SKLEP
Bioter 15.06.2014
Super Mario World - Prawdziwa historia
1016V

Super Mario World - Prawdziwa historia

Prawdziwy zapis wydarzeń do jakich doszło ponad 20 lat temu . Wejdź i poznaj prawdę!, Innymi słowy… Przestań żyć w kłamstwie!

Super Mario World
  • Platformy:  GBA   SNES 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie

Przygruba sylwetka i gęsty wąs powiewający na wietrze, to znaki rozpoznawcze włoskiego mafiozo zwanego Mario. Mało kto wie, iż nie jest to jego prawdziwe imię, a jedynie skrót od "pseudonimu", który nadali mu przerażeni mieszkańcy krain, które odwiedził, a mawiali o nim, że przychodzi „Mordować albo rypać i obijać”. Z racji tego, że nadal mamy zbyt mało wiedzy odnośnie przeszłości „hydraulika” to w historii tej będziemy pisać o nim po prostu „Mario”.

 

 

 

 

 

 

Wspomnienie:

 

Tego dnia Mario stojąc na skraju lądu, gdzie już tylko krok dzielił go od przepaści prowadzącej ku wielkiej wodzie, wspominał pierwsze dni pobytu w tym nietypowym świecie. W pamięci szczególnie utkwiło mu jedno wspomnienie. Gdy tu trafił, okazało się że pan i władca muchomorowej krainy ma u boku pewną panienkę, na widok której Marian wypowiedział pamiętne „Co za Picz!”. Mario nie znał jej imienia, wobec czego tak już się do niej zwracał, zwraca i mówił oraz mówi do niej. Pomińmy fakt, że jakiś kronikarz-baran zapisał błędnie słowo Mariana jako „Peach”, niestety tak to już czasem bywa. Mario postanowił mieć Picz na własność, a z czasem pewien Pigmejczyk z farbowanym afro na głowie poinformował go, że to nie tylko ”Picz”, ale właściwie „księżniczka Picz”.

- Księżniczka Picz? Hmmmm… to pewnie zna się na to tym i owantym – pomyślał Mario szyderczo się uśmiechając.

 

Nie zastanawajiąc się długo, Włoch przeszedł do realizacji swojego planu. Król Bowser i jego armie dzielnie broniły się przed napalonym hydraulikiem, a samą księżniczkę strategicznie transportowano do kolejnych zamków. Na nic to wszystko się zdało gdyż…  Mario dopiął swego. I nie będę pisał o tym jakie skutki tego były bo zbyt drastyczne na jakąkolwiek publikację…

 

Król Bowser próbował rzecz jasna odbić księżniczkę z rąk bezwzględnego oprawcy i przy okazji raz na zawsze położyć kres terrowi jaki nawiedził jego obywateli. Jak dotąd z marnym skutkiem…

 

 

 

 

 

Wierzchowiec

 

Mario gdy przestał myśleć zrozumiał, ze coś jest nie tak. Zrozumiał, że Picz znowu zniknęła. Nie dziwiło go to, wiedział doskonale o charyzmie i wytrwałości jakie cechowały tutejszego władcę, króla Bowsera. Mario doskonale zdawał sobie sprawę, iż Bowser nie zostawi niewiasty w potrzebie, dlatego raz jeszcze podjął próbę jej oswobodzenia.

 

Tym razem Mario przed wyruszeniem w krwawą krucjatę myślał… myśłał i myślał… aż wymyślał, że tak właściwie to nie ma ochoty raz jeszcze z buta tam iść. Hydraulik czym prędzej skierował swe kroki ku siedlisku krwiożerczego dinozaura… Yoshiego.

-Wyglądasz mi na wierzchowca, którego mógłbym wykorzystać - rzekł Mario, zaraz po tym jak stanął twarzą w twarz z zieloną bestią..

- Ale żeś się spasł! Schudnij trochę, to wtedy pogadamy. Stu kilo dźwigać nie będę!

 

Słowa Yoshiego najpierw wprowadziły Mariana w osłupienie, szybko jednak przemocą i przymusem posadził swoje wielkie dupsko na siodle, i nie zastanawiał się skąd ono się tam wzięło. Okazało się wkrótce, że Yoshi wiedział co mówi. Każdy krok z hydraulikiem na grzbiecie to istna dla tego stworzenia katorga. Co objawia się wylewanym potem i rysującym się na pysku bólem i przerażaniem..Gdy tylko nadarzyła się okazja dino próbował uciec najdalej jak to tylko możliwe. Niestety… gdy pewne próby ucieczki kończyły się jako takim sukcesem to Yoshi zawsze w amoku albo wpadał w przepaść albo zderzył się z czymś z czym nie powinien się zderzać. Reasumując, zawsze marnie kończył. Budowa grzybowego świata miała między innymi to do siebie, że Yoshi po śmierci zawsze odradzał się w jajku. A kto te jajko każdorazowo znalazł? Oczywiście Mario. No czasem też jego brat Luigi, o którym więcej wspomnę gdzieś tam niżej.

 

Wracając jednak do samych relacji pomiędzy Yoshim i Marianem. Mario rad był z ułatwień jakie dawała mu „znajomość” z dinozaurem. Nieraz spoglądał na niego tak jakby nagle odkrył  nieznany nikomu dotąd kontynent. Yoshi nie tylko był szybszy od butów, ale też z łatwością rozprawiał z niemal każdym przeciwnikiem (nie licząc pewnym wyjątków), Z jego pomocą Mario mógł dostać się tam gdzie sam nie dałby rady (Ah, te kilogramy). Najgorszym jednak było to, iż włoski mafiozo ze skrupulatną premedytacją wykorzystywał możliwość wybicia się z grzbietu Zielonej istoty. Yoshi wówczas pikował głęboko w dół niejednokrotnie łamiąc sobie kark. Mario z kolei lądował bezpiecznie i bezstresowo kontynuował swoją podróż ku zamku Bowsera…

 

 

 

 

 

Za ojczyznę

 

„W tej krainie musi być dobry socjal” pomyślałby każdy, komu dane byłoby zobaczyć z jakim oddaniem nawet najbardziej szarzy obywatele bronią ziemi, która ich wychowała i wykarmiła. Nie ma to znaczenia do jakiej części grzybowego świata wtargnął Mario, on zawsze spotykał się z oporem tłumów. Warto tu wspomnieć iż goombasy, koopasy i inne rasy obywatelskie na Yoshi’s Island różniły się dość wyraźnie od tych które spotykał wcześniej. Goomby tutaj były tak jakby bardziej zbite, koopasy w skutek ewolucji chodziły na dwóch nogach.Natomiast te chodzące na czterech można było już spotkać jedynie w formie „Dry Bones”, czyli szkieletów. Jak to możliwe, że rycerze Króla Bowsera cieszą się życiem, kiedy właściwie już nie powinni? Mądry władca nakazał swoim naukowcom opracowanie technologii, która im to umożliwi. W podzięce za to, oddziały Koopa Troopa zaprzysięgły wierną i oddaną służbę tak długo jak się tylko da. A to nie jedyne za co wdzięczni byli obywatele. Tutejszy rząd wybudował także specjalną posiadłość, gdzie schronienie znalazły dusze poległych na wojnie z morderczym Marianem.

 

A Mario jak to Mario… Mordował, gwałcił (teraz wiecie skąd się np. wziął goomba z wąsami w grze „Paper Mario”), palił i okradał. A kradzież dawała mu dużo satysfakcji gdyż każde skradzione 100 monet wymieniał na jeden żywot, co dawało mu dalsze możliwości gnębienia uczciwych mieszkańców grzybowego królestwa.

 

Nie jest to miejsce aby każdemu ze zmarłych oddać choć kawałek tekstu, napomknę tylko tyle, że gatunków i rodzajów zamordowanych było doprawdy sporo, naprawdę dużo jak na platformówkę z szesnastobitowej konsoli.

 

 

 

 

 

Świeży towar      

 

Mario jak przystało na narkomana lubił popalać sobie to czy tamto. Powszechnie znane jest jego zamiłowanie do grzybków i kwiatków. Jednakże kocha on też listki. Kiedyś wielbił te, które pozwalały przywdziać mu ogony zdarte z bestialsko zamordowanych Tanooki. Teraz wielbi te, które po wypaleniu powodują wyrost z barków peleryny, na wskutek czego hydraulik czuje się niczym Superman.  Pelerynka to zupełnie inna sprawa niż ogonek tanooki’ego, lot może być intensywniejszy, a jej odpowiednie wykorzystanie zapewnia nie tylko dłuższe szybowanie ale też bezpieczne lądowanie (można sobie spadochron zrobić). Szczególnie pomocne jest to w takich… no powiedzmy etapach bonusowych, gdzie nasz gangster może obłowić się w monety.

 

Co ciekawe Mario swoją pasję do używek i dragów wykorzystał też w bardzo przebiegły sposób. Potajemnie nafaszerował nimi jajka z których wykluwał się Yoshi. Efektem tego były różne kolory dinozaura, a każdy kolor niósł ze sobą inne właściwości. Czerwony ział ogniem, niebieski latał, i tak dalej, i tak dalej…

 

 

 

 

 

 

Mapa

 

Już „Super Mario Bros 3” miało malutkie pokłady nieliniowości w wyborze kolejnego etapu. „Super Mario World” nie zawahało się rozwinąć tego patentu. I było to mocno znamienne w całej podróży Mario i Yoshiego, gdyż często stawali przed dylematem, w którą stronę iść…

 

- Może rzuć monetą. - powiedział Yoshi

- Nie mam… wszystko przeżyciłem – Odpowiedział Mario

- To co teraz ? - Yoshi musiał zadać te pytanie, bo wizja wieczności w jednym miejscu z Mariem wystarczająco go przerażała  

- Jak to co ? muszę iść kogoś zabić aby kilka moment z niego wyleciało –-Powiedział z błyskiem w oku hydraulik.

 

Cały obszar jaki dzielił kryjówkę Mariana od Zamku Bowsera był tradycyjnie ogromny i dzielił się na kilka odmiennych obszarów, były między innymi podziemia i słynny las iluzji, A żeby było mało, na śmiałków oczekiwały też ukryte obszary i tereny, w tym siedlisko Triceratopsów  i miejsce w kosmosie. W każdym razie Mario był zadziwiony i podekscytowany ogromem świata, jaki tym razem było mu dane zwiedzić. 

 

 

 

 

 

Potomstwo

 

W swojej podróży Mario trafiał co jakiś czas na pewne wysokie posiadłości, były to domy dzieci Bowsera. Bogato wyposażone i twardo zrobione.

- Pieprzone gówniarze bogatego tatusia! Ja to do wszystkiego sam musiałem dochodzić! – Wrzasną wściekły Włoch, po czym postanowił wprowadzić nieco sprawiedliwości na tym świecie. Zanim jednak dopiął swego musiał przemierzyć owe budynki, co aż takie łatwe nie było.  Trzeba o tym wiedzieć, wiedzieć o tym ile pułapek i niebezpieczeństw czekało na naszego.. ekhem…bohatera. I zawsze Mario na koniec odwiedzin w każdym z takich domów musiał złoić dupsko rozwydrzonym dzieciom Bowsera (a tak nawiasem pisząc: Bowser po latach się ich wyrzekł i na Wii U już się do nich nie przyznaje). Zrobił to już przy okazji SMB3, to i zrobił i teraz, przy okazji wysadzając w powietrze te ich domostwa.

 

 

 

Braterstwo

 

W kryzysowych sytuacjach Marian dzwonił po swojego brata Lucjana (alias Luigi). Tak, to ten który zasłynął morderczym instynktem w oczach  i ulubionym powiedzonkiem „Ludobójstwo uprawiam intensywnie gdziekolwiek jestem”, jak mówił tak robił… Bracia gdy tego potrzebowali mogli dzielić się między sobą ilością posiadanych żyć, lecz niestety nie mogli w kooperacji rujnować leveli… no najwyraźniej co dwóch hydraulików w jednym miejscu to za dużo… no przynajmniej na wyspie Yoshiego. Ale to i tak nie przeszkodziło im w najwyższych lotów zabawie. Multi też tu ogromną zaletą jest. 

 

 

 

 

 

 

Triumf zła

Po wielu dniach niszczycielskiej wędrówki Mario (z pomocą Yoshiego i Luigiego) ponownie uprowadził Picz do swojej piwnicy. Jednak zanim dotarł tam z powrotem, miało miejsce jeszcze jedno zdarzenie… Po walce z Bowserem  Yoshi rzekł do Mariana:

-Pamiętasz ty może grę „Yoshi Island”? Jak nosiłem Ciebie małego na grzbiecie?

- Nie pamiętam - odpowiedział bez namysłu Mario

- No tak, mogłem się tego spodziewać… W każdym razie chcę Ci powiedzieć, że jestem… że jestem twoim oj… słowa Yoshiego zostały przerwane przez ostatniego ocalałego Bullet Billa, który uderzył dinozaura, przerywając ten wzruszający moment. W efekcie obydwoje spadli w głęboką przepaść. Mario tylko pomachał im na pożegnanie i skwitował to słowami:

- Picz uprowadzona, to nie jesteś mi już potrzebny. Na razie!

 

 

I tak kończy się ta historia, jeśli przeczytałeś/aś tę wersje wydarzeń to masz wielkie szczęście, gdyż to jedyny prawdomówny zapis obrazujący to do jakich wydarzeń doszło na wyspie Yoshiego ponad 20 lat temu. Czemu dopiero teraz świat poznał prawdę? Bracia z włoskiej mafii wykorzystali siłę przymusu aby różni kronikarze pisali o nich w tym dobrym świetle. Od teraz każde pukanie do mych drzwi będzie siało we mnie obawę, że być może przyszli po mnie hydraulicy… ale mimo wszystko warto było przekazać ludziom prawdę. 

 

 

 

Tagi: super nintendo mario world yoshi island prawdziwa historia recenzja

Werdykt
  • + Wstaw tu sobie jakie tylko chcesz plusy
  • Brak minusów
Bioter
Bioter Historia do której można wracać wiele razy, a ona zawsze zaskakuje wielkimi złożami wspaniałej rozgrywki.
Oceń recenzję
+ +18 -

Miesięcznik PSX Extreme