Cała akcja gry toczy się w królestwie Valendia na kontynencie Ivalice w ruinach tajemniczego miasta Lea Monde. Miasto w czasach swej świetności było prawdziwą fortecą, która odpierała ataki najeźdźców, dzięki temu prężnie rozwijał się handel, a ludzie z przyjemnością odwiedzali Lea Monde. Jednak wszystko zniszczyło ogromne trzęsienie ziemi, które pozbawiło życia wszystkich mieszkańców i doprowadziło do jego upadku. Nasz bohater — Ashley Riot VKP Riskbreaker — zostaje wysłany w celu zbadania kultu Müllenkamp i jego przywódcy — Sydney'a Losstarot'a. Sydney po rozpętaniu pożogi na dworze księcia Bardorba, porywa jego syna — Josha i zbiega do wspomnianego miasta upadłych. W akcji pomaga Ashleyowi jego partnerka — Callo — która jest odpowiedzialna za zbieranie informacji. Tak można w skrócie opisać wydarzenia, które mają miejsce w prologu. Jednak nic w Vagrant Story nie jest przypadkowe, wszystko ma głębszy sens i znaczenie, dlatego tak łatwo można zgubić wątek i nie zrozumieć fabuły.

 

In the beginning...

 

Trzeba wytłumaczyć, że działania które doprowadziły do wydarzeń w VS, to polityczna intryga i gra sił, która w królestwie Valendia trwała już od pewnego czasu. Wszystko w walce o władzę i wpływy. Tak więc mamy dwa główne obozy: Kapłani św. Iocus, reprezentowani przez Zakon Crimson Blades kierowany przez kardynała Batistuma oraz Parlament z własnym odziałem zwanym VKP (Valendia Knights of the Peace) W całej układance mamy jeszcze kultystów Müllenkamp, którzy są postrzegani jako sekta i organizacja terrorystyczna, która wiele razy w przeszłości wpływała na wydarzenia w królestwie. Ich przywódcą jak wspominałem jest enigmatyczny Sydney Losstarot. Jednak organizację tą potajemnie założył i kontrolował książę Aldous Byron Bardorba, który również wpływa na decyzje paramentu pociągając z cienia za sznurki.

 

Wydarzenia przedstawione w prologu sprawiają, że wielkie koło intryg przybiera na sile i dochodzi do eskalacji wydarzeń. Wiemy, że kult pod dowództwem Sydney’a napada na rezydencję Bardorba, porywa członka rodziny i doprowadza do zamieszania. Jednak powiązania z księciem wykluczają taki atak i jest to tylko przykrywka, by „chronić” Josha syna księcia. Bardorba jest głównym celem Crimson Blades, których zadaniem było znaleźć „klucz” do kontrolowania ciemności, wszystko by osiągnąć nieśmiertelność. Atak na rezydencję i żądania wypuszczenia pojmanych kultystów z rąk zakonu to tylko dywersja. Gdy książę dowiaduje się o ataku rozkazuje spalić swoją rezydencję i zniszczyć wszystko, a winę zrzucić na zakon, po to by ukryć obecność i działania Syndey’a w rezydencji, prawdopodobnie posiadał informacje o poczynaniach zakonu jednak nie mógł też pozwolić na jakiekolwiek powiązanie się z kultystami. Bardorba jest przedstawiany jako wypływowy, wyrachowany mężczyzna jednak widać, że darzy swojego syna wielkim uczuciem i zamartwia się jego losami. Jednak wszystko co mógł zrobić to zaufać Sydney’owi.

Całe zamieszanie wzbudziło podejrzenia VKP i tu do akcji wkracza Ashley, który ma za zadanie zbadać rezydencje i przeprowadzić dochodzenie, rozkazy wydaje mu dowódca VKP LeSait, który przydziela mu też partnerkę Callo, przebywającą już na terenie rezydencji. Gdy Ashley wkracza do rezydencji wszystko nabierają rozpędu... Spotkanie z Sydney'em, jego dziwna moc i umiejętność przyzywania smoków. Więcej pytań niż odpowiedzi...

Kodeks Riskbreaker'ów nie przewiduje niepowodzeń, tak samo jak Ashley, który w końcu jest najlepszym z najlepszych, elytą VKP. Wszystkie tropy prowadzą do Lea Monde — bazy kultystów. Tam też udają się nasi bohaterowie: Sydney, Ashley i Romeo wraz z odziałem CB.

 

"Lying to ourselves... Believing our own lies..."

 

Dostęp do miasta jest możliwy tylko przez winnicę. Całe miasto zapadło się pod ziemię, odcinając wszystkie inne drogi. Tutaj też zaczyna się właściwa rozgrywka. Wstęp jest niezwykle klimatyczny, a nie raz spotkałem się z osobami, które po prostu zaczynają grę z VS i klikają start, przewijając całe wydarzenia na dworze Bardorba, co jak dla mnie już na wstępie zabija część klimatu i może prowadzić do zbagatelizowania/niezrozumienia niesamowitej historii. Szczególnie, że wiele zwrotów językowych nie należy do najłatwiejszych, nawet dla osoby radzącej sobie z angielskim. Każdą grę, a już na pewno tą, trzeba smakować od początku do końca, jak dobre wino.

Jak zapewne się domyślacie, wszystko kręci się wokół pościgu za Sydney'em. Brzmi to prawie jak początek Residenta 4, ale fabuła ma niesamowite drugie dno i podczas, wydawałoby się, zwykłej misji będziemy odkrywać zagadki Lea Monde i naszego bohatera. Z każdym przebytym metrem natrafiamy na różne formy życia, które nie powinny istnieć, tym bardziej po wielkim trzęsieniu ziemi, które miało miejsce 25 lat przed wydarzeniami z gry. Tylko nieliczni wiedzą, że miasto posiada niezwykłą moc, w dawnych czasach było ono centrum nowej religii nazwanej od imienia głównej kapłanki — Müllenkamp. Która rzekomo zawarła pakt z demonami i otrzymała moc kontrolowania ciemności (Blood Sin), dzięki niej stworzyła Gran Grimoire. A założone przez nią miasto — Lea Monde zaczęto nazywać "mrocznym miastem" (Dark City). Ze względu na kult wyznawców ciemności i moc jaka się w nim skrywała. Kult Müllenkamp został jednak niemal doszczętnie zniszczony przez nową wpływową religię — Iocus'a, jej wyznawcy brzydzili się ciemnością, prześladowali i mordowali "heretyków" jednak wielu pożądało magicznej mocy miasta. Jest wiele teorii sugerujących, że "moc" drzemiąca w Lea Monde nie była zawsze zbrukana, a zmieniła się pod wpływem negatywnych uczuć i emocji, oraz przelanej w mieście krwi kultystów. The dark jest w świecie VS źródłem mocy, tylko dzięki niej można korzystać z magii i innych nadludzkich zdolności.

 

"To wit, there is no power without the Dark" — Jan Rosencrantz

 

Samo miasto jest magicznym katalizatorem, a ten kto potrafi je kontrolować staje się niemal bogiem. Jednak wszystko ma swoją cenę, w tym przypadku jest nią twoja dusza. Każdy korzystający z mocy zostaje przeklęty, a jego dusza nigdy nie znajdzie odpoczynku, usunięta z cyku życia i śmierci w stanie "niekompletnej śmierci", na zawsze związana z Lea Monde. 

Takim oto sposobem miasto wróciło do życia, czy raczej nie życia. Wszyscy którzy zginęli w ogromnym trzęsieniu ziemi, stali się nieumarłymi, a ich dusze tylko wzmocniły moc miasta. Przeklęci na wieczność, poświęceni i zapomniani. Sydney jako przywódca kultu doskonale zdaje sobie sprawę z roli miasta i mocy którą posiada, Ashley dowiaduje się wszystkiego stopniowo...

Wraz z postępami w grze wychodzi na jaw przeszłość miasta i jego moc. Moc uważana za tabu przez kościół i ucieleśnienie wszystkiego co złe, jednak wielu z przyjemnością oddałoby duszę by tylko móc tą moc kontrolować i wykorzystać do własnych celów. Sydney wie bardzo wiele o Lea Monde i przez większość gry, to on rozdaje karty i ustawia pionki na szachownicy. O dziwno jednak nie jest ani impulsywny, ani nie wykorzystuje swojej siły do własnych korzyści. Jego jedynym celem jest Ashley, którego wybrał na nowego powiernika ciemności. Obydwaj panowie są sobie potrzebni i przez trudy poszukiwań Ashley zaczyna rozumieć poczynania swojego "celu", można powiedzieć, że nawiązuje się między nimi więź. Możliwe, że nawet przyjaźń. Jednak obaj są ludźmi czynu i nie rozmawiają o swoich uczuciach. Wszystko to jest tylko słabo zaznaczone, jednak pokazuje jak bardzo ważny jest odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku, jak wiele zależy od właściwego przygotowania i jak wiele zawdzięczamy osobom które pomogły nam stać się tym kim jesteśmy. Ashley był robotem, maszyną do zabijania, ale spotkanie z Sydney’em go odmieniło, można powiedzieć, że dzięki niemu stał się człowiekiem, którym ongiś był.