SKLEP
Michał Włodarczyk 18.05.2017
Shadow Warrior 2 - recenzja gry
2116V

Shadow Warrior 2 - recenzja gry

W podsumowaniu recenzji pierwszej odsłony Shadow Warrior z 2013 roku napisałem, że polski deweloper wyciosał świetną strzelaninę "z dużym jajem i ostrą kataną". Wyraziłem też nadzieję, że gra poradzi sobie na rynku i kiedyś ponownie wcielimy się w Lo Wanga. Po ukończeniu "dwójki" mam podobne życzenie!

Shadow Warrior 2
  • Platformy:  PS4   XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 13.10.2016
  • Napisy
  • od lat 18 wulgarny język przemoc

Wypuszczony na PlayStation 4 i Xboksa One pierwszy Shadow Warrior był rocznym portem z PC, który zachwycił mnie świetną, zrealizowaną w starym stylu przygodą dla samotnego gracza, rewelacyjnym humorem i ogromnymi pokładami miodu. Na wieść o tym, iż rodzime studio Flying Wild Hog pracuje nad bezpośrednim sequelem, zareagowałem mniej więcej tak, jak bohater grany przez Leonardo DiCaprio w swojej pierwszej scenie w filmie "Django". W październiku 2016 swoją wersję otrzymali posiadacze komputerów osobistych, a teraz ręce na dziele Polaków mogą nareszcie położyć właściciele PS4 oraz XOne. Osobiście liczyłem na "bigger, better, more badass", co w zupełności by mnie usatysfakcjonowało. Tymczasem deweloper, najwyraźniej zapatrzony w gry z cyklu Borderlands, poszedł o krok dalej, zmieniając charakter rozgrywki, czyniąc w efekcie całe doświadczenie jeszcze lepszym. Tak, Lo Wang powrócił w wielkim stylu!

"Odbyty są jak poglądy. Są pełne gówna, a ludzie uważają obnoszenie się z nimi za zabawne."

Scenarzysta Shadow Warrior 2, Scott Alexander, z powodzeniem przejął schedę po Janie Bartkowiczu, tworząc wciągającą i zabawną historię, pełną zaskakujących wydarzeń i pokręconych postaci. Akcja gry ma miejsce pięć lat po incydencie z "jedynki". Po dramatycznych wydarzeniach w prequelu, na skutek tzw. Zderzenia, światy ludzi i demonów zaczęły się nawzajem przenikać. Gracz ponownie wciela się we współczesnego ninję, Lo Wanga, który na chleb i pornosy zarabia jako najemnik dla pewnej rodziny yakuzy. Podczas wykonywania jednego z zadań wojownik ratuje młodą kobietę imieniem Kamiko, która odpowiada za stworzenie narkotyku o nazwie Cień. Jego formułę chce poznać szef dziewczyny, Orochi Zilla, jednak w wyniku nieudanego eksperymentu w posiadanie ciała Japonki wchodzi demon. Aby ratować duszę Kamiko, jej stary przyjaciel Smith decyduje się odprawić rytuał, w efekcie czego duch kobiety łączy się z Wangiem. Od teraz główny bohater zmuszony jest dzielić swoje ciało z kobietą, co z oczywistych względów nie podoba się żadnej ze stron. Aby ocalić Kamiko i uwolnić się od jej towarzystwa, protagonista wyrusza w podróż, by odnaleźć składniki niezbędne do kolejnego rytuału. Niestety, po drodze sprawy bardzo się komplikują, a nietypowy duet zmuszony jest ratować nie tylko siebie, ale cały świat. Wangowi na drodze ponownie staje horda demonów, armia yakuzy, a także cyborgi i mechy. Powracają również niektóre postaci z prequela, mimo wszystko znajomość poprzednika nie jest konieczna, by z zainteresowaniem śledzić rozwój fabuły w sequelu.

Mimo "poważnych" problemów, z jakimi muszą się mierzyć bohaterowie, Shadow Warrior 2 pozostaje bardzo "jajcarską" produkcją, lecz mimo wielu przekleństw i żartów nt. stosunków damsko-męskich, nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku, co często zdarza się mającemu podobne poczucie humoru Sudzie51. Bohaterowie śmieją się ze wszystkiego - napotkanych NPC-ów, swojego aktualnego położenia, wydarzeń z poprzedniej odsłony, z siebie nawzajem, a Wang nawet ze śmierci swojego przyjaciela. Zarówno Lo, jak i Kamiko, Smith czy babcia dziewczyny bardzo sprawnie operują sarkazmem, ironią oraz ciętą ripostą. Dialogi rozpisano po prostu świetnie i kilka razy musiałem zatrzymać grę, by "przerobić" wyjątkowo zabawną wymianę zdań. Fajnie wypadają też monologi naszego awatara, jak choćby ten, gdy widząc zminiaturyzowaną wersję potężnej broni z "jedynki", Wang stwierdza, że teraz ostrze przyda się co najwyżej Brygadzie RR. Doskonałym pomysłem było uczynienie ze "współokatora" Lo kobietę. Na początku oboje za sobą nie przepadają, co prowadzi do wielu bardzo śmiesznych kłótni - za sprawą Kamiko w ogóle nie tęskniłem za demonem Hojim z oryginału. Na tym na szczęście humor autorów się nie kończy. Większość misji opisanych zostało bardzo nietypowo, jak na gatunkowe standardy, a zadanie polegające na odnalezieniu demonicznych królików i "skopaniu ich włochatych dupsk" to tylko pierwszy z brzegu przykład. Powracają także przezabawne motta w ciasteczkach z wróżbami, których w grze znajdziemy kilkadziesiąt, a kilka z nich poprzedza kolejne akapity niniejszego tekstu. Gra stanowi przy tym kopalnię cytatów i odniesień do najróżniejszych wytworów popkultury, z "naszą" branżą włącznie.

"Z serialami jest jak z seksem. Nawet gdy zaczynają się rozkręcać, kończą się rozczarowaniem. A pod koniec miesiąca dostajesz rachunek."

Shadow Warrior oferowało kilkunastogodzinną kampanię dla jednego gracza, z długimi, choć bardzo liniowymi poziomami, gdzie jedynym celem było dotarcie do końca planszy i posunięcie historii do przodu. W "dwójce" producent zmienił strukturę gry, implementując nieduży HUB, z którego według własnego uznania wyruszamy na misje wątku głównego, questy poboczne lub wskakujemy do wcześniej odwiedzanych lokacji w celu pozyskania większej ilości punktów doświadczenia czy wyszukania licznych znajdziek i sekretów. Levele są zdecydowanie większe niż poprzednio, posiadają kilka dróg do celu, a eksploracja jest bardzo przyjemna za sprawą nowych ruchów, jakich nauczył się bohater. Wang potrafi teraz wykonywać podwójny skok, wspinać się po skałach i ścianach, szybować przez moment po udanym wybiciu, a upadki z wysokości w ogóle nie uszczuplają paska energii. Jakby tego było mało, oprócz lokacji ściśle związanych z fabułą, lwia część poziomów generowana jest losowo. Oznacza to, że gdy ponownie odwiedzimy daną planszę, będzie się ona w pewnym stopniu różnić od wersji wcześniejszej (pewne zmiany scenografii, inny rozkład przeciwników i przedmiotów, zmienne warunki pogodowe), a zabawa za każdym razem przebiega trochę inaczej. Warto przy tym podkreślić, że sam wątek główny jest krótszy niż w pierwowzorze, a zaliczenie przygody na standardowym poziomie trudności (do wyboru są cztery) powinno zająć nie więcej niż dziesięć godzin. Gdy jednak doliczymy do tej wartości także misje fakultatywne, losowo generowane levele, możliwość swobodnego zwiedzania poziomów, jak również dostępne w późniejszej fazie gry wyzwania, okaże się, iż Shadow Warrior 2 oferuje kilkadziesiąt godzin wyśmienitej zabawy.

A to i tak nie wszystko, co do zaproponowania ma produkcja Flying Wild Hog. Chociaż kampanię doskonale skrojono pod samotnego gracza, całą przygodę - zarówno zadania główne, jak i poboczne - można rozegrać w kooperacji do czterech graczy. Przed misją decydujemy o poziomie wyzwania, liczbie oponentów, a następnie ruszamy w bój w towarzystwie trzech innych ninja. Niezależnie od tego, w jaki sposób chcemy zaliczyć Shadow Warrior 2, nie ma mowy o sekundzie nudy za sprawą solidnego gunplayu i świetnie wkomponowanej w mechanikę gry broni białej. Podobnie jak w staroszkolnych shooterach, nosić w kieszeni możemy pełny arsenał, zatem przez cały czas mamy pod ręką narzędzia mordu każdego sortu, od katany i shotguna począwszy, na demonicznych wyrzutniach rakiet kończąc. System walki mieczem nie grzeszy głębią, a Lo Wang nie potrafi szatkować adwersarzy z taką gracją, jak Raiden w Metal Gear Rising, mimo to ciężko było mi schować żelastwo do pochwy. Postać jest wyjątkowo mobilna, dysponuje również blokiem i szybkim doskokiem, a możliwości na rozprawienie się z zastępami wrogów jest mnóstwo. Tak jak w Borderlands, rozbudowano elementy RPG, takie jak rozwój postaci, modyfikację broni czy system craftingu. Czasami na placu boju pojawiają się mocniejsze jednostki, ubicie których gwarantuje lepszy loot. Wszystkie te zmiany wyszły grze na dobre, zachęcając do kolejnych sesji. Szkoda tylko, że deweloper ponownie nie popisał się przy projektowaniu bossów, przez co starcia z nimi są jeszcze łatwiejsze i bardziej schematyczne niż w oryginale. Okazjonalnie występują też problemy z SI przeciwników, którzy nie dostrzegają gracza z kilku metrów, na szczęście takie kwiatki zdarzają się relatywnie rzadko.

"Osobowość chwiejna emocjonalnie - gładkie określenie na zjeba."

Jatką, którą inscenizujemy na ekranie, możemy podzielić się z innymi, gdyż w "dwójce" zaimplementowano tryb fotograficzny. W kwestii oprawy przygody Wanga nie reprezentują aż tak wysokiego poziomu, jak gatunkowi konkurenci od największych wydawców (Battlefield 1, TitanFall 2), lecz i tak w wersji na konsole prezentują się bardzo dobrze, ciesząc oko wysokiej jakości teksturami, cudownym oświetleniem czy efektami cząsteczkowymi. Nieco gorzej wypada framerate, który w chwilach największej zadymy potrafi chrupnąć, zdarza się to jednak rzadko i głównie wtedy, gdy rozczłonkowujemy mnóstwo jednostek stojących obok siebie, w dodatku na małej przestrzeni. Opracowany przez polskie studio Road Hog Engine to z pewnością ciekawe narzędzie i chciałbym w przyszłości zobaczyć więcej tytułów korzystających z tego silnika. Ponownie pochwalić muszę różnorodną i klimatyczną ścieżkę muzyczną, jak również solidny angielski voice-acting oraz bardzo dobrą lokalizację kinową.

Puentując recenzję "jedynki", podkreśliłem, że Shadow Warrior to świetna alternatywa dla osób, którym z Destiny, TitanFallem czy Call of Duty jest nie po drodze, a przez kilka wieczorów chciałyby się wyszaleć ze spluwą przed nosem i kataną w dłoni. W przypadku sequela mogę napisać to samo, tyle że tym razem doświadczenie jest jeszcze lepsze, a dodatkowo można zaprosić do zabawy kilku znajomych po drugiej stronie kabla. Panie i panowie z Flying Wild Hog, poproszę "trójkę"!

Tagi:

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + Świetna mechanika, łącząca FPS-a i slasher
  • + Mocna kampania z wysokim replaybility
  • + Tryb kooperacji online
  • + Błyskotliwy scenariusz
  • + Bardzo dobra oprawa A/V
  • + Polska lokalizacja kinowa
  • - Spadki framerate'u podczas największych zadym
  • - Wątek główny znacznie krótszy niż w "jedynce"
  • - Bossowie ponownie bez petardy
Michał Włodarczyk
Michał Włodarczyk Lo Wang powraca w wielkim stylu, oferując kilkadziesiąt godzin wyśmienitej zabawy zarówno samotnikom, jak i fanom kooperacji. Brawa dla Polaków za ten kawałek kodu!
Oceń recenzję
+ +18 -

Miesięcznik PSX Extreme