Kajetan Węsierski Kajetan Węsierski 27.06.2020
DICE. Gry od twórców Battlefielda, o których mogliście nie słyszeć
1277V

DICE. Gry od twórców Battlefielda, o których mogliście nie słyszeć

Studio, które dziś najbardziej kojarzone jest z serią strzelanin spod szyldu Battlefield miało w swojej historii mnóstwo eksperymentów, które miały szanse wypalić, ale zniknęły w odmętach historii.

Studia deweloperskie w branży gier podzielić można na kilka kategorii. Bardzo wiele z nich długo szuka swojej „złotej serii”, o którą będzie można opierać całe istnienie zespołu i jego funkcjonowanie na przestrzeni lat. Nie wszystkim się to udaje, a tych, którzy podołali zadaniu, uznaje się za ogromnych szczęśliwców. Daje im to swoisty zastrzyk bezpieczeństwa i margines błędu, przy próbach wchodzenia na nowe tereny. 

Świetnym przykładem takich „szczęśliwców” jest DICE, dla których worek ze złotem rozsypał się 18 lat temu, gdy świat ujrzał Battlefield 1942.  Wtedy wszystko się zaczęło, a coś, co miało być zaledwie ciekawostką, stało się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w świecie gier. Nowe odsłony do dziś ekscytują graczy, którzy nie zważają na pojedyncze potknięcia twórców. 

Szwedzki cud

DICE (właściwie Digital Illusions) założone zostało w Vaxjo, w maju 1992 roku przez Olofa Gustaffsona, Markusa Nystorma, Fredrika Lijegrena oraz Andreasa Axelssona. Czwórka przyjaciół ze studiów zamierzała od samego początku tworzyć gry na Amigę i taką też drogę obrali, krocząc nią przez pierwsze lata funkcjonowania. Potem, wraz ze wzrostem zainteresowania PeCetami, zmienili nieco swoją strategię i grupę odbiorców. 

Początkowo produkowali masowo wszelkiej maści wariacje z pinballem w tle, aby nieco później przejść na gry wyścigowe i tu spróbować swoich sił. Nic nie było jednak takim sukcesem, na jaki mogliby liczyć. Aż do 2002 roku, gdzie po dziesięciu latach istnienia wreszcie trafili w „dziesiątkę” i rozpoczęli marsz ku chwale. Zaledwie cztery lata później przejęci zostali przez EA, a dalszą historię na pewno już znacie. 

Należy jednak pamiętać, że przez blisko trzy dekady funkcjonowania wyprodukowali sporo gier, o których mało kto słyszał. Mają na swoim koncie produkcje zupełnie od siebie różne i zdecydowanie dalekie od serii Battlefield. Właśnie o nich będzie traktował dzisiejszy tekst, zapraszam!

Pinball Dreams (1992)

Jak wspomniałem kilka akapitów wyżej, szwedzcy twórcy zaczynali od produkowania gier, które nieco rozwijały formułę klasycznego pinballa, znanego chyba wszystkim. Nie może więc zaskakiwać fakt, że pierwszą ich produkcją była właśnie taka wariacja. Pozycja ukazała się początkowo w 1992 roku na Amigę, aby w kolejnych dziesięcioleciach doczekać się masy portów (m.in. na PC, OS X i Linuxa). 

W grze oddano nam aż cztery różne plansze do wyboru: Ignition (kosmiczna), Steel Wheel (Dziki Zachód), Beat Box (muzyczna) oraz Nightmare (horror). Założenia  były banalne i wydaje mi się, że nie muszę nikomu tłumaczyć, na czym polega pinball z piłeczką i dwoma przyciskami do odbijania jej, w celu nabijania punktów na planszy. Zabawa prosta, ale niezwykle wciągająca i satysfakcjonująca. 

Amiganoid (1993)

Kolejny ciekawy projekt, będący jednocześnie trzecią grą w portfolio twórców i pierwszą, która nie traktowała o pinballu. Tu, jak sama nazwa może wskazywać, dostajemy tytuł w klasycznych założeniach Arkanoida, ale wydany na Amigę. Chodzi oczywiście o niszczenie bloczków za pomocą piłeczek odbijanych przez platformy. Tak, wyjątkowo liczba mnoga, bo co warto odnotować, w wersji Szwedów dodano drugą „paletkę” z prawej strony ekranu.

Twórcy zaoferowali nam aż 25 różnorodnych poziomów, w których mieliśmy za zadanie niszczyć struktury z klocków. Z biegiem czasu i utrzymywaniem piłeczki w grze, ta przyspieszała i stawała się jeszcze trudniejsza. Amiganoid nie nagradzał za wytrwałość, ale starał się za nią karać i zwiększać poziom trudności. Jestem niezmiernie ciekaw, czy ktokolwiek z Was miał możliwość zagrania w tę grę. Może znajdzie się osoba, której udało się ją przejść? Dajcie znać w komentarzach!

Swedish Touring Car Championship (1999)

Po fali klasycznych projektów arcade, które wydawało DICE, w latach 90. doszło do pewnej zmiany i przerzucenia się na nieco inny gatunek. Pod koniec ubiegłego wieku w studiu zdecydowano, aby próbować swoich sił w różnego rodzaju grach wyścigowych i jedną z takich było STCC, a więc wariacja na temat popularnego turnieju, który ma miejsce w Szwecji.

Twórcy do dziś chwalą się dźwiękiem, który był „najwyższej klasy” i cechował się wysokim oddaniem realnych odgłosów wyścigów. Do dyspozycji dostajemy mnóstwo modeli aut turystycznych, od Audi, przez Fordy i BMW, aż po Nissany, a nawet Chrystlery – w sumie 10 różnych rodzajów samochodów. Ogromną zaletą była implementacja rozgrywki wieloosobowej przez Internet bądź LAN

Riding Champion: Legacy of Rosemond Hill (2000)

Jeśli myślicie, że DICE zdecydowało się na wrzucenie do swoich gier koni dopiero przy okazji premiery Battlefield 1 w 2016 roku, to nic bardziej mylnego! Już ponad 1.5 dekady wcześniej twórcy ze Szwecji próbowali swoich sił w tytule, która nie tylko zezwalała na jazdę konną, ale robiła z niej motyw przewodni całej produkcji! 

W projekcie z przełomu wieków wcielamy się w Annie, młodą dziewczynkę, która trenuje, by zostać kiedyś gwiazdą jeździectwa. Fani dostali możliwość pielęgnowania swoich czworonożnych przyjaciół, trenowania na torach jeździeckich (poprzez jazdę i skakanie nad przeszkodami) oraz dbanie o dobrą dietę koni! Ciekawy pomysł i niecodzienna tematyka poruszona w grze.

Pryzm Chapter One: The Dark Unicorn (2002)

Wydaje mi się, że może znaleźć się kilka osób, które miały okazję grać w ten tytuł na PlayStation 2, ale niekoniecznie są świadome, iż stoi za nią Digital Illusions! O projekcie można powiedzieć bardzo dużo, z wyjątkiem tego, że był w pełni udany. Większość recenzji określa go jako „średniak” i chyba podsumowanie go jako „klasyczne 5/10” nie będzie krzywdzące

Pozycja ta to sztampowy obraz gry action-adventure, gdzie lądujemy w fantastycznej krainie pełnej mitycznych ras, zmuszonych zmagać się z nagłą epidemią, która zawładnęła światem. Warto wspomnieć o bardzo charakterystycznej formie sterowania. Twórcy z DICE chyba źle zrozumieli cel wprowadzenia drugiej gałki analogowej w DualShocku i przy pomocy jednej sterowaliśmy głównym bohaterem, a używając drugiej... Jego jednorożcem!

Midtown Madness 3 (2003)

Jedna z trzech gier od DICE, która wydana została wyłącznie na klasycznego Xboksa, a przy tym jedna z pierwszych, które ukazały się już pod opiekuńczą banderą EA. Projekt ten kontynuował oczywiście serię „Midtown Madness”, traktującą w ciekawy sposób o wyścigach odbywających się nie na specjalnych trasach, a w sercach największych światowych metropolii. 

W odsłonie od DICE dodano do gry dwa ogromne, otwarte miasta: Waszyngton oraz Paryż. Mogliśmy brać udział w wyścigach ze sztuczną inteligencją, zaliczać „czasówki”, albo zwyczajnie zwiedzać piękne okolice na imponującym jak na tamte czasy silniku graficznym. Nie zabrakło oczywiście trybów do rozgrywki wieloosobowej, które pozwalały próbować swoich sił w potyczkach z innymi graczami na całym świecie. 

Tagi: Battlefield dice Digital Illusions gry Pryzm Pryzm - Chapter One: The Dark Unicorn TDK Mediactive