Hitman Go jest protoplastą idei przyświecającej premierze Lary Croft: GO – czyli przeniesienia ikonicznej marki AAA do naszych kieszeni, w formie prostej prostej gry logicznej. Do naszej dyspozycji twórcy oddali aż 7 różnych miejscówek – 5 po 15 poziomów oraz 2 inspirowane „dużymi” Hitmanami po 8 etapów każdy.

Bez żadnego zbędnego wątku fabularnego przechodzimy do działania. Na początku powita nas skromny samouczek prezentujący podstawowe mechaniki zabawy, abyśmy się z nimi oswoili i poczuli pewniej później. Na plus trzeba zaznaczyć, że tytuł nie wysypuje się ze wszystkich asów na starcie, a raczy nas kolejnymi atrakcjami całkiem regularnie aż do samego końca.

W odróżnieniu od przygód pięknej pani archeolog, tutaj postawiono na jak największą prostotę graficzną, aby gra uruchomiła się nawet na bardzo słabym smartfonie. Dlatego też całość przedstawiono w formie planszówki, w której poruszamy się pionkami, a co za tym idzie podczas rozgrywki nie uświadczymy praktycznie żadnej animacji. Poza ruchem, zbijaniem i bardzo symbolicznym strzelaniem, nie ma tu kompletnie nic.

Na prawie każdym poziomie naszym celem będzie dojście z punktu A do B, czego musimy dokonać poruszając się po siatce połączonych ze sobą punktów, wykonując przy tym różne zadania poboczne. Przyjdzie nam zbierać walizki z dokumentami, oczyszczać teren z wszystkich wrogów (bądź nie likwidując nikogo) lub ukończyć etapu w określonym limicie tur. Przeszkadzać nam w tym będzie kilka rodzajów oponentów. Zwykli strażnicy gapiący się przed siebie, następni patrolujący jedną ścieżkę, obracający się w dwie strony narwańcy z nożami, panowie z groźnymi psami będącymi w stanie wyczuć nas z większej odległości, a nawet snajperzy czyhający na na nasze pojawienie się na linii strzału.

Oczywiście każdego z nich da się zabić lub wywieść w pole prostą sztuczką – rzucając kamieniem, puszką bądź kością w sektor będący w zasięgu jego słuchu. Jeśli tytuł jest sygnowany marką Agenta 47, to nie mogło tu zabraknąć przebieranek. W niektórych etapach czekać na nas będą stojaki ze strojami, które noszą nasi przeciwnicy. Gdy przywdziejemy pomarańczowy mundurek patrolującego ochroniarza, ten minie nas beznamiętnie, lecz jego koledzy mający inne barwy, rozpoznają w nas wroga i zlikwidują.

Wspomniałem również o „symbolicznym” strzelaniu. Otóż od czasu do czasu, dostaniemy możliwość podniesienia leżącej na podłodze broni – dwóch pistoletów lub snajperki – i z ich pomocą utorować sobie drogę. Jeśli weźmiemy oręż krótki, to wpakujemy kulkę w łeb maksymalnie czterem wrogom otaczającym dany punkt. Zaś karabinem długim, strzelimy w jedno z góry określonych miejsc, gdzie albo usuniemy stojącym na nim strażników, albo odstrzelimy posągowi nóżkę, a ten spadnie i zablokuje ścieżkę.

Na sporą pochwałę zasługuje projekt poziomów. Każdy z nich jest doskonale przemyślany i daje nam pewną swobodę działań, karząc nas za popełniane błędy w sprawiedliwy sposób. Ponadto lokacje są stworzone tak, aby przypominały postawioną na stole planszę do gry – są na niej figurki osób trzecich, imitująca wodę niebieska kostka, dekoracje, a czasem i jakieś domki, mieszkania, w których konkretne drzwi otwierają tylko konkretne klucze.

Graficznie jest jak jest. Na dużym ekranie ciosane modele aż kują w oczy, lecz tak po prostu miało być – symbolicznie, aby zadziałała nasza wyobraźnia, a co słabsze telefony były w stanie uruchomić grę. Jednakże biedoty muzycznej nie usprawiedliwia nic. Przygrywające w tle utwory, są tak nijakie i bezbarwne – na tyle, że ciężko w ogóle zwrócić na nie uwagę.

Jeśli lubicie pomyśleć podczas zabawy, to Hitman Go jest zdecydowanie pozycją dla was, jednakże odradzam jej ogrywanie na PS4. O niebo lepiej będziecie się bawić na PS Vita, bądź telefonach.