Jednym z powodów mojej decyzji była posucha w temacie platformówek na obecną generację, z tych godnych uwagi to-oprócz RL-kojarzę Racheta i Ori and the Blind Forest. Ja sam w ostatnią platformówkę grałem dość dawno, chyba było to Limbo, więc jakaś tam chęć zagrania w godnego reprezentanta gatunku ,,narosła" czy ,,wezbrała". Nie była to chęć na tyle duża, żeby grę kupować na starcie-kupować platformówkę 2D za około 150 zeta?!O nie. Więc czekałem, czekałem, aż w końcu cena RL stopniała na tyle, żebym grą zainteresował się ,,na poważnie".

 Muszę powiedzieć, że początek nie był tak obiecujący jak myślałem. Pograłem z pół godziny, przeszedłem jedna mapkę, potem drugą, gra okazała się dość łatwa, rozgrywka monotonna, grafika może i przyjemna, ale nie rewelacyjna, zresztą tak samo jak projekty poziomów. Zniechęcony wyszedłem do menu głównego, by zobaczyć co można jeszcze tu porobić. Można sobie pooglądać odblokowane stworki-to chyba dla wielbicieli Pokemonów :v, można sobie wybrać postać-tych jest sporo, chyba z 5 na starcie i kilkanaście dalszych do odblokowania. Niestety, oprócz wyglądu nie różnią się niczym. Można też pograć w Rayman Origins, choć chyba nie dodano wszystkich poziomów. Wracają do rozgrywki- a raczej wskakując, bo światy i poziomy są reprezentowane przez obrazy do których się wskakuje- dużo tu ...skakania właśnie, można także czasem pobiegać do góry nogami prawie jak Sonic, wybrany bohater może być zmniejszany czy zmieniany w kurę. Na niektórych poziomach pojawia się pomocnik niby-duszek, który wchodzi zw interakcję z otoczeniem, by usuwać stojące na na drodze przeszkody. Poza tym, zbieramy jakieś świecidełka-Lumy, za które dostajemy punkty, uwalniamy Malaki-takie stworki, za co dostajemy punkty i ,,walczymy" z przeciwnikami, za ich pokonanie także dostajemy punkty. ,,Walczymy" bo to pseudo walki, przeciwnicy praktycznie tylko stoją, wiec satysfakcja z nich żadna, wsadzili ich tu chyba tylko po to, żeby łamali monotonię poziomów. Uwalnianie stworków odblokowuje następne światy (których jest 6), i poziomy (po 7-8 w każdym świecie). Natomiast za zebrane w danym poziomie lumy otrzymujemy szczęśliwe losy-zdrapki (,,zdrapywanie" na touchpadzie), które m.in odblokowują poziomy w Rayman Origins, które nawiasem mówiąc są ciekawsze i bardziej wciągające od tych z Legends. 

              

              

Za grafikę odpowiada UbiArt Framework, na którym śmigają takie gry jak Valiant Hearts czy Child of Light. Jak już wspominałem wizualia są przyjemne, ale wodotrysków nie ma. Rozgrywka jest w zasadzie w 2D, ale różnego rodzaju akcje dzieją się tle-np. przemieszczające się stwory, jak i w perspektywie bliższej graczowi-czyli w sumie mamy 2,5 D. Zdecydowanie na plus wypada muzyka. Tematy są dopasowane do tego, co widzimy na ekranie, czasami tworząc relaksującą atmosferę, a innym razem podkręcają rozgrywkę na poziomach nastawionych na dynamikę. Etapy są różnorodne. Po pierwszym dość monotonnym leśnym świecie odwiedziłem m.in świat morski z mnóstwem kolorowych stworzeń rodem z filmu ,Gdzie jest Nemo?", w innym uciekałem pośród budowli wciąganych w ruchome piaski, jeszcze gdzie indziej skakałem pośród unoszących się w powietrzu ruin magicznego zamku.

Po przejściu pierwszych, standardowych poziomów w danym świecie czekają nas trzy dania główne. Pierwszy to ,,czasówka", w której musimy biec jak najszybciej i gonić- głównego adwersarza-jednego z 5 magów -malaków. Drugi to walka z bossem. I tu nie chce za bardzo spojlerować, ale byłem w pewnym momencie zaskoczony rzutem na głęboką wodę, bo generalnie w czasie rozgrywki jest sporo checkpointów, ale możemy też liczyć na oldschoolowy hardkor. Szkoda, że tak rzadko. Trzeci jest etapem ,,muzycznym", który jest dla mnie dużym plusem. W pierwszym świecie etapem tym był Rock, a w nim totalne zaskoczenie- ,,Black Betty" Ram Jam.  Jak to usłyszałem na mym licu pojawił się banan radości, zupełnie się tego nie spodziewałem, wersja raymanowska tej piosenki daje radę i nie mogłem się doczekać sprawdzenia, jakie utwory będą w innych światach. Sprawdziłem, w każdym był tylko jeden etap muzyczny. Szkoda, bo gdyby było ich więcej, grywalność by na tym zyskała. Nadzieje na ,,coś jeszcze" dawał ostatni świat-,,Living Dead Party", który symbolizowali bohaterowie z instrumentami muzycznymi. Nie mogłem od razu sprawdzić co było wewnątrz, żeby go odblokować trzeba przejść całe Legends i jeszcze dozbierać Malaków z Origins. Niestety, nadzieje pokładane w tym świecie nie zostały spełnione, gdyż znajdują się w nim głównie-z jednym wyjątkiem-poprzednie poziomy muzyczne, tyle że z filtrem graficznym i dźwiękowym :/ W trakcie postępu w rozgrywce odblokowujemy także poziomy stricte czasowe, gdzie musimy przebiec poniżej pewnego czasu, by uratować jak najwięcej Malaków.

              

              

,,Im dalej w las, tym lepiej", poziomy robią się bardziej złożone i wymagające-trudność jest symbolizowana ilością czaszek na ramie obrazu, więc nie jest już tak monotonnie, jak było na początku, choć dalej nie był to ten poziom, który przyciągałby mnie na dłużej. Być może bierze się to po części z braku jakiejkolwiek fabuły-po prostu zaliczamy kolejne poziomy, uwalniając stworki i już. Działa to trochę na zasadzie Mario z Pepcia, gdzie na końcu był zamek do którego się wchodziło-tu grota przy której świętują uwolnione stworki-dalej fanfary, rura i elo. Podobnie jest tutaj-obraz grota,obraz grota. Przerywniki powtarzają się, są krótkie i infantylne. I jeśli ktoś powie, że to platformówka i fabuła się nie liczy, to podam mu przykłady Ori i Racheta. Nawet przy minimalistycznym podejściu do fabuły można to zrobić ciekawie, jak np w Unravel.  Jeśli chodzi o czas rozgrywki, to można tu liczyć na około 10 godzin gry (przejście standardowego poziomu to max 10 min). Oczywiście czas ten się znacznie wydłuży, gdy będziemy chcieli wymasterować poziomy.

Ogólnie, grę oceniłbym na 7,5 w skali ppe.pl. Szału nie ma, można  pograć, etapy muzyczne są naprawdę w porządku, a i poza nimi gra ma swoje momenty.