Fabuła przenosi nas w okolice poradzieckiej Europy Zachodniej. W grze kierujemy poczynaniami niejakiego Jacka Kellera.Sądząc po cut - scenkach, fabula jest opowiedziana w formie wspomnień i retrospekcji i to dzięki nim gra zyskuje na klimacie i fabule.

 

Scenki są bardzo dobrze wykadrowane oraz są kwintesencją gry. Smaczku dodaje fakt zatrudnienia prawdziwych profesjonalnych aktorów.

 

Z chwilą rozpoczęcia pierwszej misji od razu jesteśmy rzucani na głęboką wodę, a akcja od samego początku kręci się na najwyższych obrotach.Od razu zostajemy wpuszczeni w wir walki.Cały czas spędzony na przechodzeniu kolejnych etapów dzieli się pomiędzy dwie części: strzelanie i chowanie się przed strzałami przeciwników. I choć momentami może wydawać się to monotonne, skala i rozmach designu przez większość czasu nie pozwalają myśleć nawet o podstawowych czynnościach fizjologicznych.

 

 

Bronie są odzorowane rewelacyjnie.Gra oferuje karabin snajperski, karabin maszynowy oraz broń krótką i inne.Bohater może jednocześnie trzymać przy sobie dwie giwery, co w obliczu olbrzymiej przydatności każdego ich rodzaju czasami rodzi nie lada dylematy.

 

Kolejnym znakiem firmowym „Czarnego” miały być mapy o niespotykanym dotąd poziomie interaktywności, po brzegi wypełnione dającymi się zmasakrować elementami otoczenia.Rury gazowe, ciężarówki, kontenery, wreszcie służące nam (i przeciwnikom) za osłony skrzynie i cienkie kawałki ścian, wszystko możemy za pomocą serii z karabinu rozłożyć na czynniki pierwsze. I nie jest to tylko wizualny gadżet, jako że zazwyczaj właściwość tę wykorzystać da się w bardzo utylitarny sposób.

Rozgrywka może wydawac sie monotonna,Jednak gra tą zaległość wypełnia także ważną w całej branże gier wideo:grywalnością,

Dzwięki stanowią głównie huk wystrzałów czy krzyki naszych wrogów typu ,,atakują,atakują" ;-).Oprócz tych dźwięków muzyką do gier zajął się Michael Giacchino , który komponował już soundtracki do innych FPS - ów takich jak  Call of Duty czy Medal of Honor.Nie ma jej wiele, pojawia się wręcz rzadko. Raz, góra dwa razy w czasie misji, dokładnie na tyle, by popieścić tam, gdzie lubimy najbardziej.