Wkładając kluczyk do stacyjki zamykasz oczy i wsłuchujesz się w piękny dźwięk warkoczącego silnika. Już wiesz, że żaden fajans na drodze Ci nie podskoczy, no bo jakim cudem – jeździ Multiplą, a Ty... no, jesteś kierowcą Formuły 1. Ale wybudź się na chwilkę z tego pięknego snu i zerknijmy na to z czym mamy do czynienia w nowej propozycji od Mistrzów Kodu.

Od samego początku w oczy rzuca się postęp, jaki poczyniono na każdej możliwej niwie. Miałem okazję ścigać się w poprzedniej pecetowej edycji i progres jest wyraźny. Gra wygląda lepiej, wszystko jest bardziej przejrzyste, płynniejsze, widać, że poświęcono temu czas, a zmiany, nawet te kosmetyczne, po prostu cieszą oko. Bolidy prezentują się wyśmienicie, podobnie jak tory, których doskonałe odwzorowanie na pewno zostanie rozpoznane i docenione przez największych maniaków dyscypliny.

Jazda jazda jazda!

Wygląd to nie wszystko, liczy się to, jak się prowadzi. Nie tylko do aut można zresztą tę zasadę stosować. Kończąc dygresję – nasze bolidy prowadzi się w F1 2016 naprawdę bardzo fajnie. Czuć moc, czuć prędkość, czuć emocje, wyścigi nie są miałkie i plastikowe, tylko naprawdę fajnie oddają klimat realnych zmagań, niewiele brakuje, żeby zapach palonego asfaltu dotarł do naszych nozdrzy. Symulacja pełną gębą, ale przyjemna w odbiorze także dla casualowego gracza.

Finałowe sekundy przed startem mają kluczowe znaczenie i w dużym stopniu decydują o przebiegu i wyniku całego wyścigu. Ostatnie szlify, głębokie wdechy, przyspieszony puls i wizualizacja sukcesu. To wszystko może brzmieć jak wyświechtana klisza, ale jednak angażuje gracza emocjonalnie i wkręca się w głowę, czyli twórcy osiągnęli cel.

Gdy już ruszymy nie jest gorzej. Duże znaczenie ma precyzja sterowania i szybkość reakcji na to, co dzieje się na torze (w rzeczywistości zapewne też, więc to kolejny plus dla twórców gry) – nie wystarczy dziarsko brnąć przed siebie i liczyć na cud, przeciwnicy bezlitośnie to wykorzystają, nie mają też problemów ze zderzeniem się i wyrzuceniem nas z trasy. Trzeba wiedzieć, kiedy przyhamować, kiedy szarżować i wyprzedzać, a kiedy przyczajać się i czekać na swój moment. Nie bez znaczenia pozostaje pogoda – przyczepność potrafi się zmienić i przy manewrze, który na suchym torze dałby nam prowadzenie możemy wylecieć z obiegu i zaliczyć kraksę na torze zroszonym deszczem. Jak dla mnie świetna sprawa, bo trzeba myśleć strategicznie, kombinować, szukać optymalnych rozwiązań, a nie tylko bezmyślnie wciskać przyciski.

Kariera jak u Schumachera

W grach opierających się na ściganiu z oponentami, czy to wirtualnymi, czy prawdziwymi, tak naprawdę ciężko jest o wielce innowacyjne rozwiązania, co często bywa bolączką tego typu tytułów. Schemat jest prosty – być najszybszym, wyprzedzić przeciwników, spijać śmietankę zwycięstwa. To może się podobać, ale przez chwilę, dlatego właśnie tak ważną rolę pełnią wszelkie dodatkowe tryby rozgrywki, które przedłużają jej żywotność.

Standardem w grach sportowych i pochodnych stał się więc tryb kariery, w którym tworzysz swojego piłkarza/boksera/koszykarza/zapaśnika/rajdowca czy ogrodnika i drogą katorżniczego treningu i wielu godzin spędzonych przed konsolą tworzysz z niego najlepszego na świecie w swoim fachu. Nie inaczej jest i tutaj. Dostajemy do obcykania nowoczesny, przyjemny interfejs, który będzie nam towarzyszył przez 10 lat naszej wyścigowej kariery. Kiedy się nie ścigamy siedzimy na naszym lapku, podejmujemy kolejne mniej lub bardziej ważne dla naszego zawodnika decyzje, rozmawiamy z bliskimi współpracownikami i szykujemy się do kolejnych zmagań na torach Formuły 1.

Aspekt fabularny nie jest tutaj kwestią priorytetową, a scenariusze i dialogi raczej nieprędko zostaną nominowane do Oskara, ale to, co najważniejsze, czyli rajdowe mięsko, stawanie w szranki z przeciwnikami na torze, naprawdę daje radę i potrafi zapewnić dużo miodnej rozrywki. Wyprzedzanie kolejnych oponentów daje naprawdę wiele satysfakcji, szczególnie, kiedy są to już nieanonimowe nazwiska, ale uznane marki w świecie Formuły 1. Za nasze wyniki na torze oraz udział w licznych formach treningu otrzymujemy punkty, które potem możemy przekuwać w apgrejdy naszych bolidów, co przyspieszy naszą drogę na sam szczyt. To absolutnie konieczne, bo z czasem jest coraz trudniej, a przeciwnicy są coraz lepsi.

Poza karierą są oczywiście inne klasyczne formy zmagań, które możemy na wiele sposobów kustomizować, ale to właśnie ten tryb rozgrywki jest zdecydowanie najciekawszym rozwiązaniem dla jednego gracza, które F1 2016 ma do zaoferowania i zabierze graczom najwięcej czasu.

Kiedy spotkamy się na zakręcie...

Ciężko nie docenić pracy developerów nad grą, kiedy ma się przed sobą naprawdę solidny, gotowy produkt, który może zapewnić rozrywkę na ładnych parę godzin (lub więcej, jeśli w grę wchodzi multiplayer), ale F1 2016 nie jest grą bez wad. Momentami gracz ma wrażenie, że danego wyścigu po prostu nie może wygrać bez względu na umiejętności czy starania – raz na jakiś czas gra ma takie widzimisię i już. W trybie kariery, najjaśniejszym punkcie produktu, rozmowy z naszymi współpracownikami potrafią irytować, szczególnie wtedy, kiedy nie dostajemy od nich żadnych nowych informacji.

Wszystko to jest jednak niewielką ceną za dobrze spędzony czas z Formułą 1 w tle. Jeśli więc jesteś fanem tej dyscypliny i wiesz jak Lewis Hamilton ma na drugie imię – to zdecydowanie produkt dla Ciebie. Jeśli nie wiesz, a po prostu lubisz adrenalinę i wyścigówki – też kup, na pewno nie pożałujesz. Codemasters zrobiło dobrą robotę i jeśli kolejne części będą szły w tym samym kierunku jest to dobra wróżba dla przyszłości serii.

Gra testowana na padzie i kierownicy Thrustmaster T300 Ferrari.