Krzysiek Kalwasiński Krzysiek Kalwasiński 15.11.2020
Dlaczego nie jestem zainteresowany nową generacją
4122V

Dlaczego nie jestem zainteresowany nową generacją

Niektórzy z Was już świętują start nowej generacji, inni jeszcze czekają, a kolejni nie są na ten moment zainteresowani. Do tej ostatniej grupy należę ja, stąd też ten tekst, w którym wyjaśnię dlaczego. Pewnie niejeden z Was podzieli moje zdanie.

Żyjemy w ciężkich czasach. Z jednej strony mamy pandemię, a z drugiej coraz mniej ciekawych rzeczy w elektronicznej rozrywce - choć tu pewnie wielu z Was się ze mną nie zgodzi, bo obecny start nowej generacji w opinii powszechnej uważa się za udany. Osobiście stwierdzam, że nie ma za bardzo czym się podniecać, ale co kto lubi - ja wpływu na gust ogółu oczywiście nie mam. Szkoda, bo fakt, że Joker uważany jest za film wybitny, świadczy o niczym innym, jak o coraz niższych standardach nie tylko konsumentów, ale również twórców. O popularnej muzyce nie chcę nawet wspominać, z kolei jeśli chodzi o gry - mamy The Last of Us, które (o zgrozo, biada nam) uważane jest za najbardziej emocjonujące doświadczenie, jakiego można doświadczyć podczas obcowania z grami wideo. To jednak temat na inny tekst, dlatego też zgrabniutko przejdę do sedna - tym bardziej, że ostatnie zdanie ma z nim dość mocny związek.

Czy to już resztka?

Wzmianka o hicie Naughty Dog nie pojawiła się w tym tekście przypadkowo. Produkcję tę uważam za mocno przereklamowaną, o czym wyraziłem się w tym miejscu. Już od kilku lat nie mogę pojąć skąd wziął się fenomen tej przeciętnej produkcji. Tyczy się to jednak większej ilości największych hitów - choćby Horizon Zero Dawn (to dopiero nudna gra - czynności podobne do oglądania rosnącej trawy mogą konkurować, (mówimy jednak o grach, w których bierzemy rzekomo czynny udział) - o nieudanym hicie Guerilla Games wypowiedziałem się w tym miejscu.

Jest jeszcze Marvel's Spider-Man - hit, z którym wytrzymałem nie więcej niż godzinę. Produkcja Insomniac Games jest po prostu mdła i nigdy nie zrozumiem dlaczego to coś otrzymało tyle wyróżnień i mini-kontynuację, która jest tytułem startowym na PlayStation 5. Nie do pomyślenia, że niegdysiejsi twórcy serii Spyro, czy Resistance tworzą coś takiego i jeszcze są oklaskiwani ze wszystkich możliwych stron. Chętnie napisałbym tekst o tym, dlaczego "chłopiec w rajtuzach" nie zasługuje na miano Gry Roku, ale to dopiero jak faktycznie ukończę to "dzieło".

Kierunek jaki obrały obecnie gry, nie podoba mi się już od startu siódmej generacji, choć nawet w trakcie jej trwania pojawiło się (na spokojnie) kilkanaście perełek, bez których granie dzisiaj byłoby jeszcze bardziej nudne. Na kończącej się właśnie generacji jest ich (zdaje się) znacznie mniej i według moich przewidywań (nie to, żebym był jakimś prorokiem, czy znawcą), będzie jeszcze mniej. Gry wideo stały się rozrywką niemal w pełni mainstreamową, tym samym coraz mniej jest miejsca na innowacyjność, czy podejmowanie trudniejszych tematów - coś za co pokochałem choćby Silent Hill 2, czy Spec Ops: The Line. Nie ma co się jednak dziwić. To coraz większe pieniądze i skoro w kinematografii jest coraz mniej miejsca na sztukę, tym mniej będzie jego w grach, w których jest jeszcze więcej miejsca na zachęcenie konsumenta do wydawania pieniędzy.

Zapłać i strać

Nie chcę zabrzmieć jak przeciwnik wydawania pieniędzy na gry - tudzież wszelkie dodatki do nich. Wszakże jeśli kogoś stać i ma ochotę, niechże robi sobie ze swoimi pieniędzmi co tylko zechce. Jedyne czego nie lubię, to ułatwiania w ten sposób gier - czy znów zdobywanie w ten sposób przewagi w grach nastawionych na zabawę z innymi graczami (choćby Call of Duty: Black Ops - Cold War i PlayStation Advantage).

Nie wiem jednak, czy bardziej nie doskwiera mi ułatwianie gier dla jednego gracza - zwłaszcza tych, które swego czasu okrzyknięte były powrotem do starej szkoły pod względem trudności. Na tę przypadłość cierpi remake Demon's Souls (PS5), który oferuje uzbrojenie się w regenerujące się punkty zdrowia za prawdziwą gotówkę. Coś czego w podobnym tytule miejsca mieć nie powinno. Cóż jednak poradzić. To przecież tytuł startowy, który nawet moją mamę (niemającą z grami nic wspólnego) ma zachęcić do sięgnięcia po pada - czy raczej po portfel.

Wyobrażacie to sobie? Wcale nie musicie - to się dzieje. Pomijając już fakt, że można sobie ten "hardkorowy" tytuł w podobny sposób ułatwić, samo to, że remake jest tytułem startowym na nowej generacji uważam za pomyłkę i splunięcie na twarz szanującego się gracza. Zresztą - przecież jeszcze przy przemijającej właśnie generacji sporo było entuzjastów grania, którzy narzekali na ciągłe odgrzewanie kotletów. Dziwnym trafem w przypadku tego tytułu jakoś ich nie widać. Marketing potrafi widocznie zdziałać prawdziwe cuda.

Demon' Souls, Spider Man: Miles Morales, czy może Astro's Playroom?

Powiedziałbym, że żadne z powyższych. Demon's Souls jawi mi się jako remake zbyt odbiegający od oryginału, zmieniający jednocześnie zbyt mało, by mówić o porządnym odświeżeniu. Zdecydowanie za bardzo zmieniła się stylistyka gry, która teraz bardziej kojarzy mi się z takim sobie Diablo III, ale jednocześnie ma bardzo podobną mechanikę do oryginału z PlayStation 3. Nie wspominając o tym, że patrząc na tę produkcję wcale nie widzę, że jest to następna generacja.

Spider-Man Miles Morales nie interesuje mnie z uwagi na to, co zaprezentował poprzednik - nie spodziewałbym się tutaj wyższej jakości, choć może przyjąłbym tę grę cieplej z uwagi na krótszy czas trwania - tak było chociażby z Far Cry New Dawn, które było niemal idealnie krótkie, jak na to co ma do zaoferowania. Astro's Playroom jako pokaz możliwości paskudnego DualSense nie ma szans mnie zainteresować, tym bardziej, że większość funkcji kontrolera zapewne odejdzie w zapomnienie wraz z kolejnymi latami - tak przynajmniej było w przypadku każdej poprzedniej generacji.

Z powyższych zdań łatwo można wywnioskować, że "cudowne eksiki" Sony to nie moja bajka. Z ostatniej generacji potrafię wymienić zaledwie dwa, może trzy tytuły ekskluzywne dla PlayStation 4, które w jakiś sposób złapały mnie za serce: Bloodborne (prawdziwe arcydzieło o którym wypowiedziałem się w tym miejscu), Until Dawn, i Uncharted: Zaginione Dziedzictwo (mimo, iż całej serii nie znoszę).

Wciąż mówię jednak o Sony i PlayStation. Pozostaje jeszcze Microsoft i ich nowy Xbox. W przypadku giganta z Redmond kuszącą wydaje się wizja posiadania abonamentu pozwalającego nadrobić wiele zaległości w stosunkowo niskiej cenie. To wciąż jednak za mało, żeby w tym momencie inwestować również w ten sprzęt.

PlayStation 5, czy Xbox Series X/S? Żadne z powyższych.

Tak jak napisane jest w śródtytule, żaden ze sprzętów nowej generacji mnie na ten moment nie interesuje. Dla mnie najważniejsze są gry. W Demon's Souls mógłbym jeszcze zagrać, bo jestem fanem oryginału, ale to zdecydowanie za mało, żeby kupować nową konsolę. Tym bardziej, że nie podoba mi się to co BluePoint Games zrobiło z tym klasykiem.

Dodajmy do tego trudności z nabyciem sprzętu. Zanim zachce grać mi się w coś nowego, sytuacja panująca na świecie być może się uspokoi i będzie łatwiej. Druga sprawa to to, że jeszcze na szóstej generacji i w zasadzie nawet poprzednich mam tyle zaległości, że tytułów do ogrania mam jeszcze na co najmniej 20 lat. Nie widzę więc powodów żeby się śpieszyć. No chyba, że nagle zapowiedzą Bloodborne 2 albo Kingdom Hearts IV. Wtedy będę mógł mówić o jakimkolwiek entuzjazmie. Choć muszę przyznać, że ciekawie zapowiada się jeszcze Final Fantasy XVI, ale to wciąż śpiewka nieco odległej przyszłości.