Krzysztof Grabarczyk Krzysztof Grabarczyk 21.09.2020
PS5 vs XSX. Czy nastał koniec wojny konsol?
2403V

PS5 vs XSX. Czy nastał koniec wojny konsol?

Dobiegająca powoli do cyklicznego końca, bieżąca generacja ustanowiła przez ostatnie dwa lata całkowicie nowy porządek w konsolowej rzeczywistości. Patrząc z obecnej perspektywy odnoszę wrażenie, że era stacjonarnego wyścigu zbrojeń dobiega powoli końca. Zmienił się nieco styl korporacyjnego myślenia według co niektórych potentatów rynku. Wedle reguł, konsolowe sprzeczki fanatycznych zwolenników danej marki sprowadzają się do wykładania na publiczny stół listy gier na wyłączność czy słupków sprzedaży. Następne pokolenie konsol ma ogromną szansę na zawsze zmienić ten stan rzeczy. 

Xbox One nie miał udanego startu. Microsoft bardzo nieumiejętnie zareklamował nowy system marki Xbox. Mógłbym to porównać do tak samo wątpliwie zorganizowanej oficjalnej zapowiedzi Wii U przez Nintendo. Wprawdzie firma z Redmond po zbojkotowaniu przez graczy zmieniła swoje zamiary, tak niesmak pozostał. Sony od początku kroczyło tradycyjną sciężką oferując jak najwięcej dopracowanych tytułów na wyłączność. Dzisiaj biblioteka gier dedykowanych PlayStation 4 to bardzo apetyczny kąsek dla koneserów stacjonarnego grania. Jednak, Phil Spencer przejmując dział Xbox postanowił przez ostatnie lata podążyć w zupełnie innym kierunku. Wielu obserwatorów kwestionuje jego decyzje. Mimo wszystko, pewne ruchy Microsoftu podjęte kilka lat temu dzisiaj nabierają nowego znaczenia. Plan Spencera to dość zaskakująco skutecznie zaplanowana wieloletnia machina usługowo-wydawnicza. W kontekście tradycyjnego podejścia Sony to całkiem interesująca zjawisko.

Scentralizowanie marki Xbox jako wspólnego międzyplatformowego systemu po pierwszych zapowiedziach wydawał się czymś bardzo nietypowym. Przynajmniej w kwestii logiki, która od zawsze towarzyszyła podczas ekspansji rynku konsol. Czy tego chcieliśmy, czy nie zmiany nadeszły. Microsoft od zawsze gwarantował lepszą jakość cyfrowych usług niż konkurencja co wynika z wieloletniego doświadczenia na tym polu. Xbox One miał jednak w swoim cyklu moment, w którym pojawiło się sporo ciekawych gier ekskluzywnych. W okresie 2015/2016 mieliśmy kilka interesujących okienek wydawniczych (Ori, Quantum Break, Sunset Overdrive nieco wcześniej). Wszystko zmieniło się kiedy podczas E3 2017 wspomniany Phil Spencer ogłosił nową strategię koncernu w zakresie Xbox. Od tamtej pory ewidentnie Microsoft przestał bezpośrednio rywalizować z Sony na tradycyjnym polu jakim są ilość potencjalnych gier dla jednej platformy. Oczywiście, wielu uznało to za poddanie się trwającej od lat hegemonii Sony lecz w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Zarówno z konsumenckiego jak i marketingowego punktu widzenia.

Wspólny mianownik

Halo Infinite - Microsoft

W całej tej odmiennej polityce obydwu producentów, jej wspólnym elementem jesteśmy my, gracze. To my decydujemy swoimi zakupami o przyszłości tej branży. Xbox cały czas tworzy model w oparciu o usługi, granie na abonament. Przy czym okazuje się, że mocno wspiera scenę twórców niezależnych. Już za czasów Xbox 360 firma dbała o solidny fundament relacji z zespołami indie. Sony pozostaje wierne tradycji od samego początku. Dla tego globalnego wydawcy liczą się przede wszystkim tytuły dedykowane imiennej platformie. Po wynikach sprzedaży osiąganych przez gry pokroju God od War, Ghost of Tsushima czy The Last of Us: Part II widać, że to wciąż niezawodny system. Wszakże nie musi być jedyny. Paradoksalnie, dzięki zmianie sposobu myślenia Spencer oferuje całkowicie inne doświadczenie.

Xbox Game Pass, xCloud czy wreszcie pomost między konsolami a PC. Halo: the Master Chief Collection uraczyło posiadaczy PC, producenci oferują także cross-play. Sony niejako podąża za ciosem mając w ofercie usługę PlayStation Now z pokaźną bazą gier, lecz nie znajdziemy tam nowości jak w abonamencie Microsoftu. Nadal trzy najważniejsze marki kojarzące się z Xbox to Halo, Forza i Gears of War. Wszystkie kładą także mocny nacisk na aspekt rozgrywki wieloosobowej. Co jest przeciwieństwem szykowanych z myślą dla jednego gracza produkcjach od Sony. Pozostaje zatem kwestia czy ta obecna już od jakiegoś czasu różnica będzie się zacieśniać coraz bardziej? Obie firmy stawiają na zupełnie inne warianty atrakcyjności dla potencjalnego odbiorcy. Ostatnie dwa lata bardzo nakreśliły różnice w ofercie obu platform. Właśnie dlatego jestem zdania, że w kolejnych latach całkowicie zaniknie zjawisko konsolowych wojen, choć news o tym, że Microsoft wykupił Bethesdę z pewnością odbije się Sony czkawką i może sporo namieszać.  

Ktokolwiek wygra. My skorzystamy.

Demon Souls - PS5

PlayStation 5 już na starcie gwarantuje kilka wartych uwagi tytułów podczas gdy Xbox Series X to kolaboracja między pozostałymi segmentami rozrywki od firmy z Redmond. Gry na wyłączność lub potężny zakres usług. Sony nie ma zamiaru podążać w ślad XGP co stawia Microsoft w pozycji lidera taniego grania w abonamencie. Ceny sugerowane przez Sony w zakresie exów nie zachęcają. Oby reszta wydawców nie poszła podobnym tokiem myślenia. Japoński gigant jednak także od pewnego czasu zaczyna wydawać swoje hity na PC. Praktyki stosowane od lat przez włodarzy Xbox zaczynają mieć zastosowanie w konkurencyjnym obozie. 

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Czy w kontekście nadchodzącej generacji odczujemy rywalizację obu firm? Zmiana polityki ze strony Amerykanów zapewnia Sony całkowity monopol dzięki exom, lecz także oferuje tańszy dostęp do next-genowych produkcji dzięki usługom. Wydaje się, że od teraz dwa odwieczni rywale będą raczej koegzystować na rynku niż toczyć faktyczną walkę o klienta. Na tym możemy skorzystać tylko my. PlayStation pozostaje wierne tradycyjnym założeniom, Xbox tworzy ekosystem. Czy to koniec wojen konsolowych?

Tagi: ps5 wojna XSX