SKLEP
repip 15.06.2014
Ratchet & Clank
816V

Ratchet & Clank

Insomniac i Naughty Dog na szaraku szły łeb w łeb w dostarczaniu platformerów na najwyższym poziomie. Po zawirowaniach do praw marek Crash Bandicoot i Spyro the Dragon wyścig o palmę pierwszeństwa na poletku należącym do Sony rozpoczął się na nowo. Tym razem postawiono na niecodzienne duety – małomówny Jak i gadatliwy wiewiórko-podobny Daxter z jednej strony, a z drugiej Ratchet i jego blaszany kompan Clank. Dziś na ruszcie ląduje drugi z wymienionych tandemów reprezentujący stajnię Insomniac.

Ratchet & Clank
  • Platformy:  PS2 
  • Data premiery - Polska: 14.01.2003
  • Nie

"And by the way. You can stop calling me Sir. The name is Ratchet!"

Od czasów Spyro sporo się w branży zmieniło, czas niewinnych maskotek i typowo platformowego skakania powoli dobijał swego kresu (nawet na archipelagu Nintendo w tym czasie było bardziej „poważnie”) i nowe IP wprost od wiecznie niewyspanych developerów również wstrzeliło się w nowe trendy. Ratchet i Clank mimo niewinnego wyglądu nie są cukierkowatymi bohaterami, a uzbrojonymi po zęby maszynami do siania chaosu na różne wymyślne sposoby.  Pokłady mocy drzemiące w wtedy bardzo młodej czarnulce wykorzystano do otrzymania jak to twórcy nazwali efektu „Blow shit up”. Jak im wyszło?

Głównym bad assem (do sił którego będziemy kierować swój arsenał) jest Chairman Drek – stereotypowy korporacyjny prezio, który dla dobra interesu sprzedałby własną matkę w komisie. Po cichu knuje kolejny międzygalaktyczny interes, którego skutkiem ubocznym może być destabilizacja kilku planet – ot wrzuci się w koszta. Świeżo upieczony w fabryce Clank kieruje się jednak wyższymi wartościami i postanawia pokrzyżować mu plany. Tym oto sposobem natrafia na Ratcheta z którym zawiera chwilowy sojusz. Jak na platformera fabułę mamy dość ciekawą i rozbudowaną, nie jest to oczywiście dzieło na miarę Vagrant Story, ale w swojej roli sprawdza się znakomicie. Dialogi i postacie są bardzo żywe wręcz wyciągnięte z animowanych filmów.

„But the best part of it is you get to blow shit up!”*

Skoro już wiemy dlaczego będziemy strzelać to przejdźmy może do tego arsenału i fajerwerków. Sterujemy przez cały czas (z drobnym wyjątkiem) Ratchetem, a Clank siedzi mu na plecach i pełni rolę wielofunkcyjnego plecaka. Może nas wspomóc odpalając malutkie turbiny i skrzydła dzięki czemu wyżej skoczymy lub poszybujemy (pozostałości po Spyro?) jednak nie bierze bezpośredniego udziału w starciach. Bronie jakie dostaniemy do łapy są bardzo wymyślne, bo prócz oklepanych pomysłów jak wariacje uzi, granatnika, miotacza ognia, czy rakietnicy dostaniemy np. maszynkę która zasysa mniejszych wrogów po czym możemy nimi miotać jak pociskami. Gadgetron Corp., czyli korporacja zasilająca wszechświat w bronie ma oczywiście wiele innych rzeczy w ofercie. Możemy np. przywołać małe roboty, które będą walczyć u naszego boku lub małe drony krążące wokół nas pełniące rolę tarczy. Dla wytrwałych jest cholernie drogi i ukryty R.Y.N.O. (Rip You a New One), który jest w stanie wystrzelić kilka samonaprowadzających rakiet na raz i zniszczyć każdą przeszkodę.

Po co tak wielki wachlarz wybuchowych zabawek? No cóż ameryki nie odkryję – po prostu czeka na nas sporo wrogów do rozwalenia. Strzelania jest tu naprawdę dużo i jest to główny punkt programu. Mamy zróżnicowanych wrogów, którzy wymuszają na nas żonglerkę bronią i musimy się dopasować do bardzo szybko zmieniającej się sytuacji. Walka w zwarciu i na dystans, z mnóstwem małych szkodników i pojedynczymi konkretnymi bydlakami, często się miesza to z sobą w ciągu dosłownie sekund! Poziom trudności też do niskich nie należy i często będziemy odczuwać braki amunicji co również wymusza przeskoki na inne bronie. Ostatni boss również daje w kość i respekt czuje jedynie przed RYNO, ale z tym cackiem mało kto do niego przyjdzie.

Żeby jednak nie było tak monotonnie nie samym mordobiciem człowiek żyje. Gadgetron oferuje również szereg gadżetów urozmaicających całość rozgrywki. Otrzymamy np. łamacz szyfrów dzięki któremu będziemy otwierać zamknięte drzwi których nie da się wysadzić. „Hackowanie” polega na rozwiązaniu prostej mini gierki logicznej przy której ruszymy trochę szarymi komórkami. Dostaniemy też urządzenie zmieniające nas w robota do inflitracji baz blaszaków, czy deskę grawitacyjną do wyścigów. Z czasem otrzymamy buty grawitacyjne i będziemy przemierzać świat po wyznaczonych trasach chodząc niejednokrotnie do góry nogami. Moim ulubionym gadżetem są jednak buty do ślizgania się po szynach. Grindujemy niczym Tony Hawk po nich i unikamy przeszkód. Całość jest bardzo dynamiczna i cholernie wciągająca, ale niestety mamy tych miejsc do grindu bardzo mało, jak dla mnie za mało.

Gadżety to nie jedyne urozmaicenie gameplay’u, czasem przyjdzie nam stanąć za sterami statku kosmicznego i postrzelać, a czasem pograć samym Clankiem! Nasz mały kumpel nie ma żadnego kieszonkowego arsenału i nie idzie na akcje w stylu Rambo, ale za to umiejętnie wykorzystuje swoje atrybuty natury technicznej. Podczas misji z Clankiem będziemy mieli mały oddział robotów pod sobą, któremu będziemy wydawać cztery proste komendy (stój, podążaj za mną, atakuj, wejdź). Te małe gnojki potrafią nieźle namieszać w szeregach wroga, ale są mało odporne, a często trzeba je przeprowadzić z punktu A do B. Podobnie jednak jak z grindem, sekcji z samym Clankiem jest tutaj według mnie stanowczo za mało.

 „Yes quite lovely, that should just about do it”

OK, wiemy dlaczego i czym strzelamy, a także co robimy gdy tego nie robimy, pora na to gdzie strzelamy. Twórcy Spyro mieli jako znak rozpoznawczy duże i w miarę otwarte przestrzenie, nie inaczej jest w R&C. Każda planeta jest sporych rozmiarów i często jest wiele różnych dróg do zwiedzenia. Czasem trzeba będzie się w jakąś odnogę wrócić po paru planetach z odpowiednim gadżetem umożliwiającym dalszą eksplorację. Mamy do odwiedzenia mnóstwo zróżnicowanych planet. Od zaśnieżonych baz wojskowych, przez futurystyczne metropolie po kurorty wczasowe stylizowane na rajskie wyspy. Należy dodać, że tutaj nic się nie przycina mimo sporej rozróby i plansz, a w tle dodatkowo wiecznie coś się dzieje! To wszystko rzutuje również na czas gry, który imponuje. Pierwsze przejście gry zajmie Tobie ok 20 godzin, a jak będziesz chciał wyciągnąć więcej z tytułu to spokojnie te 20 godzin przekroczysz. Mamy tryb new game + gdzie kontynuujemy zabawę z naszą kasą i broniami, a dodatkowo za znalezione złote śruby ulepszamy bronie, które potem robią już niezły rozpiździel!

Grafika stoi na naprawdę wysokim poziomie, mamy sporo elementów otoczenia do zniszczenia z których sypią się śrubki i nakrętki (tutejsza waluta). Projekty plansz naprawdę zachwycają (te metropolie są genialnie wykonane) i jak wspomniałem wcześniej – wszystko śmiga płynnie. Filmiki to również klasa sama w sobie od pomysłu do wykonania. Perypetie naszych bohaterów okraszone są w szereg zabawnych dialogów z świetnie podłożonymi głosami i tryskają wręcz specyficznym dla tego uniwersum humorem (sama postać kapitana Quarka niszczy!). A skoro o dźwiękach mowa to należy zaznaczyć, że w kwestii OST jest więcej niż dobrze. Charakterystyczne „plumkanie” w wersji radosnej jak np. w Logging Site i w wersji zaskakująco ciężkiej jak np. w Gemlik Base pasuje tutaj znakomicie. W R&C została wyznaczona pewna linia melodyjna po której się poruszała później cała seria.

Doszliśmy do momentu w którym należy zebrać wszystko do jednego wora i wysilić się na jakieś wnioski. Ratchet & Clank na pewno nie jest „czystym” platformerem, ale też nigdy nie mówiono, że takim ma być. To świetna hybryda strzelaniny TPP z platformerem, można powiedzieć, że Spyro spotyka Syphon Filtera (ktoś na widowni go jeszcze pamięta?). Z tego powodu nie rozumiem fali narzekań na to, że za dużo strzelamy. Taki właśnie jest R&C i inny nie będzie, co więcej – mam nadzieję, że się nie zmieni bo wytworzył swój unikalny klimat. „Blow shit up” to hasło przewodnie i zostało w 100% zrealizowane. Do tego dochodzi naprawdę masa urozmaiceń w formie gadżetów, mini gier i Clanka. Choć jak dla mnie tego ostatniego i grindu po szynach było za mało.

Gra wsysa jak bagno i zaliczamy kolejne planety z przyjemnością. Ja osobiście jestem świeżo po czwartym ukończeniu tego szpila. Nawet na new game + mając wszystkie glod bronie, sporo kasy i RYNO do dyspozycji, dzięki czemu szedłem przez plansze jak nóż przez ciepłe masło, potrzebowałem 7 godzin do zaliczenia tytułu. Czy warto i dziś zagrać? Nie widzę proszę Państwa żadnych przeciwwskazań!


Opublikowano również na retronagazie.eu

Głosowanie na recenzję tygodnia odbywa się w jaskini  Montany.

Ostatnie głosowanie — część 58

Tagi: ratchet & clank recenzje gier ps2

Werdykt
Graliśmy na: PS2
  • + mnóstwo ciekawych broni
  • + dużo leveli wypełnionych atrakcjami
  • + humor
  • + new game +
  • - trochę za mało sekcji z Clankiem i grindem po szynach
  • - za dużo strzelania? Nieee
repip
repip Wspaniały start świetnej serii, który uśmierzył ból po stracie Spyro.
Oceń recenzję
+ +50 -

Miesięcznik PSX Extreme