GRAFIKA czyli RĘKA, NOGA, MÓZG NA ŚCIANIE

Gra ma ciężki klimat. Od początku do końca, ilość krwi, flaków, mózgów i innych wnętrzności, stanowczo przewyższa średnią krajową. Czyli jest to, co tygryski lubią najbardziej ;) W grze zastosowano format kinowy, czyli 21:9. Krótko pisząc, towarzyszą nam, nawet podczas gry, dwa czarne pasy u dołu i na górze ekranu.

Na początku pogłupiałem i szukałem ustawień w opcjach.

Nie znalazłem ;)

Zamierzony zapewne, efekt filmowości, udał się słabo. Nie po to mamy telewizory FHD 16:9, aby grać na ich części. Po pewnym czasie idzie o tym zapomnieć, zwłaszcza w ciemnym pomieszczeniu (kto gra w horror w jasnym?:), ale niesmak pozostaje.

Technicznie szału nie ma. Grafika jest dobra, ale reklamówką current genów, raczej nie zostanie.

Dalej jest już jednak lepiej. Lokacje są pięknie obleśne, nieprzyjazne i zróżnicowane. Zwiedzamy miejscówki klasyczne dla horrorów, wykonane z należytą dbałością o design. Jest tajemniczo, strasznie i co najważniejsze, jest chęć eksploracji. Efekty cząsteczkowe, oświetlenie i animacja obrażeń wrogów (chodzi mi głównie o poetycki niemal sposób, rozpadania się ich mózgów, w wyniku naszych strzałów:) są naprawdę BARDZO udane. Czuje sie, że bierzemy udział w rzeźni i ciągle mamy ochotę na więcej.

Projeky wrogów są odjechane, a widziałem już nie jedną grę z zombiakami. Gra w aspekcie wizualnym nie zawiedzie więc, żadnego fana horrorów. Czuć atmosferę residenta, zwłaszcza residenta 4, a to akurat bardzo pozytywne odczucie ;) Są tajemnicze miejscówki, zombiaki pierwszej klasy, JEST DOBRZE.

GAMEPLAY czyli BRUNET WIECZOROWĄ PORĄ

TEW jest horrorem akcji. Przytłacza wnętrznościami, krwią i brudem. W sposób wyrafinowany straszy rzadziej. Fajne patenty, typu ruszające się przedmioty, niewidzialni wrogowie itp., też jednak uświadczymy.

Mamy więc nastawienie na walkę o przetrwanie, w obleśnym nieprzyjaznym środowisku, z dodatkiem bardziej wyrafinowanych patentów straszących.

Gra jest japońska. To widać słychać i czuć. Ma zalety i wady które znamy już od czasów RE3. Sterowanie nie jest intuicyjne. Na początku sposób chodzenia głównego bohatera, rozbawił mnie do łez (podskakuje  jak zajączek na wielkanoc ;).

Podnoszenie przedmiotów to też prawdziwy horror. Kamera pracuje często z wybujałą fantazją. Jest czerstwo. Animacja podczas walki przy użyciu przedmiotów, czy też podczas rozwalania skrzyń, w poszukiwaniu znajdziek, jest bardzo toporna. Mechanika gry utudnia te, częste przecież czynności. Stoi skrzynia, chcę ją rozbić, a trafiam w powietrze...próbuję drugi raz, to samo. W końcu wściekły sięgam po pistolet:) Na szczęście strzela się w tej grze dość wygodnie. Mam znajdźkę ze skrzyni! Hura!

Ogólnie nie ma jednak wielkiej tragedii, a po jakimś czasie, można przyzwyczaić się do mechaniki tej gry i czerpać już tylko, przyjemność z eliminacji zombiaków. Jest to stara szkoła, po liftingu do obecnych standartów. Czasem lifting bardziej, a czasem mniej udany ;)...

Strzela się jak wspomniałem, wygodnie i przyjemnie. Mamy różne rodzaje broni  i każdy z nich powoduje bardzo plastyczne obrażenia na ciałach wrogów. Headshoty, to jak wspomniałem, czysta poezja. Mózgi w fontannach krwi rozpryskują się we wszystkich kierunkach, oblepiając wszystko, czasem nawet bohatera, gęstą mazią ;)

Postać można upgradeować w bardzo oryginalny sposób - na krześle elektrycznym ;) Kosztuje to jednak odpowiednią ilość esencji, rozrzuconej po miejscówkach.  Zbieramy ją, zamkniętą w słoikach i możemy cieszyć się potem, przypalając się na krzesełku ;)

Drzewka umiejętności są udane, dają realne korzyści podczas gry. Możemy powiększać parametry broni i samego bochatera. W tej dziedzinie jest naprawdę bardzo dobrze.

Grę można (trzeba:) przechodzić wielokrotnie. Po ukończeniu dość długiej kampanii dostajemy bonusy, możemy spróbować wyższych poziomów trudności itd. Na czas zabawy, tak czy siak, marudzić nie można.

Mimo wad technicznych, gra się bardzo przyjemnie, bo mamy nieodpartą ochotę brnąć w ten chory świat.

FABUŁA czyli OPOWIEŚCI Z KRYPTY

Historia jest pokręcona, jak na japońską przystało.  Kojarzą mi się klimaty Shadow of the Damned, Silent Hilla, ale przedewszystkim, oczywiście Residenta. Oprócz "gupiej" rzeźni i straszenia flakami, gra posiada "momenty" z wyższej horrorowej półki. Nie chce zdradzać, ale parę twistów czso-przestrzennych, czy poprostu poczucie dezorientacji, nie raz was nawedzi podczas eksploracji. Oskara za fabułę nie będzie, jest jednak naprawdę zacnie. Zwłaszcza że jest to horror akcji, a te oprócz wnętrzności, nie zawsze serwują coś więcej.

PODSUMOWANIE czyli DZIŚ SAM JESTEM DZIADKIEM

Dziś sam jestem dziadkiem (rocznik 77;), więc cóż mógłbym dać mojemu wnuczkowi?

-shotguna w łapę ! i wskazówki, co się robiło z zombiakami za "moich czasów";)

Grę docenią przede wszystkim weterani. Będzie to dla nich "powrót do domu", w najlepszym wydaniu. Poczują się jak u siebie. Jednak młodsi, być może przede wszystkim oni, powinni dać szansę tej grze. Przekonają się, jak to było za dziadków czasów ;) Może odnajdą w tej starej szkole, coś nowego dla siebie, coś czego często ze świecą szukać, w dzisiejszych grach- FUN.

Ten charakterystyczny japoński feeling, wygładzony do europejskich standartów, tworzy z TEW naprawdę udane combo. 

Gra przypomni Ci czasy RE4. Zagubienie w psychodelicznej wiosce, bezdroża leśnych ostępów i zombiaki, które aż proszą się o eksterminację (patrz zdjęcie powyżej;).

Wady wymienione wcześniej, nie odebrały mi przyjemności z gry, ani na moment tej odjechanej przygody. Stąd tak wysoka ocena. Zdaje sobie sprawę, że to nie jest gra do szpanu. Ma sporo usterek.

Od pierwszej sekundy, złapie Cię jednak chęć przeżycia, poznania, oraz eliminacji zombiaków ;) i nie puści aż do napisów końcowych.  Tą grę równie dobrze się ogląda, co w nią gra. Moja najukochańsza Żona (całuski Aguś) towarzyszyła mi w charakterze widza, dopingując i chłonąc cięzką atmosferę tego świata, od początku do końca. Mimo iż moja małżonka jest graczem i nie stroni od wspólnych sesji przed konsolą, to uważam że jej zaangażowanie podczas seansu TEW, jest świetną, dodatkową rekomendacją tej produkcji. 

Szukasz technologicznego dzieła sztuki, działającego płynnie i bezbłędnie?...

To nie będzie gra dla Ciebie.