Dodatkowo, LEGO Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy prezentuje tendencję wzrostową - widać, że jest to temat najbliższy teamowi developerskiemu i to w nim najlepiej się czują. Bo to właśnie Gwiezdne Wojny, obok Indiany Jonesa czy Władcy Pierścieni zostały wyjątkowo dobrze odebrane przez krytykę, w przeciwieństwie do LEGO Marvel, ostatniego Batmana czy Jurassic World, będącymi niczym innym jak źródłem łatwego zarobku dla zespołu wykonawczego.

John Williams, panie i panowie!

Pierwsze co trafia w gracza to muzyka. Jak wszystko w grze, oczywiście na pełnej gwiezdnowojennej licencji, a więc spod batuty Johna Williamsa. Od menusów, poprzez huby, na misjach kończąc, jak nic innego pozwalają poczuć magię filmów. Filmów, bo ile trzon głównych misji odbywa się na fabule Przebudzenia Mocy, tak dodatkowe misje potrafią zahaczyć o pozostałe epizody, a jeżeli chodzi o roster dostępnych postaci, to tu już mamy do dyspozycji najpopularniejszych chłopków zarówno z oryginalnej trylogii, jak i prequeli. W nadchodzących DLC zapowiedziano rozszerzenie spektrum na postacie spoza filmów - można więc liczyć na bohaterów Star Wars: Rebels czy komiksów. Na dzień dzisiejszy grywalnych postaci jest 180 (nie wliczając ich różnorodnych wcieleń czy wersji), co jest liczbą działającą na wyobraźnię.

Każdy, jak zawsze, ma swoje indywidualne zdolności, pozwalające na pokonywanie przeciwności rozsianych na levelach. Poza standardowymi dla serii pociągnij/wskocz/wysadź/przeczołgaj się, zaimplementowano nowe mini-gierki dla droidów oraz możliwość budowania większej niż jedna obligatoryjna rzeczy z rozsypanych klocków. Wprowadza to lekkie zróżnicowanie w kolejności lub sposobie pokonywania misji, nie ma mowy o nieliniowości, bo cel pozostaje ten sam. Nowością jest też uproszczony cover system, podczas którego automatycznie namierzamy przeciwników. Dobry punkt wejścia dla młodszych graczy jako trening przed Gears of War. Bardzo miło zbalansowano stosunek łamigłówek do akcji i do sekcji zręcznościowych. Ani nie nudzimy się w bezruchu, ani nie eliminujemy wrogów w ilościach hurtowych. Jak to mówią: żeby życie miało smaczek...

Nie najdłużej, ale za to konkretnie

Gra nie należy do najdłuższych z serii LEGO, a to za sprawą materiału źródłowego, bo mamy tu do czynienia z historią opartą na jednym filmie, a nie jak to bywało poprzednio, na serii filmów (LEGO Marvel Avengers) czy też trylogii (LEGO Władca Pierścieni), a nawet kwadrologii (LEGO Indiana Jones 2). Misje w Przebudzeniu Mocy są jednak bardzo rozbudowane, nierzadko rozgrywają się na przestrzeni wielu miejscówek i są odpowiednio zróżnicowane. Rozbudowane sekcje latane w końcu pozwalają zasiąść za sterami najsłynniejszych statków podczas kosmicznych bitew - coś czego nie było nawet w Star Wars Battlefront. I nie nabijam się - misje te nie są umowne, responsywność zaskakuje, nie ma mowy o sztywności z podobnych sekcji z poprzednich gier. Mnogość zadań , filmowy chaos na ekranie i bezustanny świst laserów nie pozwalają się nudzić.

Jak zawsze, LEGO Przebudzenie Mocy obfituje w przeróżne znajdźki. Uprzednio złote klocki zbieraliśmy dla samego zbierania. Teraz, pozwalają one odblokowywać dodatkowe levele spoza filmowego kanonu. Pozwalają one spojrzeć głębiej w wydarzenia, bądź przedstawiają wydarzenia, na które w filmie zabrakło czasu. Zobaczymy więc w jaki sposób Han Solo upolował Rathtary, a także będziemy towarzyszyć Poe Dameronowi w odbijaniu admirała Ackbara w rąk Najwyższego Porządku. Ta ostatnia misja doskonale pokazuje jaką świadomą samej siebie jest ta gra - dużo mówiło się o tym, że fabuła Przebudzenia Mocy to kalka Nowej Nadziei. Co więc zrobił developer? Poszedł tym samym śladem, puszczając oko do gracza (i fana Gwiezdnych Wojen), w związku z czym ratowanie Ackbara w dużej części obywa się w... zgniatarce do śmieci - tej samej, z której droidy ratowały bohaterów właśnie w czwartym epizodzie. Takich nawiązań, rozbijania czwartej ściany jest więcej i stanowią one wartość dodaną dla fanów gwiezdnej sagi.

Oryginalne spojrzenie przez humorystyczny pryzmat

Gra obfituje w charakterystyczny dla siebie humor. Wyszukany humor dodajmy - sytuacyjny, słowny, wizualny - ale nigdy banalny czy prostacki. Postacie w grze traktowane są tak, ja byłyby widziane przez widza, a nie tak jak zostały przedstawione w kinie. Han Solo to stetryczały żigolak, któremu odpada peruka, a Kylo Ren to rozwydrzony emo-nastolatek wieszający w pokoju plakaty swojego idola. Admirał Ackbar w opisywanej wyżej misji w co drugim zdaniu używa ikonicznego już "it's a trap!", a jednym z przewijających się dowcipów gry są problemy Kylo Rena z mieczem. Niezwykle oryginalnie obserwuje się w to grze i poziom elementów komediowych w grze przewyższa jakością i wysublimowaniem większość hollywoodzkich komedii, nie mówiąc już o naszych rodzimych produkcjach. 

Gra, będąca jednym z nielicznych już, przedstawicieli platformówek, które ewoluowały w kierunku action-adventure, znakomicie poszerza znany już wszystkim wszechświat. Ukazuje background niektórych postaci i nazywa nawet te, które na ekranie raczyły pojawić się choćby na parę sekund. LEGO Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy, traktuje swój materiał źródłowy niezwykle poważnie, ukazane w niej misje i dodatkowe wydarzenia są gwiezdnowojennym kanonem, więc dla fanów uniwersum jest to nie lada gratka. Jeżeli jeszcze dodatkowo lubisz LEGO, wybór kupić czy nie kupić sprowadza się do wyciągnięcia portfela z kieszeni.

Wszystko gra, ale...

Przyczepić się mogę jedynie do nierównego designu - momentami, niektóre pojazdy wyglądają jak wycięte z drzewa, z nałożoną jedynie teksturą klocka LEGO. Innym razem (np. ścigacz Rey) wyglądają dokładnie tak samo jak z fizycznych zestawów LEGO dostępnych w sklepach. W dalszym ciągu szwankuje również kamera - w szczególności w co-opie. Od kilku dobrych lat nic się w tym temacie nie zmieniło - gra potrafi zablokować ruch kamerą w obrębie ekranu jednego z graczy w najmniej odpowiednim momencie. Z drugiej jednak strony, gra zyskała na przejrzystości, brak jest misz-maszu różnorodnych elementów na ekranie, które utrudniały rozgrywkę, jest bardziej intuicyjnie i przyjemnie. Gra jest również bardziej skondensowana - rozgrywa się na przestrzeni różnych hubów (Sokół Millenium pozwalający na własnej skórze poznać layout tego ikonicznego statku!), nie ma więc nudy i pustek ziejących z jednego, wielkiego otwartego świata, tak jak to miało miejsce na przykład w LEGO Hobbit.

Pomimo iż LEGO Przebudzenie Mocy nie oferuje dramatycznych zmian w sposobie rozgrywki, a nowe elementy można policzyć na palcach jednej ręki, tak zmiany, nawet te najmniejsze idą w dobrym kierunku. Jest płynnie, miło i przyjemnie. Statki kosmiczne idealnie reagują na polecenia graczy, świat i levele są ciekawie zaprojektowane i, co jest jednym z największych atutów, których brakuje w naszych czasach - gra jest doskonałym punktem wejścia w świat gier dla młodszego odbiorcy - śmierć jest tu umowna, nie można przegrać, gra jest jajcarska i zbudowana z LEGO - a czy jest lepsza zabawka dla dzieci w wieku przedszkolnym/wczesnopodstawówkowym? I jak zawsze ten sam hint - jeżeli macie problemy z przekonaniem waszej lepszej połówki do swojej pasji - nie możecie lepiej trafić! Mnie udało się już przy pierwszym podejściu do LEGO Star Wars: The Complete Saga blisko 10 lat temu. O losie, jak ten czas zasuwa, a człowiek dalej świetnie się bawi przy "dziecinnych" gierkach LEGO...

PS W grze występuje pełna polska lokalizacja (typowo średnia jakość - polecam oryginał + polskie napisy), a w wersji z oryginalną ścieżką dźwiękową powrócili znani z ekranu aktorzy, by dograć dodatkowe kwestie dla postaci.