówka.

Jestem pewien, że przygoda liska nie będzie dla graczy pretendentem do nagrody Game of the Year, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego wydawca oraz twórcy nie pokusili się o lepszą promocję. Wspominam we wstępie o niechcianym bohaterze i w trakcie rozgrywki miałem wrażenie, że Lucky jest właśnie taką czarną, niedocenioną owcą. Trzeba jednak mieć świadomość, że pod płaszczykiem ultra kolorowej produkcji, kryje się bardzo satysfakcjonujący przedstawiciel gatunku.

Super Luckys Tales Recenzja

Super Luckys Tales Recenzja

Chce się po prostu więcej

Amerykańska korporacja przyzwyczaiła nas do serwowania kolejnych przygód Master Chiefa, czy też nowych opowieści jednego z Feniksów, ale odnoszę wrażenie, że obok takich dużych blockbusterów, Microsoft powinien coraz to śmielej wykładać gotówkę właśnie na takie małe perełki. Super Lucky’s Tale nie jest najmocniejszym przedstawicielem gatunku, ale przy odpowiednio rozbudowanym budżecie, przy porządnym wsparciu, z tego niepozornego liska może wyrosnąć naprawdę konkretny bohater. Czy tak się stanie? Odrobinę wątpię, ale chciałbym tym razem zostać bardzo pozytywnie zaskoczony. To aktualnie dobra gra, nie rewelacyjna, ale drzemie w tej postaci spory potencjał.