Killer7, to owoc miłości legendarnego Shinjiego Mikami i kultowego, w pewnych kręgach, Goichiego Sudy. Każdy, kto choć trochę słyszał o tych Japończykach, na pewno zdaje sobie sprawę, że tworzone przez nich produkcje są poje*ane albo bardzo poje*ane (ej no, zachowajmy chociaż pozory ogłady). Nie inaczej jest z K7, który jest grą jedyną w swoim rodzaju. Nawet po blisko 10 latach od premiery trudno znaleźć coś, co zbliżyłoby się pod względem rozgrywki, czy przekazu jaki sobą reprezentuje. Trudno też jednoznacznie przydzielić go do jakiegoś gatunku, bowiem zrywa z oklepanymi schematami i nie podąża za trendami wyznaczanymi przez resztę branży. Najprościej jak się da: mamy do czynienia z dziwnym FPSem, gdzie kontrola postaci została ograniczona do poruszania się po, z góry ustalonych, "szynach". Nasza rola polega jedynie na wykonywaniu obrotu o 180 stopni i wskazania ścieżki, gdy dojdziemy do rozwidlenia. Przeciwnicy są dla nas niewidoczni i tym, co zdradza ich obecność jest maniakalny/szyderczy rechot (możliwe, że tylko ze mnie się śmiali). Gdy usłyszymy te rubaszne spazmy śmiechu musimy natychmiast przeskanować otoczenie i wycelować w słaby punkt adwersarzy. Do tego gęsto porozrzucano różne zagadki, których wykonywanie przypominało mi nieco rozwiązywanie zagwozdek z starszych odsłon Silent Hill. Pewnie przez to, że niejednokrotnie błądziłem po omacku i bluźniłem pod nosem, szukając na oślep rozwiązania (wysoce prawdopodobne, że było to spowodowane moim poziomem IQ, bo zagadki same w sobie nie są trudne). "7" w tytule nie wzięło się znikąd. Głównym bohaterem Killer 7 jest Harman Smith, który przewodzi syndykatem siedmiu zabójców. Jest on na tyle ciekawą postacią, że posiada zdolność przybierania osobowości innych członków. Każdy bohater dysponuje odmienną umiejętnością oraz bronią i tylko poprzez ich odpowiednie dobieranie utorujemy sobie drogę do ukończenia etapu. Przykładowo, Keade Smith podcina własne żyły i za pomocą tryskające krwi niweluje specjalne bariery, które blokują nam drogę. Coyote Smith potrafi dostać się w miejsca niedostępne dla innych postaci. Mask de Smith wykorzystuje tężyznę fizyczną i granatniki do niszczeniu popękanych ścian - i tak dalej. Brzmi banalnie i takie by było, gdyby tylko twórcy nie starali się usilnie wywołać u nas ataków epilepsji (o tym za chwilę) oraz maniakalnie zniechęcić do swojego dzieła. W normalnych shooterach celuje się analogiem prawym, dlatego też w Killer 7 obrano rewolucyjne rozwiązanie i celujemy gałką lewą - Czemu? Bo tak! Pewnie chciano sztucznie podnieść poziom trudność. Ewentualnie jest to efekt zażywania substancji psychoaktywnych, bo to, że twórcy je brali jest więcej niż pewne. Serio, wystarczy zobaczyć, jaką stylistyką cechuje się ów produkcja.



Surrealizm pełną gębą, okraszony wyobcowanym i enigmatycznym projektem poziomów oraz przeciwników. Groteskowość aż wylewa się z ekranu, a nieskrępowana cenzurą brutalność potęguję tylko i tak silne doznania na jakie wystawione zostaną nasze gałki oczne - w głównej mierze za sprawą jaskrawych i silnie kontrastujących barw. Trudno ocenić obiektywnie oprawę graficzną Killer 7, bo surowy cell-shading i niekiedy minimalizm otoczenia to zabieg artystyczny, który pewnie więcej osób odstraszy aniżeli przyciągnie. Pomijając obrany styl - strona czysto techniczna prezentuje się przeciętnie, żeby nie powiedzieć, miejscami słabo. Modele są kanciaste, niejednokrotnie natkniemy się też na rozmazane tekstury i tak jak pisałem - przez minimalizm trudno doszukać się większej ilości detali. Z kolei przez wszechobecne ekrany ładowania możemy dostać padaczki lub co najmniej oczopląsu, bo twórcy nękają nas za każdym razem jaskrawym i ruchliwym smużeniem ekranu, które autentycznie męczy wzrok. Na domiar złego, gra potrafi ładnie zwolnić przy niektórych etapach, co mocno utrudniało mi rozgrywkę. Pomijając te mankamenty, obrany przez twórców styl urzekł i oczarował mnie od pierwszych materiałów. No, ale ja to dziwny jestem i lubię dziwne gry, więc miejcie to na uwadze. Muzyka dopełnia psychodeliczny obraz całości i razem z scenami jakie przyjdzie nam oglądać tworzy po prostu wybuchową mieszankę obok której trudno przejść obojętnie. Wolniejsze utwory wzbudzające niepokój, przeplatają się z szybszymi, elektronicznymi kawałkami wyjętymi prosto z imprezy rave, które najprawdopodobniej skomponowano będąc pod wpływem LSD. Masafumi Takada wykonał świetną robotę i za pomocą swojej muzyki dopełnił halucynogenną oprawę graficzną.

Rzucę dwoma przykładami ze ścieżki dźwiękowej. Na pierwszy ogień idzie nuta przygrywająca w Pokoju Harmana - miejsce, gdzie zapisujemy grę.



Drugi kawałek jest natomiast najbardziej charakterystyczną melodią występującą na płycie z grą. Specjalnie na żądanie - Rave On, które często poprzedza potyczki z bossami. Dzikie bale, dzikie tańce. Nic tylko dać się porwać katatonii




Do tego momentu zapewne większość nie dotrwała, a i obstawiam, że już po ujrzeniu screenów wielu dało sobie spokój. Mogę więc spokojnie napomnieć o tym co w Killer 7 spodobało mi się najbardziej i sprawiło, że idiotyczne sterowanie i sztywna jak koński... ekhm... toporna rozgrywka zeszły na dalszy plan. Fabuła, która oczywiście do normalnych należeć nie może i mocno kojarzy się z twórczością Davida Lyncha. Nie zamierzam rzucać szczegółami historii, ale siłą rzeczy jeśli ktoś jest uczulony na wszelkie aspekty mogące zahaczać o przedstawioną problematykę, a zamierza się z K7 zapoznać (ta...), to ostrzegam i zalecam udanie się pod następnym obrazek. Scenariusz wymaga od nas silnego skupienia (a nawet dwukrotnego ukończenia fabuły) abyśmy wynieśli coś z treści, dlatego bardzo ubolewam nad faktem, że filmiki pozbawione są napisów i trzeba się nad wyraz dobrze wsłuchiwać w wymawiane kwestie. Mocno skupiono się na polityce przedstawiając nam wizję alternatywnego świata, gdzie największymi wpływami cieszą się dwie partie - UN (Zjednoczonych Narodów) i Japońscy Liberałowie. Symbolizuje to konflikt wschodu i zachodu. Zostajemy wrzuceni w sam środek niezłego bajzlu, a nasze akcje wyciągają na wierzch coraz to większą ilość brudów polityków. Odkrywamy też przy tym osobistą przeszłość Smithów. Z początku historia jawi się nam jako pozbawione sensu skoki narracyjne, ale im bliżej końca tym bardziej zaczynamy panować nad wytworzonym chaosem fabularnym i dostrzegamy, to co chciano nam przekazać. Gra porusza też mocne i kontrowersyjne kwestie. Psychiczne i fizyczne znęcanie się nad inwalidą oraz wykorzystywanie seksualne osoby niepełnosprawnej. Handel dziećmi i ich organami na czarnym rynku, zwieńczone lekkimi aluzjami dotyczącymi pedofilii. Dosyć jawnie przedstawia wizję terroryzmu skierowanego w stronę Stanów Zjednoczonych, a chyba nie muszę przytaczać jak bardzo US i A jest wyczulone na tym punkcie. Wszystko to i wiele więcej przekłada się na to, że jestem gotów pokusić się o stwierdzenie, że jest to jedna z bardziej złożonych fabularnie gier, jakie ostatnio przyszło mi ogrywać. Oczywiście wypełniona japońskimi dziwactwami, na które większość nie da rady przymknąć oka. Dobra, żartowałem - tak naprawdę wszystko sobie dopowiedziałem, a fabuła w tej grze nie istnieje.



                          "It's like flirting with fucking death itself..."

Dzięki Andrei za cytat. Nie sposób znaleźć odpowiedniejszych słów opisujących jak wygląda obcowanie z tym tytułem! Jest on enigmatyczny i na swój dziwny sposób pociągający. Z drugiej jednak strony trudno mi z czystym sumieniem polecić Killer 7 graczom, bo dobrze wiem, że doznania jakie ta gra oferuje ocierają się często o masochizm. Przynajmniej poniekąd było tak w moim przypadku. Wolałem podziwiać psychodeliczny świat aniżeli męczyć się miejscami z rozgrywką, która dosyć szybko zrobiła się monotonna. Nie zmienia to jednak faktu, że w przyszłości zamierzam do tej gry jeszcze wrócić. Warto się przemóc, bo opowiedziana historia jest naprawdę mocna i w pełni wynagradza te 15 godzin jakie spędzimy przy pierwszym podejściu... chyba, że przy którymś z rzędu ekranie wczytywania dostaniemy ataku padaczki i umrzemy. Wtedy... no, właśnie.

In the name of Harman...

Krótki apel - jest to moja pierwsza recenzja i wydaję mi się, że wybrałem dosyć trudny do opisania produkt. Miło byłoby usłyszeć od kogoś porady oraz uwagi.