Osobą, której być może udało się znaleźć odpowiedź na to pytanie jest  detektyw Castellanos. Wszystko zaczęło się od podjęcia akcji w sprawie rutynowego zgłoszenia z pewnego szpitala…

 

Historia i inspiracje

 

Po przybyciu na miejsce wiadomo już, że coś jest bardzo nie w porządku. Dookoła walają się ciała policjantów oraz personelu medycznego (pojawiają się pewne skojarzenia z początkiem Parasite Eve 2). Po sprawdzeniu zapisu monitoringu zostajemy zaatakowani przez tajemniczego jegomościa w kapturze i budzimy się… w rzeźni. Wisząc na haku niczym mięso czekające na obróbkę, otoczeni worami, z których skapuje czerwona posoka (niektóre nawet podrygują niemrawo). Wtedy pojawia się on – wielki, spasiony rzeźnik o fizjonomii Frankensteina skrzyżowanego z bohaterem Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną.

W tym momencie bohater dochodzi do wniosku, że to najwyższy czas, aby brać nogi za pas i po buchnięciu „ślicznemu” pęku kluczy – zaczynamy naszą podróż po piekle czyjegoś wynaturzonego umysłu.

The Evil Within miał być antidotum na skostnienie gatunku jakie dręczy gry „horrorowe” już od jakiegoś czasu. Czy nadszedł mesjasz, który przeprowadzi horrory, niczym Mojżesz, przez Morze Czerwone do ziemi obiecanej ? Nie, ale Shinji Mikami stworzył niezwykle zjadliwe danie. Niczym krwisty stek - zachęca nas do sięgnięcia po kolejny kęs.

 

Podczas przygody z TEW nie będziesz na granicy stanu przedzawałowego i nie będziesz się bał zajrzeć do lodówki. W takim sensie gra straszna nie jest. Jednakże ma do zaoferowania coś co równoważy ten brak. Klimat… Gęsty, mroczny, czarny niczym smoła, który trzyma w napięciu przez niemal całą grę i nigdy nie pozwala Ci się zbytnio rozluźnić.

 

Jeżeli chodzi o sam mechanizm rozgrywki, to osoby które są obeznane z serią Resident Evil poczują się w TEW jak w domu. Nawiązań do serii jest cała masa – szczególnie do części czwartej oraz 3.5 (to ta, której nie udało się wyjść na światło dzienne, ale w sieci pojawiły się filmy wideo i obrazki). Mamy tutaj standardowy dla nowszych Residentów widok „zza pleców” + lekko rozwinięty system celowania z 4. Mikami puszcza oko do fanów serii praktycznie przez całą grę, nie zapominając o finale. Miałem tam taki moment zastanowienia w oczekiwaniu na pojawienie się pewnej rzeczy - nie zawiodłem się i uśmiech na twarzy rozkwitł automatycznie.

 

Ustrzelić potępieńca nie jest rzeczą prostą

 

Na naszej drodze natkniemy się na wiele paskud, których wygląd potrafi przyprawić o gęsią skórkę, a także stoczymy szereg walk z wymagającymi bossami. Ich design czerpie garściami z japońskiej kultury (zarówno tradycyjnej jak i pop), a same starcia są wymagające, ponieważ każdy z nich ma swoje słabe punkty, które trzeba odkryć, aby wyjść z całej kabały zwycięsko. Nim odkryjemy piętę achillesową potwora - zginiemy nie raz.

 

A jak wypada  typowe mięso armatnie? Nienajgorzej, bo powalczymy z różnymi wariacjami "opętanych", stworów które były kiedyś ludźmi, ale teraz przypominają ofiary zabaw Jigsawa rodem z serii Piła. Różnica w tym, że oni żyją i są bardzo agresywni.

Wspomniałem o bossach, ale mamy tutaj także możliwość zmierzenia się mini-bossami. Wrócił m.in. odmieniony psychol z piłą mechaniczną (RE) i jest on niebezpieczniejszy niż kiedykolwiek.

 

W walce z tą całą hałastrą posiłkować będziemy się nie tylko naszą bronią główną (o której przeczytacie więcej poniżej), ale także pułapkami, które zostały zastawione w wielu miejscach lokacji. Można je co prawda rozbroić, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać je przeciwko ścigającym nas potępieńcom. Ściągnięcie grupki pod kabel podłączony do ładunku wybuchowego? Jasne, czemu nie. Kombinować warto, bo  jest to przydatne dla przeżycia. 

Ciekawym udogodnieniem jest możliwość podpalenia leżących przeciwników poprzez rzucenie zapałki na delikwenta. Wrogowie są strasznie łatwopalni w TEW i słaby płomyk wystarczy, aby zmienili się w żywe pochodnie. Jest to dobry sposób na oszczędzanie amunicji. Przykładowo mamy przeciwko sobie chmarę potępieńców. Strzelamy więc do nich z shotguna i kiedy paru z nich padnie, podbiegamy i zapalamy - reszta złapie ogień od "głównego podjaranego", a tym samym zaczną machać rękoma i wić się w agonii, by chwilę później wrócić do piekła, z którego wypełźli. Niektórych przeciwników można się pozbyć zanim jeszcze wykryją naszą obecność. Spora ich część ma tendencję do udawania umarłych (ewentualnie ucinają sobie drzemkę). W trybie skradania możemy podejść do śpiocha na tyle blisko, aby rzucić w niego zapałką. 

Tryb skradania jest przydatny w paru miejscach, ale spodziewałem się, że będzie stosowany zdecydowanie częściej. Widać, że twórcy nastawili się jednak na otwartą konfrontację, zamiast na ciche wykańczanie wrogów z cienia.

 

Uzbrojenie oraz system ulepszeń

 

W TEW uzyskamy dostęp do szeregu broni, które ułatwią nam podróż po niebezpiecznym świecie gry. Zaczynając od zwykłego rewolweru, przez kultowego shotguna, a na kuszy z różnym zestawem bełtów kończąc. Ta ostatnia broń jest o tyle ciekawa, że amunicję do niej możemy tworzyć z części, które znajdziemy przeszukując lokacje (schowane w biurkach, szufladach, szafkach itd.) lub rozbrajając pułapki i z nich pozyskując potrzebne elementy. Bełty do kuszy mają różne właściwości - jedne zamrażają, inne rażą wrogów prądem, a jeszcze inne wybuchają przy kontakcie z celem. Zabawa kuszą jest całkiem przyjemna i o amunicję do niej nie jest tak ciężko, jak do broni palnej. No i kusza ma jedną, bardzo ważną zaletę - nie przyciąga uwagi przeciwników hałasem. Tutaj mała wskazówka - oszczędzajcie amunicję do broni palnej, bo jest jej naprawdę niewiele i bardzo łatwo znaleźć się w przysłowiowej zupie.

 

W grze zaimplementowano system ulepszeń (umiejętności oraz broni) przy użyciu zielonego żelu (nazywany przez niektórych glutem). Zielone paskudztwo możemy wydać na, przydatne dla głównego bohatera, ulepszenia, których w grze jest całkiem dużo. Mamy możliwość zakupić większe pojemności magazynków, wzrost obrażeń zadawanych daną bronią, dłuższy czas sprintu, czy więcej punktów wytrzymałości - zwiększających nasze szanse na przeżycie. To oczywiście zaledwie namiastka wszystkich ulepszeń i przy pierwszym przejściu gry z pewnością nie damy rady wymaksować 100% zdolności. Zielony żel rozsiany jest po zakamarkach lokacji, więc warto trochę pomyszkować. Najwięcej substancji uzyskamy po pokonaniu bossa. 

 

Fakt, że wraz z postępami w fabule i pozyskiwaniem coraz większych ilości zielonej substancji stajemy się mocniejsi, nie zmienia jednej rzeczy – będziemy ginąć i to często. Gra nie należy do łatwych i bezwzględnie karze za błędy (mój wynik po ok 30 godzinach = 160 zgonów). 3-4 celnie wymierzone ciosy od wroga lub jeden od bossa i przechodzimy do krainy wiecznych łowów (większość bossów może nas "one-hitnąć"). O dziwo jednak, nie prowadzi to, do większych frustracji, ponieważ osobiście wiedziałem, że padłem z powodu własnej nieuwagi bądź głupoty. Trzeba po prostu uważać co się robi i nie szarżować zbytnio. 

 

Krew z oczu, krew z uszu.

 

W kwestii oprawy AV mogę się wypowiadać wyłącznie pozytywnie. Oczywiście jak to bywa  w przypadku cross-genów - nie ma co liczyć na urwanie tyłka patrząc na grafikę.  Jest dobrze i tylko dobrze. Nie jest to z pewnością najwyższa półka, wyciskająca ostatnie soki z nowych konsol, ale nie ma też odczucia rozczarowania. 

Na osobną uwagę zasługuje oprawa dźwiękowa. To właśnie ona, w dużym zakresie, wpływa na gęsty i mroczny klimat TEW. Przede wszystkim utwory robią ogromne wrażenie - elektronika spotyka się tutaj, w swoistej mieszance, z masą niepokojących i bardzo psychodelicznych dźwięków. Jest ciężko i to bardzo. Czułem się przytłoczony z każdej, możliwej strony, a grając w nocy ze słuchawkami na uszach wsiąkałem w ten chory świat z każdą kolejną minutą. Nawet spokojniejsze partie muzyczne niosą za sobą jakiś zwiastun nieuchronnego zagrożenia. Zwodniczo piękna partia fortepianu przytępiała zmysły i czujność, próbując mi wmówić, że oto znalazłem bezpieczną przystań i nic mi w niej nie grozi. Bylebym uległ i nie martwił się złem świata, z którego uciekłem na krótką chwilę. 

 

Podsumowując - The Evil Within jest w mojej opinii bardzo dobrym horrorem, który nie stara się wymyślać gatunku na nowo, ale utrwala swój odcisk na tej ścieżce. Jeżeli szukacie wymagającej gry pod względem poziomu trudności, z fajnym systemem ulepszeń, typowo "japońskimi" przeciwnikami i gęstym klimatem podlanym hektolitrami krwi - to jest zdecydowanie tytuł dla Was. Polecam z czystym  sumieniem.