Dylogia Final Fantasy X doczekała się już remastera na PS3 i PSV, którego recenzję możecie przeczytać tutaj. Nie chcąc więc specjalnie po raz kolejny powtarzać informacji o wszystkich aspektach gameplayu zapraszam Was do przeczytania recenzji Wojtka. Ja tymczasem skupię się głównie na wersji na PS4, która nie tak dawno trafiła na półki sklepowe.
 

Powstrzymać pradawne zło

Przypomnijmy, że w skład zestawu wchodzą zremasterowane odsłony Final Fantasy X i Final Fantasy X-2. Pierwsza z wymienionych gier choć bardzo liniowa oferowała naprawdę świetną historię opowiadającą losy Tidusa, gwiazdy lokalnego sportu przypominającego połączenie piłki nożnej z wodną. Podczas jednego z meczów jego świat zaatakowany zostaje przez tajemnicze monstrum zwane Sinem, które przenosi chłopaka 1000 lat w przyszłość – na Spirę. Drugą postacią niezwykle ważną dla całej historii jest Yuna, summonerka odbywająca pielgrzymkę po tajemniczych świątyniach, w których modli się o pokonanie Sina i zaprowadzenia na ziemi pokoju. W grze nie brakuje barwnych postaci, a z każdą godziną odkrywamy kolejne części układanki prowadzące do niezwykle poruszającego finału. Była to w mojej opinii ostatnia, tak dobra część słynnej serii autorstwa Sakaguchiego. 
 
Kontynuacja choć dała graczom znacznie większą swobodę w zwiedzaniu świata, dynamiczny system walki (Active Time Battle), oraz wprowadziła sporą ilość zadań pobocznych, fabularnie nie udźwignęła ciężaru pierwowzoru. Główną bohaterką jest tutaj „wyzwolona seksualnie” Yuna, która z dwoma przyjaciółkami (równie wyzwolonymi) stara się odnaleźć bohatera dziesiątki – Tidusa. Całość w opinii wielu fanów przypomina wirtualną odsłonę "Aniołków Charliego" i choć luźny klimat jest usprawiedliwiony fabularnie (akcja rozgrywa się po wydarzeniach z dziesiątki), to jednak cała intryga pod sam koniec zawodzi. FFX-2 psuje trochę obraz fajnie domkniętej i pozostawiającej pewne pole do interpretacji dziesiątki, choć gameplayowo naprawdę daje radę.  
 

Nie takie znowu brzydkie kaczątko



 
W kwestii oprawy już na PS3 składanka prezentowała się naprawdę atrakcyjnie. Na PS4 wygląda to jeszcze lepiej, ale nie ma już mowy o takim skoku jak w przypadku PS2 -> PS3. Drażnią wciąż powtarzalne do bólu sylwetki NPCów, uboga mimika twarzy oraz brak synchronizacji ruchu warg z wypowiadanymi kwestiami. Wciąż nie zostało to poprawione i w wielu momentach wygląda tragikomicznie. Na scenkach da się też zauważyć, że animacja postaci czy geometria obiektów mają już swoje lata i mogły zachwycać dwie generacje wcześniej. Z drugiej strony w porównaniu z wersją na PS3 modele postaci i wrogów są bardziej szczegółowe. Otoczenie zyskało na ostrości (lepsze tekstury), nie straszy już rozmazanymi tłami, a i efekty świetlne towarzyszące niektórym czarom wyglądają bardziej soczyście. Nie sposób też nie zauważyć lepszego cieniowania i nasycenia barw. Warto też dodać, że Square Enix w przeciwieństwie do Capcomu nie pozostawiło graczy z formatem 4:3 i zadbało o panoramiczny obraz, choć podobnie było na PS3 i PSV. Wymagało to nakręcenia niektórych cutscenek od początku z wykorzystaniem nowych ujęć kamer. Zamykając temat oprawy dodam, że FF X-2 prezentuje się na PS4 nieco lepiej niż FFX i wygląda w ruchu po prostu płynniej.  


Co w kolekcji piszczy




W niewielu kolekcjach HD da się wrócić z menu raz wybranej gry do ekranu tytułowego składanki. Tutaj jest to możliwe za pomocą znanego weteranom Fajnala triku - naciśnięciu wszystkich spustów oraz przycisku Option (dawniej Select i Start). A jeśli trafiliśmy już do menu to warto przypomnieć, że poza dwoma odsłonami gry są tu również ciekawe dodatki. Eternal Calm to filmik na silniku gry pokazujący co stało się pomiędzy FFX a FFX-2 skupiający się głównie na postaci Yuny. Z kolei Last Mission do dodatek do FFX-2 osadzony trzy miesiące po zakończeniu dylogii i będący tak naprawdę mini-gierką strategiczną (poruszamy się turowo po kwadratowych polach). Ostatnim bonusem jest audiodrama będąca swoistą zapowiedzią FFX-3, które jednak nigdy nie powstało. A szkoda, bo chyba wolałbym poznać dalsze losy Yuny i Tidusa (jakie by one nie były) niż oglądać perypetie nudnej Lightning. Oprócz tego dostaliśmy też wszystkie dodatki do obu gier znane wcześniej z wersji Intenational dostępnych w Europie (o dziwo Amerykanie dostali je dopiero teraz). W przypadku FFX jest to specjalna arena z subbossami oraz zaawansowana wersja Sphere Grid dająca więcej swobody w rozwijaniu postaci. Z kolei FFX-2 doczekało się Creature Creatora (szkolenie złapanych stworków), oraz nowych dressphere. 


To jeszcze trochę ponarzekam 




Nie byłbym sobą gdybym na koniec nie ponarzekał. Szkoda, że Squere Enix w wersji na PS4 w dalszym ciągu nie pozwoliło nam skipować filmików i scenek na silniku gry. Głosy postaci momentami przypominają, że była to pierwsza gra z serii, w której postacie przemówiły ludzkim głosem, ale akurat zatrudnienie ponownie tych samych aktorów w celu poprawy niektórych kwestii byłoby pewnie sporym problemem, więc wybaczam. Irytować mogą zbyt częste losowe pojedynki zwłaszcza w FFX, gdzie system walki jest bardziej statyczny i przewidywalny. Irytuje kamera, której nie można kontrolować wzorem współczesnych produkcji, ale by dać nam taką możliwość Sqaure Enix musiałoby przerobić całą masę lokacji ukazując je od strony, której nie byliśmy w stanie zobaczyć w pierwowzorze ze względu na statyczne ujęcia. Trochę szkoda, że deweloper olał też unikalne funkcje DualShocka 4. Touchpad mógł okazać się całkiem przydatny. 
 
Pochwalę za to dewelopera za to, że posłuchał graczy narzekających na zremasterowaną ścieżkę dźwiękową. Ta niestety nie każdemu przypadła do gustu i muszę przyznać, że ze mną było podobnie. Niektóre utwory dopakowano efektami, które niekoniecznie wpłynęły na lepszą jakość. Na PS4 możemy sobie wybrać czy chcemy załączyć oryginalne aranżacje czy skorzystać z nowych i zmieniać te ustawienia kiedy tylko chcemy. Na pokładzie znalazło się też oczywiście wsparcie dla trofeów oraz opcja Cross-Play pozwalająca przenieść stan gry z PS3 bądź PS Vita i kontynuować zabawę na PS4. Jest to więc jakby nie patrzeć najbardziej kompletna edycja gry.   
 
Jeśli mieliście do czynienia z remasterem FFX i X-2 na poprzedniej generacji konsol raczej nie ma sensu byście ponownie inwestowali w edycję na PS4. Nie znajdziecie tu zbyt wielu nowości by płacić trzeci raz za tę samą przygodę. No chyba że interesuje Was zgrywanie gameplayu i strzelanie fotek przyciskiem Share. Nie da się jednak ukryć, że dostajemy dwie świetne produkcje w cenie jednej, przy których można spędzić spokojnie ponad 200 godzin. Mi wystarczyło obejrzenie pierwszej sceny w Zanarkand, by znów rozkochać się w tym uniwersum. I podejrzewam, że u wielu z Was pojawią się podobne symptomy.