Ekipa studia InFramez postanowiła wymieszać ze sobą dobrze znane starszym wyjadaczom kosmiczne shoot'em upy, ze współczesnym widokiem zza statku tak, iż całość wygląda jak typowa gra przeznaczona na sprzęty mobilne. Identycznie jak w przypadku staroszkolnych side-shooterów, tak i tutaj fabuła ma najmniejsze znaczenie. Po króciutkim tekście informującym nas o pewnym kryzysie jesteśmy wrzucani w wir stopniowo rozkręcającej się akcji.

Gra została podzielona na 29 złożonych etapów, z których to wiele kończy się większymi bądź mniejszymi potyczkami z bossami. Podróżując przez rzekę asteroid, tunel międzygalaktyczny, otwarte gwiezdne przestrzenie, a nawet pofalowane kolorowe ścieżki, zetkniemy się z groźnymi laserowymi bombami, strzelającymi kulami, czy też elektronicznymi oczami wyrzucającymi miny.

Ponadto w poziomie 9, 19 i 29 zmierzymy się ze szczególnie śmiercionośnymi stworami – na przykład cybernetyczną głową potrafiącą uderzać językami i wydychać ładunki wybuchowe. Wszystko to odbywa się w wszechświecie, który wygląda jakby został wykreowany cyfrowo. Co prawda są plansze, w których unikamy wielkich meteorów, lecz pomiędzy nimi znajdujemy się w futurystycznych cyfrowych przestrzeniach – sprawia to dziwne wrażenie obecności w swego rodzaju matriksie. Szybki rzut oka na screeny nieco zobrazuje Wam moją myśl.

Dodatkowo jednym z czyhających na nas zagrożeń są wirusy komputerowe, które utrudniają nas sterowanie pojazdem, zasłaniają widok, bądź sprawiają, iż nasze pociski lecą nienaturalnym torem. Wszystko to potęguje wspomniane wyżej złudzenie. Jeśli zaś chodzi o naszą machinę zagłady, to jej funkcjonalność jest nieco ograniczona.

Do dyspozycji mamy tylko trzy rodzaje amunicji – zielone pociski o większej sile rażenia, czerwone o mniejszej mocy lecz lepszej szybkostrzelności oraz niebieskie wiązki świetlne. Do tego możemy jeszcze wykonać. szybki unik we wskazanym kierunku. Oczywiście na szlaku podboju kosmosu złapiemy trochę chwilowych wspomagaczy pod postacią kolorowych kulek do zestrzelenia. Dzięki nim zyskamy tarczę, kilkusekundową nieskończoną falę wszystkich broni, bądź natychmiastową regenerację życia. Niestety arsenał jest skromny, lecz ma to swoje solidne uzasadnienie w koncepcji Hyper Void. Tym co wyróżnia dzieło InFramez na tle konkurencji nie jest bezmyślne zabijanie, lecz wykorzystywanie naszej zręczności i szybkie podejmowanie decyzji.

Prawie wszystkie misje zaprojektowano tak, aby łączyły ze sobą satysfakcjonującą i wymagającą rozwałkę, a jednocześnie zmuszały nas do myślenia i masterowania naszego refleksu. Jedna z nich polega na bezszelestnym przemknięciu przez chmarę wrogów, gdyż najmniejszy strzał aktywuje je do działania, co wywołuje spiralę masowego zniszczenia. Inna zaś na przeleceniu przez obręcze z wyrwami, które z czasem mijamy coraz szybciej, by w końcu musieć na bieżąco wybierać odpowiednie pociski do wyrobienia sobie przejścia. Jeden błąd i lecimy od początku. Najciężej jest gdy do tego wszystkiego dołączają wybuchające plazmy, które przyczepiają się do nas wtedy, gdy wykorzystamy nie tę broń co należy.

Jedno jest pewne, Hyper Void nie wybacza błędów, lecz biorąc pod uwagę to, jaki gatunek reprezentuje, jest to zdecydowany plus tej produkcji. Kolejnym z nich jest naprawdę świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa, składająca się z aż osiemnastu utworów idealnie pasujących do ogólnej stylistyki dzieła InFramez. Mocne, rytmiczne elektroniczne brzmienia nadają całości jeszcze pełniejszego smaczku i klimatu.

Jedyną poważną wadą tej mieszanki jest wkradająca się monotonia, niekiedy frustracja, a także najzwyczajniejszy w świecie brak "tego czegoś", co zatrzymało by nas przed ekranem na trochę dłużej.