El Hijo - A Wild West Tale pojawiło się wcześniej na PC. Premiera tego wydania odbyła się już w grudniu zeszłego roku. Po kilku miesiącach gra trafia również na konsole, w tym PlayStation 4. To właśnie tej wersji dotyczy poniższa recenzja. Zanim przejdę do głównego tematu zaznaczę, że lubię gry logiczne. Lubię też produkcje skupiające się na skradaniu. Tematyka dzikiego zachodu nie jest moją ulubioną, ale dobrze podana może być niezwykle atrakcyjna, czego przykładem będzie niejeden filmowy klasyk, czy ostatnie dzieło Rockstar Games.

Mimo to, do El Hijo podchodziłem z dość dużym dystansem. Winna temu jest stylistyka, która przywodzi na myśl wiele innych tytułów określanych jako "niszowe" - niech będzie to choćby Rime, czy Hob. Gry przedstawione w takim stylu mogą wciąż zachwycić swoim designem, ale w moim odczuciu zdecydowanie jest nadużywany. To jednak nie wszystko, czym stoi ta gra. O reszcie przeczytacie w dalszej części recenzji.

Synku, spalili nam dom

El Hijo - recenzja i opinia o grze. Początkowa scena z gry

Fabuła w podobnych grach bywa różna. Jej obecność w żadnym wypadku nie przeszkadza, ale często jest tak, że jest na tyle biednie potraktowana, że jej brak niczemu by nie zaszkodził. Niestety, podobnie jest w tym przypadku. W teorii jest w porządku, bo dostaliśmy opowieść, w której syn ratuje matkę z opresji. Jest moment rozłąki, są chwilowe spotkania i ostatecznie to, czego można się spodziewać. Jednak fabuła podana jest w sposób bardzo oszczędny, bez żadnych dialogów, czy większej ilości scenek. Sprawia przez to wrażenie zwykłego zapychacza.

Ktoś może mi powiedzieć, że nie powinienem się czepiać, ale podobną sytuację mamy we wcześniej wspomnianym Rime. Fabuła ma podobny przebieg, również nie uświadczymy dialogów, ale całość potrafi koniec końców chwycić za serce, bo przedstawiona opowieść niesie ze sobą wiele emocji. Wiele z wydarzeń też nie jest do pewnego momentu jasnych. Tutaj zabrakło tych emocji, również czegoś, co dałoby poczucie śledzenia ciekawej historii. Rozumiem, że to gra logiczna i scenariusz ma tu mniejsze znaczenie niż w przypadku dzieła Tequilla Works. Nie musi jednak tak być, bo gatunek w żaden sposób nie powinien ograniczać.

Tym bardziej, że pojawiają się tu motywy nieco kontrowersyjne. Może na początku tego nie widać, ale później jesteśmy świadkami scen, w których dzieci w niewoli wykorzystywane są do najcięższych robót w wydobywaniu złota. Ciekawy pomysł, ale przez formę w jaki jest podany traci cały impet. W ogóle nie robi wrażenia. Dlatego też nie widzę większego wytłumaczenia dla obecności tej opowieści. Choć większy problem mam nie z samą jej obecnością, a tym że jej potencjał nie został należycie wykorzystany.

I żeby już domknąć wątek fabuły, pokrótce przedstawię z czym mamy tu do czynienia. Opowieść zaczyna się w momencie, kiedy dom rodzinny matki i jej syna zostaje spalony przez bandytów. Dzieje się to w momencie, kiedy rodzina oporządza kwiaty na grobie ojca. Po tym nieszczęsnym wydarzeniu matka oddaje syna do klasztoru, a sama wyrusza po zemstę. Kiedy ona zajęta jest niesieniem sprawiedliwości, jej dziecko próbuje opuścić nieprzyjazny sierociniec. Sytuacja się nieco komplikuje i ostatecznie dobrze się dzieje, że syn jest na wolności, bo jego rodzicielka potrzebuje pomocy.

Wszystkie dzieci zostały zainspirowane!

El Hijo - recenzja i opinia o grze. Przemykanie po ogrodzie

Głównym bohaterem opowieści jest wspomniany młody chłopiec - sam tytuł gry to jego imię. To głównie nim poruszamy się po wypełnionych przeciwnikami lokacjach. Są jednak momenty, w których obejmujemy kontrolę nad matką i szkoda, że dzieje się to tak rzadko. Etapy z jej udziałem wydawały mi się ciekawsze, głównie z uwagi na jej zestaw ruchów, dzięki którym znacznie sprawniej się przemieszczała.

Sześciolatek może wspinać się po drabinach, przesuwać mniejsze skrzynie, chować się w dzbankach, czy ukrywać się za przeszkodami typu murek, czy beczki. Do tego ma przeróżne gadżety, choć początkowo jedyne co może, to rzucać kamieniami w ramach odwracania uwagi. Wraz z postępami zyskuje procę, zabawki, czy nawet fajerwerki. Wszystkie z nich służą do odwracania uwagi, ale możemy też rozbić dzbanki, aby utorować sobie drogę, czy do tego samego celu użyć fajerwerków - które dodatkowo ogłuszą pobliskich wrogów.

Tym samym rozgrywka z czasem nabiera rumieńców, choć nie przestaje jednocześnie nieco frustrować. Wszystko przez trochę niedopracowane sterowanie, które momentami okazuje się problematyczne - zwłaszcza w bardziej zręcznościowych momentach. Kiedy przykładowo chciałem użyć procy, by rozbić dzbanek z konkretnego miejsca, a następnie szybko udać się za murek i za nim kucnąć. Problem pojawiał się wraz z chęcią schowania się za nim, bo żeby to zrobić należy do niego podbiec i trafić na odpowiednie miejsce, które pozwoli na wykonanie tej interakcji. W pośpiechu bywa o to trudno, a jest wiele sytuacji, w których liczy się każdy ułamek sekundy. Nie zliczę ile razy musiałem przez to powtarzać ostatni fragment. Problemu by nie było, gdyby dało się po prostu w każdym miejscu przykucnąć.

Na szczęście często są one bardzo krótkie, bo wszelkie punkty kontrolne rozstawiane są dosyć hojnie. Ponadto możemy wielokrotnie z nich korzystać i zapisywać w ten sposób kolejne zmiany - jak chociażby rozbity dzbanek, czy przewrócony słup pozwalający przedostać się nad przepaścią. Nie zmienia to jednak faktu, że takie momenty potrafią wywołać niepotrzebną frustrację. Jeszcze przez pierwsze chwile z grą stwierdziłem, że to taka miła, relaksująca gierka na chwilę - dopóki właśnie nie zaczęły doskwierać tego typu problemy.

Nie odmówię jednak twórcom pomysłowości i przywiązania uwagi do pewnych szczegółów. Rzut kamieniem to niby prosta rzecz, ale wzięto tutaj pod uwagę powierzchnię, na którą ma on wylądować. Rzucenie na miękką trawę nie ma sensu, trzeba więc w otoczeniu poszukać bardziej twardej powierzchni - jak stos cegłówek, czy drewniana belka. Jednocześnie przed rzutem możemy zerknąć do kogo dotrze potencjalny hałas - na podstawie oznaczenia w interfejsie.

Samo przemykanie cichcem pomiędzy przeciwnikami możemy sobie urozmaicić. Wspominałem wcześniej o widzianych tu i ówdzie dzieciach. Większość z nich to swoisty typ "znajdziek". Możemy z nimi porozmawiać i tak jakby pocieszyć pokazując fajną sztuczkę. W polskim tłumaczeniu określono to jako "inspirowanie". Jako urozmaicenie wypada to fajnie, bo droga do tych przyjaznych istot często jest trudniejsza od tej głównej. W późniejszych etapach część z nich pomaga rozwiązać zagadki środowiskowe - choć powinienem bardziej napisać, że są jej elementem.

Ennio Morricone i Sergio Leone? Nie... To tylko El Hijo

El Hijo - recenzja i opinia o grze. Przemierzanie klasztoru

Spotkałem się z opiniami, że muzyka skomponowana na rzecz recenzowanej gry przypomina kultowe dokonania Ennio Morricone. Osobiście nie posuwałbym się tak daleko. Są pewne podobieństwa, ale to można powiedzieć o wielu rzeczach czerpiących z klasyków. Nie zmienia to jednak faktu, że muzyka rozbrzmiewająca w El Hijo to jedna z najlepszych rzeczy, jakimi ta produkcja stoi. Kompozycje dobrze budują klimat, a ponadto są przyjemne, ani trochę nie męczą i dynamicznie się zmieniają. Choćby w zależności od tego jak wygląda dana sytuacja i jak daleko jesteśmy od celu. Rozwiązanie proste i w żadnym stopniu nowatorskie, ale świetnie sprawdza się w praktyce.

Jeśli chodzi o styl graficzny, to nieco na niego ponarzekałem na wstępie recenzji. Twórcy jednak stwierdzają w opisie na oficjalnej stronie gry, że przedstawiony świat zainspirowany jest kultowymi klasykami wyreżyserowanymi przez Sergio Leone. To również nadużycie, zważając zwłaszcza na to, w jakim stylu zdecydowano się wyprodukować tę mniejszą grę. Osobiście jestem nim nieco zmęczony, bo widziałem zbyt wiele produkcji w podobnym stylu. Nie dość powiedzieć, że nigdy za nim nie przepadałem. Wygląda po prostu miernie, choć wciąż odpowiedni design może tu sporo naprawić - tak było w przypadku wcześniej przywołanego Rime.

Zdaję sobie sprawę, że pewnie wielu z Was uzna ten styl za uroczy. Faktycznie, ma swoje momenty, ale w moim odczuciu następowały rzadko. Nie podobał mi się design postaci, zarówno głównych jak i tych pobocznych. Do gustu nie przypadło mi też udźwiękowienie. Zwłaszcza jeśli chodzi o okrzyki, czy śmiechy postaci. Takie to wszystko jakieś głupkowate i w złym smaku. Wspomniałem wcześniej o podjętej tematyce, z którą również i to mi się gryzie. Ma to zapewne miejsce z uwagi na to, iż produkcja skierowana jest również do młodszych odbiorców. Tym bardziej, że niemal w całości pozbawiona jest przemocy - no ale znów: pokazuje nam dzieci trzymane w niewoli.

Proca, fajerwerki i dzbanek (1985) w reżyserii Sir Leona. Muzyka: Hennio Marakasso

El Hijo - recenzja i opinia o grze. El Hijo znajduje lepszą procę

El Hijo to gra bez wątpienia dobra. Mogła być lepsza, mogła być też gorsza. Nie potrafię jej z czystym sumieniem polecić każdemu, nawet jeśli ograniczę się do samych entuzjastów gier skradankowo-logicznych. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale zabrakło tutaj czegoś, co bardziej wyróżni grę z tłumu i zatrzyma przy niej na dłużej. Rozgrywka nie jest niczym odkrywczym i żeby nie było wątpliwości, nie musi taka być. Nie jest jednak pozbawiona pewnych archaizmów i nietrafionych rozwiązań, które potrafią spowodować frustrację.

Fabuła jest, ale trudno określić ją czymś godnym pochwały. Porusza ciekawe tematy, ale robi to po macoszemu. Patrząc na podjętą tematykę można (ale nie trzeba) przyczepić się do lekkości całej opowieści. Tyle dobrego, że czas gry jest odpowiedni, przez co nie zdążyłem poczuć się zmęczony. Do dyspozycji mamy 30 poziomów, z czego każdy trwa kilka minut, czasem nawet kilkanaście. W zależności oczywiście od tego jak sprawnie się przemieszczamy. Jeśli chcemy, możemy przedłużyć zabawę i podjąć się wyzwań zaproponowanych przez twórców - przejście każdego poziomu bez wpadnięcia w łapy przeciwników, czy zainspirowania wszystkich dzieci.

Poziomy są też łatwe, więc na szukaniu rozwiązań nie spędzimy zbyt wiele czasu. Ma to swoje zalety, bo w takim wypadku można grę określić jako coś relaksującego po cięższym dniu. To może być też dobra produkcja dla dzieci, bo nie ma tu właśnie przemocy, czy zbyt skomplikowanej rozgrywki. Nie powiedziałbym jednak, że to gra warta pełnej ceny - chyba, że jesteście wielkimi entuzjastami takich gier, a zaproponowana stylistyka Was zachwyca.