Cesc Fabregas, Filipe Luís i Diego Costa w Chelsea, Adam Lallana, Mario Balotelli w Liverpoolu

 

Ostatnie miesiące dla fanów piłki nożnej były naprawdę wyśmienite – zobaczyliśmy emocjonujący turniej w Brazylii, śledziliśmy gorące plotki transferowe, oglądaliśmy walkę o europejskie puchary, a w międzyczasie najlepsze ligi rozpoczęły swoje podboje. Są to dosłownie idealne warunki do rozpoczęcia nowego sezonu na wirtualnych boiskach! Przez tyle tygodni żyliśmy piłkarskim światem, a ukoronowaniem tego czasu jest sprawdzenie nowych nabytków swojego ulubionego klubu na boiskach Fify.

 

 

Tradycyjnie swój sezon w dziele EA Sports rozpoczynam od załączenia meczu Online, w którym sprawdzam skład, próbuję poczuć grę i zerkam na poszczególne elementy dzieła. FIFA 15 jest ciekawym połączeniem dwóch ostatnich odsłon – autorzy wykorzystali dynamikę trzynastki z rozgrywaniem z czternastki oferując nam miłą dla oka i palców hybrydę. Od pierwszego spotkania czujemy, że każde podanie ma sens, musimy od bramkarza budować akcję, myśleć dwa podania do przodu i przewidywać ruchy rywala. Jest szybko, ale nie chaotycznie, bo każdy zawodnik może zabłysnąć. Piłkarze indywidualnie podchodzą do piłki – z łatwością dostrzeżecie szybkość Riberiego, ciężkość Boatenga, czy możliwość przepychania (i upadania) Robbenem. Ignite – silnik, na którym śmiga FIFA – zdecydowanie bardziej niż w poprzedniej odsłonie charakteryzuje piłkarzy, sprawiając że każdy wirtualny kopacz jest inny. Walka bark w bark sprawia przyjemność, bo grając w defensywie należy się odpowiednio zastawić, a atakując musimy wykorzystać atuty (szybkość, zwinność). To pozwala przygotowywać akcje na swój sposób, wykorzystywać najlepsze zalety grajków, czy po prostu czerpać na umór z wad rywali.

 

Wiele zmieniło się przy wykonywaniu stałych fragmentów gry – od teraz możemy poruszać się piłkarzem nie będącym przy piłce, co pozwala na wykonywanie ciekawych akcji. Natomiast podchodząc do rzutu rożnego mamy możliwość wydawania specjalnych komend piłkarzom.

 

W 15 łatwiej wykonać indywidualną akcję, w której kładziemy po drodze trzech obrońców i ośmieszamy rywala, ale trudniej wykonać porządny atak ze skrzydła. Ponownie uczymy się na nowo rozgrywki, bo piłka potrafi odskoczyć nawet największym wirtuozom, a w trakcie zmagań wielokrotnie złapiecie się za głowę widząc dziwne zachowanie futbolówki. Dziwne? To złe słowo – normalne! Autorzy uwolnili piłkę, która teraz potrafi odbić się od obrońcy i wpaść do bramki, częściej wpada na słupki i poprzeczki, lekko muśnięta zmyli bramkarza, a na jej lot ma wpływ znacznie więcej elementów.

 

 

 

Dodajmy do tego poprawionych bramkarzy, którzy teraz lepiej reagują na sytuacje na boisku. Potrafią niczym Neuer wyjść do prostopadłego podania, rzucają się niczym Wakabayashi po mocnym strzale Lewandowskiego, ale jednocześnie potrafią minąć się z piłką niczym zawodnik z Ekstraklasy. Błąd gry! Można tak to sobie tłumaczyć, ale czy takie smaczki nie pojawiają się na prawdziwych boiskach? Przesadzony realizm lub gafa programistów – zależy od Waszego indywidualnego podejści. Ja po mocnej bombie Robbena, którą sparował bramkarz, ale piłka mimo wszystko wpadła do bramki, jestem skłonny uwierzyć w tę obiecaną autentyczność. Takich akcji jest wiele, więc przygotujcie się na nowe parady, nowe gole, nowe – zaskakujące! – akcje. 

 

Te trzy wymienione elementy – indywidualność piłkarzy, swoboda piłki i ulepszeni bramkarze – sprawiają, że każda akcja jest piekielnie satysfakcjonująca, a każdy gol po koronkowej roszadzie (a o takie łatwiej!) uskrzydla. Ponownie FIFA pozwala nam rozgrać niezapomniane starcia i uczestniczyć w zaciętych rywalizacjach. 

 

Toni Kroos, Keylor Navas, Chicharito i James Rodriguez w Realu Madryt, Luis Suarez, Marc-André ter Stegen, Ivan Rakitic w Barcelonie

 

Autentyczność, którą widzimy na boisku z łatwością dostrzeżecie również na trybunach. Poprawiony wygląd kibiców, specjalne przyśpiewki (polecam załączyć angielski komentarz i zagrać przykładowo derby Manchesteru!), mnóstwo nowych animacji i reakcje na wydarzenia na boisku. Uwierzcie lub nie, ale ten obiecywany realizm można poczuć w trakcie rozgrywki i to może się podobać.

 

 

Nie tylko kibice „żyją”. Twórcy skupili się na urealnieniu elementów przedmeczowych oraz samego spektaklu. Dla przykładu - piłkarz po przestrzeleniu gola jest wściekły, pada na murawę, wtórują mu kompanii z ekipy, którzy liczyli na podanie, a nie możemy zapomnieć o wspomnianych linijkę wcześniej widzach, których jęk zawodu słychać w głośnikach. Niektóre animacje nie wyglądają najlepiej, często się powtarzają, ale można „poczuć grę”.

 

Efekt jest pogłębiony przez poprawioną i dokładniejszą grafikę – w samym meczu nie ma znaczących zmian względem poprzedniej odsłony. Jednak detale i smaczki widzimy na powtórkach – każdy wślizg, każdy strzał, ugniatająca się piłka, odkształcająca się siatka, czy też drżący słupek. Miłe dla oka detale, które potwierdzają, że twórcy w „piętnastce” skupili się na głośno omawianym realizmie.

 

W moim odczuciu oberwali przy tych wszystkich zmianach piłkarze, którzy często nie są podobni do swoich rzeczywistych odpowiedników. Już nie wspominam o rodzynkach z naszej Ekstraklasy, ale wielu nawet tych topowych piłkarzy nie prezentuje oczekiwanego poziomu. Oczywiście, gwiazda z okładki wygląda jak swój odpowiednik, facjata Lewandowskiego też nie zawodzi, ale już Robben, Varane, a nawet Neymar – bez komentarza… Faktem bezdyskusyjnym jest najlepsze odwzorowanie piłkarzy Premier League, ponieważ Elektronicy przedłużyli kontrakt z tą ligą i mogli pokusić się o nowe przeskanowanie twarzy wszystkich grajków.

 

Jak to najczęściej bywa, nie wszystko poszło po myśli autorów i z tego powodu czasami zdarza się, że piłkarze się przenikają, wpadają na siebie w nienaturalny sposób, czy po prostu animacja jest poszarpana lub wyświetla nieodpowiedni obraz. Problem nie pojawia się za często, ale od czasu do czasu jesteśmy świadkami dziwnych wydarzeń na wirtualnych boiskach. 

 

 

 

Ander Herrera, Ángel Di María, Radamel Falcao i Luke Shaw w Manchesterze United

 

Pod względem trybów rozgrywki nie jesteśmy specjalnie rozpieszczani – do znanego z czternastki zestawu powróciły turnieje, dzięki którym możemy dla przykładu zagrać w Pucharze Niemiec. Jednak każdy wariant rozgrywki został w pewien sposób poprawiony.

 

Najciekawiej prezentują się zmiany w FIFA Ultimate Team – twórcy już przed premierą zapowiadali możliwość wypożyczania zawodników, usunięto wymianę kart, nad „chemią” pracuje również menadżer, a nad całym projektem bacznie czuwa specjalny zespół z EA. Gra ma być przyjemniejsza, w trakcie rozgrywki nie mamy spotykać oszustów, a osoby z nieczystym sumieniem będą karane – trudno już teraz określić jak te zmiany wpłyną na rozgrywkę, bo FUT żyje z każdym dniem, jednak po rozegraniu kilkunastu spotkań i otwarciu kilku paczek mogę śmiało powiedzieć, że gra się równie przyjemnie jak poprzednio.

 

To właśnie w tym miejscu w moim odczuciu brakuje oczekiwanych zmian. Nie mówię o rewolucji, ale skromne zmiany w znanych nam trybach i „powrót turnieju marnotrawnego” to trochę mało. Brakuje świeżości, ale pewnie zwrócą na ten element uwagę nieliczni, bo większość i tak od pierwszego załączenia ruszyła podbijać kolejne ligi Online.

 

 

Nawet w Sieci jest mały, ale miły dodatek, dzięki któremu nie musimy po zakończonym spotkaniu wychodzić do menu i szukać kolejnego pojedynku, a wszystko odbywa się automatycznie. Warto jeszcze napomknąć o zmianach w przebudowie zarządzania zespołem, bo tak to powinno wyglądać od początku! Przejrzyste menu, szybki dostęp do zmian, forma zawodników, indywidualne zadania dla piłkarzy – miło, szybko i przyjemnie.

 

Alexis Sanchez, Danny Welbeck w Arsenalu, Mario Mandžukić w Atletico Madryt, David Luiz w Paris Saint Germain

 

Na osobny akapit zasługuje udźwiękowienie, bo chociaż sam soundtrack to temat dyskusyjny (nie każdemu zaprezentowana muzyka będzie się podobać), ale na pewno warto zwrócić uwagę na komentarz. W Polsce znowu nie mamy się z czego cieszyć, bo znany nam duet kolejny raz popełnia kardynalne błędy, opowiada głupoty, a czasami nawet mam wrażenie, że komentuje inne spotkanie, ale już po przełączeniu na angielskich spikerów słuchamy fachowych i miłych dla ucha komentarzy. To może się naprawdę podobać, ponieważ dowiadujemy się ciekawych faktów i zdecydowanie rzadziej jesteśmy karmieni pomyłkami. Chociaż muszę zauważyć, że nawet na naszym podwórku coś się dzieje – Szpakowski już nie tak często myli piłkarzy i nawet potrafi zaskoczyć nową informacją (sprawa Uliego Hoenessa), ale na pewno nad tym elementem należy odpowiednio popracować.   

 

 

Robert Lewandowski, Juan Bernat, Medhi Benatia i Xabi Alonso w Bayernie Monachium, Ciro Immobile, Shinji Kagawa, Nuri Sahin w Borussi Dortmund

 

Jaka jest FIFA 15? Nie mamy przyjemności z rewolucją, ale jesteśmy świadkami przyjemnej ewolucji, która pozwala nam rozegrać wiele intensywnych i ciekawych spotkań. Można narzekać na mało trybów, kilka niedopracowanych elementów, ale w ostatecznym rozrachunku fani i tak rozegrają kolejne miliony spotkań do przyszłorocznej edycji.

 

To na pewno nie krok w przód względem ostatniej odsłony, ale Elektronicy zmierzają w dobrym kierunku. Stworzyli sobie świetną podstawę na aktualnej generacji, którą mogą przez kolejne lata dopieszczać obiecując nam większe emocje, piękniejsze bramki i jeszcze ładniejszy uśmiech Messiego.

 

Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy po 12 godzin dziennie śmigają w trybach sieciowych i dla nich FIFA 15 to głównie nowe składy i kilka poprawionych detali. Jeśli należycie do grona fanów rozgrywki Online, to z przyjemnością zatopicie się w sezonach i z fascynacją będziecie walczyć o punkty w tabelach.