Zawsze odnosiłem wrażenie, że w dobie panowania czarnulki złodziejski szop stał niejako w cieniu przygód bohaterów od Naughty Dog czy Insomniac. Być może było to efektem tego, że w przeciwieństwie do tej dwójki każda część trylogii trzymała się dość klasycznego platformowego schematu.

Tak czy inaczej Cooper na długi czas musiał rzucić swoją złodziejską laskę w kąt i z zazdrością spoglądać jak konkurencja hasa sobie w najlepsze w kolejnych odsłonach na PS3/PSP (a że robiła to z różnym efektem to inna sprawa). Na szczęście do czasu, bowiem przy okazji reedycji HD swoich przygód okazało się (nareszcie!) że czwarta część powstaje i będzie pełnoprawnym sequelem. Tworzonym co prawda przez inne studio, ale o tym zaraz.

Fabularnie nowa część rzuca nas, zgodnie z tytułem w przeróżne realia historyczne w których żyli przodkowie naszego protagonisty. jest to uzasadnione tym że na kartach księgi Thievus Raccoonus (lub, jak życzą sobie lokalizatorzy Szopus Złodziejus) zaczynają się dziać dość dziwne rzeczy co skłania niepokonane trio (w którego skład oprócz szopa wchodzą żółw Bentley i hipopotam Murray, którymi zresztą także pokierujemy) do zmontowania machiny czasu mającej naprawić cały ten bałagan. Historia zaprezentowana w grze mogłaby na spokojnie robić za scenariusz do kolejnego filmu animowanego i wyszłaby z takiego starcia obronną ręka, co w dużej mierze jest zasługą świetnie napisanych dialogów i docinek jakie funduje sobie cała ekipa.

Graficznie Złodzieje w czasie prezentują się naprawdę okazale. Nie jest to może taki opad szczeny jaki zafundował mi pierwszy Ratchet na PS3 ale oprawa wizualna ma swój urok - zwłaszcza przy okazji designu kolejnych leveli gdzie pokazuje prawdziwy pazur. Polecam każdemu skradającemu się po dachach miasta przystanąć na chwilę i przemieścić kamerę na panoramę miasta - coś pięknego.

Nie gorzej sprawa ma się z udźwiękowieniem które zalatuje zbieraniną melodii ze starych filmów gangsterskich oraz muzyki z odwiedzanej przez nas aktualnie epoki. Oddzielną kwestią jest tutaj polska wersja językowa która wypadła fenomenalnie - dość powiedzieć że po przesiadce z angielskiej trylogii nie odczuwałem żadnego dyskomfortu z tym związanego. Aktorzy podkładający głosy pod postacie odwalili kawał świetnej roboty, podobnie jak tłumacze którzy idealnie wyczuli klimat i lekkość dialogów w oryginale.

Czy produkcja ma wiec jakieś wady? Na pewno nie wynalazła ona na nowo koła, ale tego chyba nikt od niej nie wymagał. Czasami zdarzało mi się że kierując bohaterem udawało mi się doskoczyć na krawędź budynku co i tak kończyło się upadkiem i zgonem, niemniej takie przypadki można było liczyć na palcach jednej ręki.

Oddanie marki pod skrzydła Sanzaru Games przyjąłem z niemała obawa - studio było dość świeże, zaś dotychczasowe przekazywanie przez Sony gier w ręce mniejszych studiów (żeby wspomnieć Ratchety czy Jak&Daxter: Lost Frontier na PSP) kończyło się nie zawsze idealnie. Tutaj jednak wszystkie moje lęki zostały rozwiane już w pierwszych minutach gry co doskonale obrazuje, że czwarty Sly to gra świetna, będąca prawdziwą perełką w nieco wysuszonym źródełku platformerów.

Dodatkowo warto wspomnieć że gra jest relatywnie tania (sam nabyłem wersje na Vite za 119 zł) i posiada opcję cross-buy.