Roger Żochowski Roger Żochowski 18.11.2020
Nintendo w 2020 roku schowało głowę w piasek. Czy aby na pewno?
2572V

Nintendo w 2020 roku schowało głowę w piasek. Czy aby na pewno?

Ostatnie tygodnie z pewnością należą do nowych konsol Sony i Microsoftu. I choć część graczy mocno wierzyła w to, że w okresie premier next-genów Nintendo uderzy z grubej rury, aby przyciągnąć do siebie uwagę, firma schowała głowę w piasek. Czy aby na pewno?

Osobiście jestem trochę zawiedziony jeśli chodzi o gry wydane przez Nintendo w 2020 roku. Liczyłem na przynajmniej jeden duży hit największego kalibru w okresie jesienno-świątecznym, tymczasem dostałem jedynie kolejną część z serii Warriors ubraną w szaty prequela The Legend of Zelda: Breath of the Wild oraz zremasterowaną składankę trójwymiarowych części Mario. Jak bardzo bym się w nie nie wkręcił, a muszę przyznać, że bawiłem się świetnie, to jednak czuję niedosyt.

Wydaje się, że Nintendo ten rok przespało, a odwołanie E3 i ogólnoświatowa pandemia mogły sprawić, że Japończycy przynajmniej na razie woleli nie zdradzać swoich planów. Z perspektywy osoby nieśledzącej codziennie newsów może to wyglądać źle, jakby włodarze z firmy Kioto przestraszyli się konkurencji. Prawda jest jednak taka, że Nintendo nie musiało prężyć muskułów, bo rok 2020 był jednym z lepszych w historii firmy.

Nintendo zbiera plony

Nintendo Switch - sklep

Switch w wielu krajach stał się produktem deficytowym. Mazzi, którego możecie znać z PSX Extreme, a który mieszka w Kraju Samurajów, wspominał mi nie raz, że kolejne partie konsoli Nintendo rzucane do sklepów znikają błyskawicznie. Ale nie tylko Japonia oszalała na punkcie "Pstryka". Na świecie sprzedało się już blisko 70 milionów egzemplarzy konsoli. W porównaniu z ubiegłym rokiem do końca września 2020 Japończycy zaliczyli ponad 70% wzrost sprzedaży! A jeden z największych hitów Ninny - Animal Crossing: New Horizons - przebił już 26 milionów sprzedanych kopii. Switch nie dostał w tym roku wielu hitów od Nintendo, ale firma nigdy wcześniej nie mogła liczyć na tak duże wsparcie deweloperów third-party. Gier wychodzi cała masa, sprzedają się dobrze, a kolejni deweloperzy bardzo chętnie portują swoje hity.

Wreszcie konsola stała się po prostu modna. Mam naprawdę sporą liczbę znajomych, którzy nie mają konsol stacjonarnych, a kupili sobie Switcha. Jest przenośny, można na nim grać w drodze do pracy, w pociągu, gdy żona z dziećmi zajmują telewizor. Ba, osoby recenzujące gry na serwisie czy w magazynie często wręcz wolą wersję na Switcha, jeśli jest taka opcja. To pokazuje jak popularna jest maszynka Nintendo. A mowa przecież o Polsce, gdzie twórcy Mario nigdy nie zawojowali rynku, nie licząc czasów Pegasusa i uwielbienia do Mario. Ale wtedy mało kto wiedział, co to jest w ogóle NES. Do czego jednak zmierzam? Nintendo osiągnęło taki sukces ze Switchem, że w tym roku mogli sobie odpuścić walkę o uwagę ze znacznie bardziej zaawansowanymi i skupionymi na premierze next-genami. Konsola sprzedaje się siłą rozpędu, nie ma powodu do gwałtownych ruchów, tak jak wątpliwości co do tego, że rok 2021 będzie należał do Nintendo.

Switch Pro stanie się ciałem

Nintendo Switch i iPhone

Plotki o tym, że nowa wersja Nintendo powstaje krążą po Sieci już jakiś czas. Podobnie było przecież w przypadku Switch Lite, który najpierw pojawił się w przeciekach. Niemniej jednak wrzucanie takiej konsoli jak Switch Pro na pożarcie znacznie bardziej zaawansowanych PS5 i XSX byłoby marketingowo nierozważne. Dlatego jestem pewien, że Nintendo uderzy z tematem gdy next-genowy kurz trochę opadnie. Czyli w 2021 roku. Zresztą ciężko traktować ten fakt wciąż jako plotki, skoro deweloperzy third-party zostali poproszeni przez Nintendo o przygotowanie swoich gier w 4K, którego przecież Switch na ten moment nie obsługuje, a sam gigant z Kioto w swoich raportach używa oficjalnie nazwy „next gaming system”. Mówi się też, że nowa konsola wyposażona zostanie w wyświetlacze Mini-LED i zwiększona zostanie też żywotność baterii. 

Tym samym Nintendo zagrałoby kartą, z której na mijającej właśnie generacji skorzystało Sony i Microsoft wydając na rynek PS4 Pro i Xbox One X. Jak już wiemy, takie przedłużanie generacyjnego bytu wyszło obu firmom na dobre. Nintendo miałoby w tym wypadku w rodzinie trzy z pozoru te same, a jednak różne sprzęty. Standardową wersję Pstryka, przenośną bez możliwości podłączenia do TV dla fanów handheldowego grania oraz wersje 4K, która zapewne działałaby już z nowymi telewizorami i być może nawet ulepszała starsze gry, w podobnej formie jak dziś robią to XSX i PS5. Zresztą posiadanie różnych wersji sprzętów z tej samej rodziny do dla Nintendo żadna nowość, że wspomnę chociażby różne wersje 3DS-a. A są nawet i tacy, którzy sugerują, że Nintendo powinno z marki „Switch” zrobić to, co Apple robi z iPhone'ami, wydając po prostu co jakiś czas nowe, bardziej wydajne wersje z pełną, wsteczną kompatybilnością. 

2021 rokiem Nintendo

The Legend of Zelda: Breath of the Wild

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że rok 2021 będzie należał do Nintendo. Podczas gdy PS5 i XSX czekać będą na kolejne hity Switch bedzie miał czym postraszyć i przyciągnąć klientów. W przyszłym roku jubileusze będą obchodzić dwie, niezwykle ważne serie - Zelda oraz Pokemon. Rychła premiera sequela Breath of the Wild, który ma być bardziej mroczny niż jedynka, jest pewna. Jak i to, że będzie to system-seller. Nie zdziwiłbym się również, gdyby wzorem Mario Nintendo wypuściło na 35 rocznicę składankę trójwymiarowych odsłon Zeldy, którą sam brałbym nawet dziś. Już teraz możemy być pewni, że taka inicjatywa spotkałaby się z ogromnym zainteresowaniem i dała niezły zastrzyk gotówki Japończykom. Nie wróżę z fusów, po prostu widzę wyniki sprzedaży Super Mario 3D All-Stars, które oscylują w granicach 6 milionów kopii. To dwa razy tyle co Marvel's Avengers, wyprodukowane za miliony dolarów i promowane gdzie się da na różnych platformach. 

Ale fani liczą też na to, że w 2021 dostaniemy pełnoprawną odsłonę Poksów. A gry z tej serii po prostu zawsze schodzą jak świeże bułeczki. Nie będzie w najbliższych latach lepszej okazji do wyplucia kolejnej, tym razem być może przełomowej, części serii niż na jej 25-lecie. I teraz znowu wracając do idei remasterów i składanek - Nintendo ma ogromne pole do popisu, a każde takie wydanie klasycznych odsłon serii czy nawet tych nowszych jest po prostu skazane na sukces. A przecież w międzyczasie w kalendarzu wydawniczym na pewno zaistnieją takie tytuły jak Bravely Default II2, Monster Hunter Rise, Shin Megami Tensei V, No More Heroes III czy Bayonetta 3, o której wprawdzie spekulowano, że została skasowana, ale plotki te zostały zdementowane. A to wciąż nie wszystko....

Metroidzie, gdzie jesteś?

Metroid Prime 4 to ciężki temat. Osobiście jestem wręcz pewien, że pierwotnie miała to być gra, która zadebiutuje właśnie pod koniec 2020 roku, bo jak wspomniałem, Nintendo zostało bez wielkich hitów finiszu tego roku. "Czwórka" została ujawniona na E3 w 2017 roku, ale ciężko powiedzieć coś więcej, bo na ekranie pojawiło się tylko logo. Gdy wszyscy wyczekiwali pierwszego gameplayu Japończycy niespodziewanie zdecydowali się na pełny „restart” i rozpoczęcie prac nad grą od nowa.

Podobno produkcja nie oferowała jakości jakiej oczekiwano od tak uznanej serii. Tym samym markę ponownie przekazano w ręce amerykańskiego Retro Studios, które było odpowiedzialne między innymi za trzy części serii Metroid Prime. Czy doczekamy się gry w przyszłym roku? Bardzo możliwe. W międzyczasie szeregi ekipy zasilił Johny Ljungstedt, dyrektor artystyczny, który odpowiadał za Mirror's Edge i Battlefield V. Nie jest też tajemnicą, że przed premierą czwórki zadebiutuje odświeżona trylogia, a sikorki ćwierkają, że powstaje też nowa, dwuwymiarowa odsłona. 

Nintendo ma więc czym postraszyć i jest dużo przesłanek za tym, że rok 2021 będzie jednym z lepszych dla użytkowników Switcha. A Switch Pro może dla wielu okazać się doskonałym uzupełnieniem next-genów Sony i Microsoftu. 

Tagi: 2021 Nintendo switch pro