Pamiętacie „aferę” z samochodami „standard” w Gran Turismo, w których to kokpit był czarną plamą jedynie przypominającą wnętrze samochodu? Tutaj zastosowano podobne rozwiązanie – wszystko jest ciemne, rozmazane i tak w zasadzie to nie widać praktycznie nic, nie mówiąc o szczegółach. Same modele samochodów, czy otoczenie są poprawne, ale nic ponadto. Tak naprawdę nie ma na czym zawiesić oka. Ja rozumiem, że do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja i po obczajeniu ścigałek na PS4 czy Xbox One, gry odpalone na starszych sprzętach mogą wydawać się brzydkie, ale bez przesady. Tutaj ewidentnie widać lenistwo zespołu, lub zwyczajne przycięcie kosztów, co wydaje się być najbardziej prawdopodobną opcją.
 
Ok, wyrzuciłem z siebie to co rzuca się w oczy (dosłownie!) od razu po odpaleniu gry, więc przejdźmy do sedna. Ścigałki od Codemasters zawsze miały swój urok. Toca, Dirt, Grid, Micro Machines (pamiętacie?), F1 – wszystkie te tytuły były naprawdę udane i potrafiły wciągnąć. Mimo, że nie zawsze podobał mi się kierunek, w którym zmierzali autorzy, jak na przykład wciskanie na siłę bzdurnej fabuły (jak dla mnie bolączka sporej ilości ścigałek) to każda z serii potrafiła nieźle wciągnąć i dać naprawdę całkiem sporo frajdy. Czy Grid Autosport będący, de facto, pożegnaniem z ustępującą miejsca nowym maszynkom generacją konsol również jest udany? Zależy z której strony popatrzeć.


 
Wspomniałem na początku, że nie podoba mi się usilne wciskanie do ścigałek wątku fabularnego. W przeciwieństwie do GRID 2, gdzie mieliśmy do czynienia z zarządzaniem całym zespołem, w Autosporcie autorzy całkowicie pozbyli się tego typu dodatków, zostawiając tylko to co jest trzonem rozgrywki – wyścigi. Zasady gry są bardzo proste – najzwyczajniej w świecie wcielamy się w rolę kierowcy, który w każdym sezonie wybiera team, w którego barwach w danym momencie chce (i może) jeździć. Nasza decyzja będzie miała wpływ głównie na to jakimi samochodami będziemy się ścigać, bo te dostajemy teraz od danego zespołu, a nie kupujemy za zebraną gotówkę tak jak to było wcześniej. Tym razem jedyne co zbieramy to punkty doświadczenia, które, jak nietrudno się domyślić, są przepustką do kolejnych zespołów wyścigowych.
 
Sama rozgrywka jest dość zróżnicowana, ale trzeba zaznaczyć, że Autosport nie jest grą, która wciąga na wiele godzin, jak chociażby Gran Turismo czy Forza Motorsport. To tytuł, po który powinny sięgnąć osoby chętne na szybkie partyjki chociażby w gronie znajomych, ale o tym później. Skupmy się póki co na tym co tak naprawdę najważniejsze w samej rozgrywce. W każdym z rozgrywanych sezonów możemy wybrać jeden z kilku trybów zabawy, plus możliwość treningów i kwalifikacji. O ile te pierwsze nie mają większego wpływu na samą zabawę, tak kwalifikacje są naprawdę przydatne, bo od nich zależy, która pozycja startowa przypadnie właśnie nam. Wracając jednak do samych trybów, możemy pościgać się w zawodach ulicznych, driftowych, klasycznych „turystykach”, czy klasie endurance. Dodatkowo, mamy także do wyboru tryb open wheel, w której  ścigamy się furami o potężnej mocy – to co tygryski lubią najbardziej. Fajnie, że każda z dostępnych konkurencji jest inna od pozostałych, ma w sobie coś co sprawia, że do każdej z nich chcemy wrócić. 


 
Za przykład niech posłuży tutaj patent z koniecznością kontroli stanu opon w wyścigach długodystansowych, czy walka w ciasnych uliczkach na torach miejskich. Nie można również narzekać na liczbę dostępnych w grze tras, bo tych jest naprawdę sporo, zarówno jeśli chodzi o miejscówki licencjonowane, jak i te wymyślone przez autorów. Miłośnicy torów z drugiej części GRIDa powinni być zadowoleni, bo niektóre z nich wracają w najnowszej odsłonie. W ogóle warto zaznaczyć, że Autosport ma całkiem sporo wspólnego z poprzednią częścią serii. Odnoszę wrażenie, że jest to właśnie „dwójka” po liftingu. Autorzy pozbyli się irytujących elementów poprzedniczki, popracowali  nad realizmem rozgrywki, podnieśli troszkę poziom trudności i w efekcie otrzymali Autostport. Nie zrozumcie mnie jednak źle, bo nie należy traktować nowego GRIDa jako dodatku – osobiście uważam, że to swoisty spin-off, który dzięki czerpaniu garściami z najlepszych cech poprzedniczek, stał się zupełnie nowym, lepszym od nich, tytułem.
 
Wspomniałem przed chwilą o poziomie trudności i realizmie. Autosport ma w sobie cechę, której jestem wielkim fanem – będzie potrafił zadowolić zarówno bardziej wymagających graczy, dla których jednak, przykładowo, Forza Motorsport jest jednak zbyt dużym wyzwaniem, jak i tych zupełnie zielonych w temacie ścigałek, którzy do tej pory najlepiej bawili się przy Need for Speed. Rozbudowane opcje konfiguracji poziomu trudności, czy systemu zniszczeń naprawdę pozwalają skonfigurować grę „pod siebie”, tak by jak najlepiej bawić się przy Autosporcie. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest to gra typowo arcadowa i próżno w niej szukać elementów typowo symulacyjnych. Wprawdzie po ustawieniu najbardziej hardkorowego poziomu trudności Autosport wymaga od nas wiele, a opanowanie najmocniejszych maszynek może sprawiać niezłe problemy to nie ma mowy o realizmie rodem z symulatorów. 


 
Sztuczna inteligencja przeciwników, jak zwykle zresztą w grach od Codemasters, nie powala, to trzeba przyznać, że wyścigi naprawdę potrafią stanowić spore wyzwanie. Cieszy też to, że autorzy powrócili do korzeni i samo ściganie się z przeciwnikami bardzo przypomina to co widzieliśmy w jedynce – wyścigi są bardzo kontaktowe, a walka w zakrętach daje naprawdę masę frajdy. Nie da się jednak nie zauważyć, że tak naprawdę zwykle ścigamy się z dwoma, trzema „wymiataczami”, podczas gdy reszta zawodników to zwykły plankton do ogrania z palcem w... nosie ;) Irytujące w kontekście tego wszystkiego są spore (i przy okazji działające, jak na moje oko, dość losowo) kary czasowe, które w tego typu grze powinny być jednak nieco mniej surowe. Mimo to, do samej rozgrywki nie można się specjalnie przyczepić – jest emocjonująca i daje sporo frajdy i satysfakcji.
 
Żeby nie było zbyt kolorowo, poza oprawą wizualną w Autosporcie nie podoba mi się jeszcze jedna rzecz. Napomknąłem o tym już wcześniej, ale chciałbym rozwinąć wątek. Mimo że rozgrywka jest całkiem zróżnicowana, na brak tras nie ma co narzekać to jednak po pewnym czasie Autosport może wydawać się po prostu nudny. Daje się zauważyć, że ciągle robimy to samo, jeździmy w tych samych zawodach, a zmienia się zwykle sceneria i samochody w danym zespole. Wraz z postępami w rozgrywce  w zasadzie nie wzrasta poziom trudności, a jedynie zwiększa się ilość zawodów, w których musimy zdobyć punkty doświadczenia, by przejść dalej. Okazuje się, że mimo iż nowy GRID oferuje naprawdę sporo i potrafi zapewnić rozgrywkę na wiele godzin to jest ona momentami zbyt monotonna, by przyciągnąć na dłużej. Z drugiej strony, o czym też już wspominałem, jest świetnym tytułem na krótkie, kilkudziesięciominutowe sesyjki przy padzie – jak dla mnie świetna alternatywa dla tytułów spod znaku Need for Speed z otwartym światem, które jednak wymagają od gracza trochę więcej zaangażowania.

 
Czy warto zainteresować się zakupem nowego GRIDa? Według mnie musisz odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Czy, podobnie jak ja, jesteś wielkim fanem tego co w ścigałkach najważniejsze i, podobnie jak mnie, irytują Cię upychane na siłę dodatki w stylu bzdurnej fabuły? Czy podobały Ci się poprzednie odsłony serii? Jeśli na postawione pytania odpowiedziałeś twierdząco i, dodatkowo, nie oczekujesz od gry wyścigowej wielkiego realizmu, czy rozgrywki, która wciąga na wiele godzin to Autosport powinien Ci się spodobać. To tytuł stworzony z myślą o szybkich sesjach dla czystej zabawy, który bardzo dobrze sprawdzi się podczas sesji ze znajomymi. Codemasters znów udało się stworzyć całkiem niezłą grę, która okazuje się być naprawdę świetnym pożegnaniem z poprzednią generacją konsol. Osobiście zdziwiłbym się gdyby w temacie ścigałek na PS3/X360 wyszło jeszcze coś lepszego.


Autor recenzji: Łukasz "Lucek" Odziewa
Testowana wersja: PS3