Ponownie główny bohaterem jest  Isaac Clarke. W „trójce” ląduje na planecie Tau Volantis, gdzie znów musi zmierzyć się z nekromorfami (zmutowane ludzkie zwłoki), wrogim środowiskiem i obłędem. Nowość stanowi fakt, że towarzyszyć może mu John Carver – sierżant Earth Gov. Poprzez internetowy tryb kooperacji (drop in/drop out) będziecie mogli więc ratować świat wspólnie. Ma to na celu wzbogacić ukazywaną historię, ale szkoda, że nie można zagrać razem z kimś kto siedzi obok Was na kanapie. Ograniczenie pola widzenia dodatkowo potęgowałoby atmosferę strachu, w szczególności na małych telewizorach czy monitorach. W grze znalazły się również dodatkowe misje, do których dostęp uzyskacie jedynie z pomocą jakiegoś dobrego samarytanina lub samarytanki.

Człowiek pracujący

Od skromnych początków naszego inżyniera minęła długa droga. Teraz jest niczym niepowstrzymana maszyna do zabijania. A w związku ze zmianą arsenału, ma czym pracować nad rozczłonkowywaniem wrogów. Otóż, w Dead Space 3 możecie korzystać ze specjalnych stanowisk, które pozwolą stworzyć Wam broń od zera. Podczas eksploracji w Wasze ręce trafią elementy pukawek, a na „ławce” połączycie je w całość. Zasadniczą różnicę stanowi fakt, iż do dyspozycji możecie mieć tylko dwie sztuki,  aczkolwiek podwójne. Po zbudowaniu jakiegoś egzemplarza, w ramach alternatywnego strzału możecie podczepić inne rozwiązanie niosące śmierć. W praktyce nic nie stoi na przeszkodzie, by Plasma Cutter złączyć z Line Gunem. Możliwości jest wiele, ale jak dla mnie zabawa trwała kilkanaście minut, bo stworzyłem sobie na tyle wszechstronny zestaw, iż wystarczył mi przez większość czasu i eksperymenty nie były potrzebne. W związku z taką zmianą wprowadzono również uniwersalną amunicję, która pasuje do każdego typu broni. Możecie więc pożegnać się z kombinowaniem jak pomieścić wszystko w ekwipunku. Przez całą kampanię (na poziomie normal) ani razu nie zabrakło mi naboi. Wiem, że twórcy wprowadzili kilka trybów, które pozwalają na poczucie się jak pierwszej odsłonie, ale czy nie można było po prostu zrobić gry w stylu „jedynki”? Jasne, można to tłumaczyć wielkim finałem, zaprawą w bojach Isaaca, ale osobiście wolałem survival horror niż action horror. Nawet prozaiczny system zapisu został w pełni zautomatyzowany. Jeżeli w kolejnej odsłonie twórcy pójdą jeszcze dalej w strzelanie, świat gier straci bardzo wiele. Kwestią do dyskusji są nowe kombinezony. Tak naprawdę, żaden z nich nie przypadł mi do gustu, a na dokupywanie wdzianek szkoda było mi złotówek. Tak samo jak na mikrotransakcje pozwalające na kupno schematów nowych rodzajów broni.


Nasz dzielny wojak Clarke nauczył się również kilku nowych trików. Po pierwsze, od teraz jesteście w stanie wykonać szybki unik niczym komandor Shepard w Mass Effect 3, co ułatwia ucieczkę przed atakami wrogów. Po drugie, szykujcie się na chowanie za osłonami poprzez opcję kucania. Wiąże się to z nowym rodzajem wrogów, czyli Unitologami – banda fanatyków religijnych. Problem w tym, że ludzcy przeciwnicy są tępi niczym noże w sklepach „wszystko po 4,5 zł”. Isaac zdejmuje ich z łatwością. Ciekawostką są jednak sytuacje, w których żołnierze muszą skupić się na atakujących nekromorfach, a my możemy wyrżnąć tego kto przetrwa.

Pocztówka znad krawędzi

Przez około 30 procent gry znów będziecie zwiedzać klaustrofobiczne korytarze, ale twórcy pod tym względem przeszli samych siebie. Wszystko zostało dopracowane i wzbogacone o świetne drobiazgi. Dla przykładu, zwykłe drzwi mają teraz małe trybiki, które po uruchomieniu zamka zaczynają się kręcić i sypać iskrami – coś pięknego. A gdy scenariusz „wrzuci” Was na kosmiczne złomowisko na planetą przeżyjecie wizualne uniesienie. Jednak największe brawa należą się tym, którzy pracowali nad oświetleniem. Opad szczęki wywołał u mnie taki drobiazg jak światło padające z hełmu Isaaca, w kompletnie ciemnych pomieszczeniach, w kształcie diod w jakie aktualnie wyposażona jest jego maska – istny majstersztyk.

Prawdziwa uczta zaczyna się jednak, gdy wylądujecie na Tau Volantis. Lodowo śnieżna planeta stanowi genialną zmianę klimatu i lokacji. Zamiecie oczywiście ułatwiły twórcom pracę, bo nie trzeba było projektować odległych plenerów. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze i tak jak w pierwszej części można było dostać dreszczy od przemierzania klaustrofobicznych korytarzy, tak teraz również są one gwarantowane, ale z bardziej mroźnych powodów. W każdym razie uważajcie również na poruszający się śnieg. Jeśli znacie Coś Johna Carpentera czy Zamieć Dominica Seny, poczujecie się jak w mroźnym domu.


Podsumowując graficznie Dead Space 3 prezentuje się bardzo dobrze i nawet na pierwszy rzut oka dostrzeżecie różnicę w stosunku do poprzedniej odsłony. Wszelkie tekstury otrzymały zastrzyk jakościowy i niemal nie sposób przyczepić się do czegokolwiek. Po kilku pierwszych etapach od razu przypomniały mi się takie filmy jak Piąty element czy Pandorum. Za to sama kampania zajmuje satysfakcjonującą liczbę godzin. Nie spiesząc się i zwiedzając przygotowane lokacje licznik wskazał 20 godzin. Oczywiście kolejne trudniejsze poziomy odblokowują się po jednorazowym przejściu, by wydłużyć zabawę z grą, ale zanim wrócicie do tego świata będziecie musieli odpocząć od przesytu w naciskaniu na spust.

Czas na koniec

Pchnięcie rozgrywki jeszcze bardziej w stronę akcji jest może zrozumiałe, ale bolesne, bo duch Dead Space'a zostaje przykryty przez fruwające pociski i kończyny. Tym razem jest to survival horror, ale dla nekromorfów. Isaac przebija się przez potwory niczym czołg. Liczba przeciwników rośnie systematycznie wraz z postępami w kampanii, a mój poziom strachu opadał coraz bardziej. Sam finał wywołał u mnie jednak poczucie spełnienia i nie miałem wrażenia, że zostałem oszukany. Pamiętajcie jednak przy przeczekać napisy końcowe, bo potem czeka na Was mała niespodzianka.

Spodziewałem się więcej, ale Visceral Games nie zawiodło i w godny sposób zakończyło historię Isaaca, którego nie sposób nie polubić. Szkoda tylko, że studio zagubiło gdzieś pierwotnego ducha serii. Oczywiście stosowanie tych samych sztuczek trzeci raz z rzędu byłoby nużące i odtwórcze, ale twórcy mogli choć trochę osłabić sekcje strzelane albo przynajmniej utrudnić już na podstawowym poziomie. Trójka to bardzo dobra gra, w sam raz na samotne wieczory, gdy nikt nie usłyszy Waszego krzyku.

Grę do recenzji udostępnił sklep VipGamer z Lublina