Na Pustyniach Kharak przyjdzie nam poprowadzić wyprawę ekspedycyjną w poszukiwaniu tak zwanego Jaraci Object, który to ma być swego rodzaju zbawieniem, rozwiązaniem bardzo istotnego problemu. A mianowicie wymierania tytułowej planety. Całość jej terenów coraz bardziej zamienia się w jedną wielką pustynię, dlatego też już jako drudzy idziemy na poszukiwania. Pierwsza ekipa zaginęła gdzieś po drodze, więc jako Rachel S'Jet pod banderą Koalicji ludu Kushan, musimy stanąć przed blisko 15 bardzo trudnymi wyzwaniami! Tylko nasz lotniskowiec Kapisi, my i nasze wierne jednostki rozpoczynamy niebezpieczną podróż.

Po drodze spotkamy jeszcze trzy inne frakcje takie jak Soban, Gaalsien i Khaaneph, które to będą utrudniać nam życie w każdej możliwej chwili. Jak wskazuje na to tytuł, wszystkie mapy mają tutaj motywy pustynne, przez co po jakimś czasie całość może się nieco znudzić. Ale ma to też i swoje dobre strony, a to ze względu na ukształtowanie terenu. Na czym to polega? Jednostki będące na piaskowej wyżynie zadają większe obrażenia tym, które są na poziomie średnim, zaś ci w dołkach dostają podwójne baty od wszystkich. Jest do dosyć ważne w starciach dwóch grupek wojsk o podobnych rozmiarach. Typów jednostek mamy tu do wyboru trochę mało - może to nie jest to jakaś wielka tragedia, ale w stosunku do innych strategii wypada blado.

Nasz Kapisi poza tym, że jest bazą na kółkach, to jest jeszcze matką wszystkich naszych oddziałów. Także za wykorzystaniem dwóch surowców – oznaczonych na pomarańczowo i niebiesko – możemy werbować, ulepszać i badać coraz to nowsze pojazdy. Salvagery są typowymi zbieraczami, a Baserunnery stawiają wieżyczki i miny. Ponadto mamy lekkie samochody opancerzone, które są bardzo szybkie i w dużej liczbie robią wielkie zniszczenia.

Oczywiście nie mogło zabraknąć ich większych ociężałych braci, a także i tak zwanych Railgunów – czyli czołgów o wielkim zasięgu działa. Do tego jak na lotniskowiec przystało Kapisi może posiadać własną flotę lotnictwa składającą się z myśliwców szturmowych i bombowców. Ostatnią są pojazdy wszelakiego wsparcia – tyczy się to napraw, przejmowania surowców, oblężenia, artylerii itp. Ogółem Blackbird Interactive dało nam do dyspozycji jedynie 13 różnorodnych jednostek uzbrojenia. Oczywiście aby odblokować dany sprzęt, trzeba go najpierw wynaleźć w badaniach, a następnie jeśli chcemy, to możemy ulepszyć jego siłę, broń bądź inne dostępne „technikalia”.

Z racji, że tego jest troszkę mało, to twórcy dali nam także opcję rozbudowywania samego Kapisiego. Za zdobyte na nim punkty doświadczenia możemy mu dodać celności, wieżyczek samoobronnych, karabinów itd. Ogółem 4 opcje rozwoju bojowego. W Homeworld niezwykle ważne jest to, aby zarządzać swoimi jednostkami najlepiej jak się potrafi, gdyż skład jaki zostaje nam pod koniec misji, przechodzi do następnej – i to dokładnie w takim samym ustawieniu (np. pogrupowaniu). Więc jeśli gdzieś po drodze popełnicie błąd – jak oczywiście wielki sierota ja – to będziecie mieli dużo ciężej w następnym zadaniu. Do tego stopnia, że jak się mocno nie pokombinuje, to sytuacja może być nie do uratowania.

A cele misji są powiedziałbym standardowe dla tego typu gier i nie ma w nich nic odkrywczego. Ochraniaj bazę, ochraniaj Rachel, czekaj na atak, zaatakuj ich bazę, ustaw pułapkę na ich lotnictwo i tak do znudzenia. Po prequelu takiej serii można byłoby się spodziewać nieco ciekawszych rozwiązań.

Oczywiście poza główną kampanią dostępne są także dwa dodatkowe tryby zabawy – Skirmish i multiplayer, które polegają w gruncie rzeczy na tym samym. Chodzi mianowicie o rywalizację na zasadzie 1vs1, 2vs2 i 3vs3. Możemy się tak pobawić z SI lub żywymi graczami w Sieci. Starcia polegają na tym, iż są dwie metody zwycięstwa – albo drużyna zbierze pięć artefaktów do wyznaczonego punktu, albo się wzajemnie pozabija. Na jednej z zaledwie pięciu dostępnych map rozlokowane są trzy punkty z odradzającymi się co jakiś czas artefaktami. Wtedy to musimy tam pojechać Support Cruiserem i zebrać je do wyżej wspomnianego sektora zbiorczego. Pomysł naprawdę ciekawy i daje trochę pola do popisu, ale danie do tego tylko 5 mapek to mały skandal. Na dodatek całość posiada system rankingowy, który praktycznie już jest martwy.

Jako że gra została stworzona na silniku Unity, to graficznych cudów się po niej nie spodziewajcie. Optymalizacja jest całkiem dobra, bo na moim staruszku całość działała w powiedzmy 30 FPS-ach przy prawie maksymalnych detalach, więc nie jest źle. Niestety jednak pod względem muzycznym jest dosyć kiepsko. Żaden motyw nie zapisuje się w pamięci – w sumie to nie jestem w stanie przywołać żadnej charakterystycznej nutki, co słabo świadczy o jakości utworów muzycznych. Można powiedzieć, że pasują do całości, ale nic więcej.

Homeworld: Deserts of Kharak to całkiem dobra gra, której jednak sporo brakuje, by zrównać się chociażby z jej pierwowzorami. Według mnie wiele zachwytów nad tą produkcją jest nieuzasadniona, a tytuł można polecić głównie miłośnikom serii i najbardziej wytrwałym graczom strategii, cała reszta może poczuć się zawiedziona. Sama kampania na 15-17 godzin to za mało, aby utrzymać się przy tej grze tak długo jak przy konkurencji.

Gra testowana na sprzęcie: