MLB 15 The Show dostałem do recenzji, ponieważ nikt z redakcji nie parał się, by odpalić tę grę na swojej konsoli i nikt w całej redakcji w życiu nie trzymał piłeczki baseballowej w łapach. To także moja kara za przekładanie deadline’ów (hej, niektórzy redaktorzy PSX Extreme też się ociągają z tekstami i wszyscy są zdrowi), więc bierzmy się do roboty, zanim Roger będzie musiał mi znowu przypomnieć, że recenzja sama się nie napisze.

Podchodzę do tej gry jako absolutny laik, który przed zagraniem spędził zdrową liczbę godzin w serwisie YouTube na oglądaniu filmików objaśniających zawiłości baseballu. Sport ten jest, oczywiście, szalenie popularny w Stanach Zjednoczonych oraz w Japonii. W Polsce natomiast główne zainteresowanie pada na same kije baseballowe, choć nikt u nas tego sportu nie uprawia. Baseball to sport o wiele bardziej skomplikowany od popularnej u nas piłki nożnej czy koszykówki, dlatego też pewnie nikt nie zadaje sobie trudu, żeby się zaznajomić z jego zasadami.
 
Co jednak może z miejsca docenić osoba przychodząca na mecz - lub ponosząca karę za przesuwanie deadline’ów - bez wiedzy o tej dziedzinie sportu? Atmosfera jest kluczowym elementem MLB 15 The Show, budowana przez żywe stado kibiców, składające się z indywiduów, a nie jednolitej masy, wylanej przez programistów na trybuny; wspaniale spisujący komentatorzy, z których ust będziemy słuchać pochwał lub podśmiewań na temat naszych zagrań, czy wreszcie sam niesamowicie miodny gameplay.
 
Ten przyszło mi docenić wraz ze stopniowym wdrażaniem się w zasady baseballu. Mocno upraszczając, rozgrywka sprowadza się do pojedynków pomiędzy miotaczem a pałkarzem, przy których zmieniamy się wykonywanymi rolami z drugą drużyną. Kiedy chwytamy piłkę w dłoń, odpowiadamy za rodzaj rzutu, miejsce, w które staramy się ją dostarczyć, siłę rzutu oraz celność, więc gra przekazuje w nasze ręce wszystkie możliwe aspekty miotania piłek. Odwrócenie stron, czyli przechodzenie między ofensywą i defensywą, to z kolei kontrola nad tym, gdzie poszybuje odbita kijem piłka, w jaki sposób ją uderzymy oraz zdobywanie kolejnych baz na boisku, by doprowadzić grę do końca. A te potrafią trwać naprawdę długo, jednak tej cechy baseballu, na szczęście, nie przeniesiono do gry.
 
 
 
Gra notuje nasze postępy w trakcie meczów i dynamicznie dostosowuje poziom trudności do tego, jak sobie radzimy na boisku. Zagrania kwitowane są nie tylko wzrostem paska doświadczenia, lecz także mało wymownymi grymasami zawodników i znacznie czytelniejszą gestykulacją.  Niczym w grach sportowych EA, część sportowców posiada swoje własne portrety, a z ekranu bije uderzające podobieństwo, jednak tak jest tylko z tymi najbardziej znanymi baseballistami i zdecydowana większość z nich kolosalnie różni się ilością odzwierciedlonych detali względem swoich pierwowzorów. Tworzy to pewien kontrast, bo zawodnicy mniej popularni od elity wyglądają, lekko mówiąc, mało okazale, a czasem nawet głupawo.
 
Podobne decyzje nie dotknęły na szczęście stadionów, ponieważ zostały pieczołowicie przeniesione do gry i znakomicie służą jako areny starć. Wachlarz trybów jest dosyć standardowy jak na tytuł o tematyce sportowej. Możemy rozegrać szybkie spotkanie, własnoręcznie pokierować drużyną, zagrać wyłącznie jednym zawodnikiem w Road to the Show i wynieść go na baseballowy piedestał, czy stworzyć własną drużynę z kart z wizerunkami graczy w Diamond Dynasty w swojej ułatwionej adaptacji Ultimate Team. W tym ostatnim pojawiają się oczywiście mikrotransakcje, jednak spokojnie da się obejść, nie wydając na nich kolejnych pieniędzy.
 
 
Z racji znikomego zainteresowania tytułem w Polsce produkcja Sony Computer Entertainment nie została zlokalizowana na polski rynek, co prawdopodobnie pozbawiło wydawcę jakichś pięciu sprzedanych egzemplarzy MLB 15 The Show w naszym kraju.
 
Jeśli rzygacie już kolejnymi odsłonami serii FIFA albo przejadło Wam się już granie w tradycyjne gry sportowe i nie boicie się sięgnięcia po dziedzinę sportu z niekoniecznie prostymi zasadami, to spokojnie  możecie sprowadzić sobie do domu MLB 15 The Show. Fani baseballu z pewnością będą wniebowzięci i nie powinni się zastanawiać nad zasadnością zakupu, a żółtodzioby w temacie będą zmuszeni nieco nadrobić.