Można złośliwie powiedzieć, że seria Sly Cooper zawsze znajdowała się w CIENIU gier pokroju Crash Bandicoot, Rayman czy Spyro. Może to wynikało z faktu mniejszego rozgłosu, a może z tematyki gry nastawionej na skradanie. Niemniej jednak błędem jest stawianie Sly'a jako pozycji 2 ligowej średniawki,w którą można zagrać od niechcenia.
Od pierwszego tytułu wydanego na ps2 po kolejne gra prezentowała się znakomicie za sprawą świetnie zrealizowanego cel-shadingu, interesującej plejady postaci a przede wszystkim miodnego gameplayu.
Tym razem czwarta odsłona serii wydana została na ps3 a co za tym idzie? Technologicznie gra może rozwinąć skrzydła i pokazuje to od pierwszych spędzonych minut, ale o tym za chwilę.
 
 
Historia zaczyna się zaraz po zakończeniu wydarzeń z trójki, gdy będący całym mózgiem zgranej ekipy żółw Bentley opracowuje maszynę do podróży w czasie.
Pech chciał, że ściśle tajna księga Thievius Raccoonus ukrywająca wszystkie sekrety złodziejskiego fachu w tajemniczy sposób traci kolejne wpisy. 
Drużyna wyrusza w podróż do przeszłości aby dowiedzieć się co jest przyczyną tak zaistniałej sytuacji zmanipulowania czasem, przy okazji poznając przodków głównego bohatera - Sly'a Coopera.
Tak wypada dość ciekawa, ale nie porywająca fabuła, która notabene w platformówkach nigdy nie błyszczała i uznawana była jako dodatek do wszechobecnego skakania, zbierania i...skakania :)
To co rzuca się w oczy przy pierwszym zetknięciu z grą to iście kreskówkowe kadry ukazywane w filmikach przerywnikowych a następnie ostra jak żyleta grafika korzystająca z uroków technologii cel-shading. Po prostu bajka!
 
 
 
 
Każdą misję zaczynamy w kryjówce, w której zamieszkują starzy znajomi jak i nowo poznani przodkowie. W starych znajomych mam na myśli przemądrzałego, perfekcyjnie planującego żółwia Bentleya, który nie dosyć, że porusza się na odrzutowym wózku inwalidzkim to ma banię pełną gadżetów. Hipopotama Murray'a, który równie dobrze może być baletnicą jak i wrestlingowym zakapiorem, pełniący funkcję chodzącego czołgu, który wiecznie jest głodny. No i samego Sly'a Coopera , szopa złodzieja odgrywającego pierwsze skrzypce tej opowieści. Dochodzi jeszcze Carmelita Fox i 5 przodków Sly'a z różnych epok. 
Przed każdym wypadem z kryjówki możemy wybrać postać, którą chcemy zagrać aby wykonać misję z osi fabularnej lub do swobodnej wycieczki krajoznawczej po obszernej miejscówce. Kryjówka skrywa również zdobyte skarby, listę umiejętności  do rozwijania bohaterów, opis strojów, mini-gierki i statystyki każdej z zaliczonych misji. Każdą z tych sekcji opiszę jednocześnie omawiając rozgrywkę, więc nie bój żaby o niedoinformowanie z mojej strony ;)
 
 Niczym w rasowych skradankach dzielny szop może również przebierać się jak w Hitmanie, chować do pudła niczym w MGS'ie i używać noktowizora ala Sam Fisher. No dobra poniosła mnie fantazja :)
Wszystkie misje ograniczają się do podobnego schematu działań. Wychodzimy z kryjówki, podążamy za punktem docelowym a następnie wykonujemy zlecone nam zadanie. Raz dana misja jest w odrębie mapy, a raz jako osobna miejscówka zamknięta. O ile w zadaniach ,,mapowych'' występują takie akcje jak szpiegowanie, zbieractwo czy zaliczanie odpowiednich checkpointów to w zadaniach w zamkniętych miejscówkach głównie omijamy zabezpieczenia podążając do finalnego celu.
 
 
Zarówno miejscówki jak i misję są przemyślane, w miarę rozbudowane a co najważniejsze różnorodne. Do dyspozycji mamy kilka postaci z cechami, które sprawiają, że rozgrywka nabiera odmiennego podejścia. Sly i przodkowie to odpowiednie użycie umiejętności specjalnej, Murray stworzony został do walki, a Bentley działa sprytem hakując urządzenia wszelakiej maści.
Co najważniejsze w każdej kompilacji gra się przyjemnie, a mnogość atrakcji sprawia, że nuda odchodzi w zapomnienie.
Wytrenowanie zmutowanego przodka przez Murraya poprzez nawalanie maczugą pingwiny? lub wyścig na kuli więziennej Sly'a w slalomie między wybuchającymi beczkami. A może taniec brzucha Carmelity jako odciągacz wzroku strażników w postaci QTE, robienie zdjęć ważnych obiektów przez szopa i sterowanie autkiem, który ma wyśledzić osobę do tajnej kryjówki. Jest co robić!
 
 
 
 
Osobną uwagę należy poświęcić systemowi skradania i zdobywanym umiejętnościom. Sly za pomocą trzymanej w ręku laski, może powalać przeciwników jak i sprytnie wykradać kosztowności za plecami niezorientowanych gogusi. Przy tym ważne jest aby zakradać się ,,na palcach'', aż do czasu gdy odblokujemy umiejętność cichego sprintu. Poza skakaniem na odpowiednio zaznaczone niebieską poświatą elementy typu liny, dachy, rynny, gzymsy, tory kolejowe (można nimi jechać!) możemy spadając otworzyć spadachron lub odbijać się o ,,trampolinowe'' obiekty. Niczym w rasowych skradankach dzielny szop może również przebierać się jak w Hitmanie, chować do pudła niczym w MGS'ie i używać noktowizora ala Sam Fisher. No dobra poniosła mnie fantazja :)
 
 
U żółwia Bentleya cechą charakterystyczną jest hakowanie. Jest ono przyjemne, ale na dłuższą metę powtarzalne i proste. Opiera się na kilku zadaniach, w których raz jeździmy czołgami niczym w Tank na Pegasusie, raz sterujemy kulą do punktu przechylając pada a raz prowadzimy odstrzał superBentleyem do wszędobylskich wirusów. I tak na prawdę ostatnią z gierek można uznać za udaną koncepcję. Hipciowi zaś trafiają się niemal zawsze młócki z wrogimi jednostkami z małymi wyjątkami. Dobrze, że postać ta jest mało eksloatowana, jedynie dodając  grze slasherowatego smaczku. jeśli można nazwać skok na brzuchu combosem...
 
Sama strona wizualna jest bardzo szczegółowa rysunkowo-bajkowa cellshadingowa w mordę kolorowa! Że tak powiem niczym rapujący miś w grze :)
Miejscówki w nextgenowym tytule są dość małe, ale wystarczająco duże aby szybko zapamiętać wszystkie zakamarki. Każda wyróżnia się inną epoką a moim faworytem jest westernowa kraina z przejeżdzającą ciuchcią na którą można wskoczyć i przy tym szybko przemieszczać się po mapie. Levele są wykonane wręcz idealnie z masą płynnych przejść z jednego budynku na drugi, aby bezszelestnie zaskoczyć przeciwnika z góry za jego plecami. Na ów mapach rozsiane są wszelakie znajdźki, które kolekcjonując w 100% ulepszamy zdolności drużyny w Thiefnecie lub odkrywamy mini-gierki w kryjówce. Za ukryte maski mamy dostęp do alternatywnych strojów, więc warto je zbierać.
Szkoda jedynie, że niektóre są ukryte w misjach a nie w krainach, ale cóż...więcej powtarzania tego samego= sztucznie przedłużany czas gry.
 
 
Plejada wrogów przypadła mi do gustu, szkoda jedynie, że zachowują się podobnie i poza wyglądem/animacją nic ich nie odróżnia. Mają jednak jedną wspólną cechę...a mianowicie ŚLEPOTĘ. Przymknąć można oko tylko ze względu na komediowo-bajkową tematykę gry dla dzieci, ale moment w którym jestem kilka metrów przed przeciwnikiem a nie widzi mnie tylko dlatego, że nie jestem w promieniu latarki zakrawa na kpinę. Podczas alarmu też szybko można dać dyla, więc poziom trudności jest niski. Rażącą kwestią są również respawny przeciwników na mapie, ale to już jest bardziej zrozumiałe, bo nie chciałbym po 20 minutach łazić po pustej miejscówce.
Każda misja w danym terenie kończy się walką z bossem, który przewija się w opowieści nie raz. Walki z nimi są ekscytujące i przemyślane, przypominają te z drugiej i trzeciej części Crasha Bandicoota, więc jest dobrze.
 
 
 
 
To co polubiłem w tej grze to humor i luźne podejście. Zarówno wykonywane misje są z przysłowiowym jajem, jak rozmowy przez codec między bohaterami. Misja przemalowania plakatów szeryfa ośmieszającego jego postać, czy komentarz przodka z epoki sindbada o rock & rollu, że też nie przepada za rokowaniami i rolkami moze sprawić banana na twarzy. Nie psując jednak zabawy w odkrywaniu co lepszych postaci i gagów zaprzestanę na tych przykładach. 
W kwestii wizualno-dźwiękowej jest bardzo spójnie i poprawnie. Nie ma mowy o doczytywaniu się tekstur, czy niewytłumaczalnych bugów. Sama strona wizualna jest bardzo szczegółowa rysunkowo-bajkowa cellshadingowa w mordę kolorowa! Że tak powiem niczym rapujący miś w grze :)
ścieżka dźwiękowa dobra, lecz w niektórych momentach mało charakterystyczna.
I jak to bywa w naszych rodzimych lokalizacjach w sferze animacji i kreskówek, dubbing postaci wypada bardzo dobrze. Jarosław Boberek jako Sly, czy Mirosław Wieprzewski jako Bentley to idealna kompozycja głosu pod gadające zwierzaki. Nie ma czego się w tej kwestii doczepić, no może jedynie w filmikach zauważyłem opóźnienie komentarzy Bentleya do misji z tym co się dzieje na ekranie, ale to szczegół.
 
 
 
 
W podsumowaniu nie mogę powiedzieć wiele złego, a jedynie dużo dobrego. Gra idealnie łączy pomost między platformówką dla dzieciaka jak i starszego odbiorcy (ojciec: dawaj tego pada i do lekcji! :). Tytuł dopracowany w każdym szczególe, starczający na 16 godzin udanej zabawy. Masa pomysłów zakrywa z lekka schematyczność wykonywanych działań w zwiedzanych epokach, ale nie przeszkadza to w odbiorze zwłaszcza przy ciekawych walkach z bossami jako wisienkach na torcie. Idealna kontynuacja trylogii Sly'a na ps2 i idealne połączenie nowej myśli gameplayowej ze starą szkołą. 
Moja misja napisania recenzji dobiega końca, czas porzucić strój złodzieja i wyjść na miasto zaplanować napad na bank! Ot co...szop z ekipą mnie nauczył :)
 
 
Tomek Woźniak