Rodzina Soprano, czyli serial, który zmienił oblicze telewizji

Rodzina Soprano, czyli serial, który zmienił oblicze telewizji

Dawid Ilnicki | 13.05.2020, 22:00

Fanów “Rodziny Soprano” zasmuciła ostatnio informacja o tym, że z powodu pandemii koronawirusa, premiera prequela tej serii, obrazu “The Many Saints of Newark” nieco się opóźni. Choć bowiem wszyscy mamy już po dziurki w nosie wszelkiego rodzaju prequeli, rebootów i innych produkcji, które powszechnie są określane mianem odcinania kuponów, w tym wypadku oczekiwania są jednak spore. Przy tworzeniu najnowszego dzieła bierze bowiem udział sam David Chase, człowiek, który podarował światu jeden z najwybitniejszych seriali wszech czasów.

Z dzisiejszej perspektywy brzmi to jak jakiś nieśmieszny żart, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu twory telewizyjne były traktowane jak wyrób filmopodobny, a znani twórcy reagowali alergicznie na samą wzmiankę o seriach produkowanych na mały ekran. W kapitalny, jak zawsze ironiczny sposób, odnosi się do tego faktu sam serial “Rodzina Soprano”. W jednym z odcinków scenarzysta JT Dolan, będący przy okazji także zdegenerowanym hazardzistą, przychodzi do miejscowego lombardu by - na poczet swych ogromnych długów - zastawić nagrodę telewizyjną Emmy, którą otrzymał. Od kierownika tego przybytku słyszy, że może za nią dostać ledwie kilkanaście dolarów. “Zwariowałeś!? Przecież to najważniejsza nagroda przemysłu telewizyjnego…” - odpowiada, na co słyszy, że gdyby to był Oscar dostałby dużo więcej.

Dalsza część tekstu pod wideo

Minęło zaledwie kilkanaście lat, a sytuacja zmieniła się o 180 stopni. To przemysł filmowy zaczął gonić w piętkę, nie mając świeżych pomysłów na fabuły zabawiał się w tworzenie remake’ów, versusów, rebootów… W zasadzie nie muszą nic dodawać, bo dotyczy to również czasów w których żyjemy. Tymczasem telewizja rozkwitała, tworząc jeden klasyk za drugim. Nagle okazało się, że ma ona nad filmem istotną przewagę: może opowiadać o bohaterach dużo dłużej niż nawet 3-godzinny film, dbać o najdrobniejszy szczegół, prawdopodobieństwo psychologiczne, a co najważniejsze rozwój swoich postaci. Wielkie zasługi dla kształtu obecnej rozrywki ma stacja HBO, szczególnie jej pierwsze prawdziwe arcydzieło - “Rodzina Soprano”.

Trudne początki

Rodzina Soprano, czyli serial, który zmienił oblicze telewizji

Dziś aż trudno w to uwierzyć, ale losy serii, która zmieniła oblicze telewizji zależały od tego czy stacjom spodoba się tzw. pilot serii, który wyreżyserował właśnie David Chase. Co ciekawe zresztą stanął on przed kamerą tylko dwukrotnie: na początku i końcu sześcio-sezonowej sagi. W tamtych czasach była to powszechna praktyka, bo seriale nie były tak rozpowszechnione jak dziś. Pomimo świetnego przyjęcia ze strony znajomych i obsady twórca bał się, że odcinek nie spodoba się telewizjom i cały wysiłek pójdzie na marne. Dodatkowo miał również inne zobowiązania, które jednak przełożył do czasu aż przedstawiciele HBO wypowiedzą się na temat pierwszego epizodu. Na szczęście tuż przed świętami w 1997 roku Chase otrzymał telefon z informacją, że produkcja przypadła stacji do gustu i zamówiła ona cały pierwszy sezon. Miał on premierę w półtora roku od zakończenia zdjęć do pilota.

Co ciekawe do głównej roli Tony’ego Soprano typowanych było aż trzech aktorów i wszyscy ostatecznie wylądowali w obsadzie serii. Byli to Michael Rispoli, który otrzymał rolę Jackie Aprile’a seniora, pierwszego szefa mafii z New Jersey, który jednak już od początku serii choruje na raka, Steven van Zandt, odtwarzający ostatecznie rolę consigliere Tony’ego, Silvio Dante i oczywiście James Gandolfini. Fani serii dobrze wiedzą, że pilot momentami mocno odbiega od serialu właściwego. Sam “Sil” nie jest w nim jeszcze tak ważną postacią jaką był w następnych odcinkach. Malutką rólkę miała w nim zagrać Drea de Matteo, która jednak tak bardzo spodobała się na planie, że odtwarzaną przez nią postać rozbudowano. Stała się narzeczoną jednego z kluczowych bohaterów serialu, Christophera Moltisanti, granego przez Michaela Imperioli.

Sam Imperioli jest dziś jednym z dwóch, obok Steve’a Schirripy (grającego w serialu Bobby’ego Bacalę), gospodarzy świetnego podcastu “Talking Sopranos”, który zdradza wiele tajemnic produkcji. Aktor wyznał w nim na przykład to, że tuż przed kręceniem zdjęć do pilota miał propozycję zagrania w najnowszym filmie Woody’ego Allena, nad którą się zastanawiał, ale którą ostatecznie odrzucił, bo spodobała mu się rola Christophera. W filmie “Celebrity” ostatecznie zagrał zaś Sam Rockwell. Ci, którzy pamiętają pilot doskonale wiedzą, że jedną z pamiętnych sekwencji była pogoń Tony’ego za dłużnikiem, samochodem, który prowadził Christopher. Otóż 31-letni podówczas aktor… nie miał prawa jazdy, ale bojąc się o utratę pracy nie wyznał tego na początku. Sprawa wydała się gdy jadąc wraz z Jamesem Gandolfinim potężnie uderzył w drzewo. W tym momencie myślał, że szybko go zwolnią, ale gdy usłyszał głośny śmiech swego kolegi z planu wiedział, że skończy się tylko na strachu. Oczywiście pozostał w obsadzie, a niedługo potem zdał egzamin i mógł już legalnie siąść za kierownicę.

Gangsterzy tacy jak my

Rodzina Soprano, czyli serial, który zmienił oblicze telewizji

Twórca “Rodziny Soprano” David Chase, zafascynowany “Chłopcami z ferajny” Martina Scorsese, i mający włoskie korzenie przyznał, że przy kreowaniu niektórych postaci korzystał z historii zasłyszanych przez siebie i innych członków ekipy produkcyjnej. W wywiadzie z Peterem Bogdanowichem, który również zagrał w serialu rolę psychoterapeuty Elliotta, stwierdził, że nie miał od początku pełnej wizji czym będzie ten serial. Opowiadał jednocześnie o dwóch ważnych dynamikach: jedną z nich była chęć pokazania jednego z prominentnych przedstawicieli mafii jako człowieka mającego te same problemy co inni, które sprawiają, że mimo odrazy jaką czujemy do tego bohatera staje się on jednym z nas.

Michael Imperioli w kolejnych odcinka podcastu kapitalnie odtwarza kolejne piętra góry problemów z jakimi zmaga się główny bohater. Warto przypomnieć zdanie często powtarzane przez Tony’ego w serialu: “Co się stało z mężczyznami pokroju Gary Coopera? Silnymi, małomównymi typami”. Otóż współczesność ich zweryfikowała. O ile bowiem Tony nie ma żadnego problemu z zastraszaniem, biciem osób, które są jego dłużnikami, nawet jeśli to jego byli koledzy ze szkoły, o tyle jest bezbronny choćby w starciu z kobietami swego życia: matką, żoną, córką, a z czasem nawet ze swymi kochankami. To pakuje go w relację z kolejną silną kobietą, graną przez Lorraine Bracco, terapeutką Jennifer Melfi, która pomaga mu dotrzeć do pewnych nieuświadomionych przez niego emocji.

Drugą dynamiką, o której wspominał David Chase był swego rodzaju paradoks tego, że ludzie, którzy potrafili najlepiej wykorzystywać do swoich celów ludzką desperację w końcu stali się sami na tyle zdesperowani, że zaczęli odwiedzać terapeutów. Twórcy nie skupiają się tu wyłącznie na głównych bohaterach, ale w znakomity sposób kreślą obraz drugiego obiegu ekonomicznego w USA, małych barów, które muszą płacić haracze mafii, drobnych przedsiębiorców mających firmy, zajmujące się koszeniem trawy, którzy pewnego dnia skręcając w złą uliczkę mogą skończyć w szpitalu. Życie tzw. cywili w “Rodzinie Soprano” to brutalna gra, w której nawet znajomość z jednym z głównych bohaterów nie gwarantuje bezpieczeństwa, a jeden zły ruch może kosztować życie swoje lub bliskich.

Choć Chase na początku tego nie zakładał, jego seria w znakomity sposób opowiadała o historii Ameryki poruszając przy tym rozliczne wątki poboczne. Muszę z niejakim zażenowaniem wyznać, że dopiero odcinek czwartego sezonu “Christopher” skłonił mnie do zastanowienia nad dziedzictwem Krzysztofa Kolumba, wkrótce zresztą sięgnąłem po książkę Howarda Zinna “Ludowa historia Stanów Zjednoczonych”, która ma tam swoiste cameo. W tym samym epizodzie mamy fantastyczną rozmowę Żyda Hesha z jego wieloletnim przyjacielem Reubenem, która kończy się oskarżeniem tego drugiego o “zakamuflowany antysemityzm” i wyrzuceniem go z posiadłości. Znakomity jest również dialog Tony’ego z Bobby’m Bacala, która zaczyna się od pomylenia Nostradamusa z Notre Dame (“You know Quasimodo predicted all of this…”), a kończy na refleksji nad tym jak powstają teorie spiskowe. Takich perełek mamy w tym serialu mnóstwo.

Twoja twarz wygląda znajomo

Rodzina Soprano, czyli serial, który zmienił oblicze telewizji

W trakcie kręcenia sześciu sezonów serialu przez plan przewinęło się mnóstwo znanych aktorów, takich jak Joe Pantoliano jako szalony Ralph Cifaretto, Steve Buscemi grający kuzyna głównego bohatera Tony’ego Blundetto,  Robert Loggia jako Feech La Manna czy też… Ben Kingsley, który zagrał siebie, nagabywanego przez dwóch włoskich członków mafii, chcących obsadzić go w głównej roli, w koszmarnym filmie, który Christopher Moltisanti określił mianem skrzyżowania “Piły” z “Ojcem Chrzestnym 2”. Michael Imperioli powiedział jednak, że na początku naprawdę wielką gwiazdą była tylko Lorraine Bracco. David Chase od początku chciał by główne role w serialu odtwarzali aktorzy z Nowego Jorku, a głównym argumentem była rzecz jasna ekonomia.

Wielką karierę, dzięki “Rodzinie Soprano” zrobił naturalnie, niestety zmarły przedwcześnie w wieku zaledwie 52 lat, w 2013 roku, James Gandolfini. Aktor wcześniej pamiętany głównie z “Prawdziwego romansu” Tony Scotta, gdzie jednak odtwarzał jedną z pomniejszych postaci, stał się artystą kojarzonym z jedną, wielką rolą. Choć bowiem później zagrał w kilku znanych filmach, jak choćby “Mexican”, “Metro strachu”, “Wróg numer jeden” czy “Zabić jak to łatwo powiedzieć” tak naprawdę nigdy nie uwolnił się od kojarzenia wyłącznie jako szefa mafii w New Jersey, nawet jeśli odgrywał postać kompletnie odmienną od swego emploi. Pozostaje tylko żal, że nie może dziś wystąpić w żadnym z podcastów, bo pewnie cieszyłyby się one ogromnym powodzeniem.

Całkiem niezły status zbudowała sobie Edie Falco, ekranowa żona Tony’ego - Carmela, która była gwiazdą choćby bardzo popularnego serialu “Siostra Jackie”, a niedługo ma zagrać w “Avatar 2”. Wspominany wielokrotnie Imperioli to nie tylko bardzo dobry aktor, ale też scenarzysta, który dzięki swemu przygotowaniu zawodowemu po latach doskonale czyta poszczególne zamysły twórców serialu, dostarczając fanom sporo świetnego materiału do przemyśleń. Zarówno Robert Iker, czyli serialowy Anthony junior, jak i Jamie-Lynn Sigler, która w serialu zagrała rolę córki Meadow, nie zrobili wielkiej kariery, choć Sigler zagrała w kilkudziesięciu produkcjach.

Całkiem niezły status aktorski mają Tony Sirico, czyli nieobliczalny Paulie Walnuts, a także wspomniany wcześniej Steven van Zandt, który oprócz aktorstwa z powodzeniem para się również muzyką, a kilka lat temu zagrał w wyraźnie nawiązującym do “Sopranos” serialu “Lilyhammer”. Wspomnieć tu należy także o aktorce, która zagrała rolę drugoplanową, kochanki Tony’ego, Glorii Trillo. Odtwarzająca ją Anabelle Sciorra niestety była jedną z ofiar Harveya Weinsteina, dokładnie opisywał to w fascynującej książce “Catch and Kill” Ronan Farrow. Mimo kilkudziesięciu ról i wielu dokonań trudno nie zgodzić się z tym, że nie zrobiła kariery na miarę swojego ogromnego potencjału. 

Dziedzictwo “Sopranos”

Rodzina Soprano, czyli serial, który zmienił oblicze telewizji

W historii telewizji było kilka seriali, które kompletnie zmieniły jej kształt. “Miasteczko Twin Peaks” Davida Lyncha i Marka Frosta otworzyło stacje na to co tajemnicze, niedopowiedziane, wręcz surrealne. Inny, znakomity serial HBO, który miał swoją premierę trzy lata po sukcesie serii o której mówimy, “The Wire” pokazało, że dziś to seriale przejęły rolę dziewiętnastowiecznej powieści, z bohaterem zbiorowym, i to one potrafią najpełniej pokazywać złożoność procesów zachodzących w społeczeństwach na przykładzie średniej wielkości miasta w USA jakim jest Baltimore. Jak na tym tle prezentuje się “Rodzina Soprano”?

Cóż, dzieło Davida Chase’a było bez wątpienia momentami brutalną wiwisekcją współczesnej Ameryki, obserwowanej głównie oczami człowieka czerpiącego ogromny zysk z krzywdy zwykłych ludzi. Podejmowało tematy rasizmu, bez obecnej niemal wszędzie poprawności politycznej, mając na uwadze choćby wątek wykorzystywania czarnych artystów przez firmę fonograficzną należącą do Hesha. Mówiło o dwoistej historii Ameryki, której największymi beneficjentami stali się włoscy (ale nie tylko) imigranci, a największymi przegranymi, lokalna mniejszość. Przede wszystkim zaś opowiadało o losie człowieka uwikłanego w świat przestępczy, który pewnie w innych okolicznościach mógłby być kimś innym, ale przecież - jak sam zresztą zauważył Tony - ostatecznie nie ma takiej możliwości.'

Serial był przełomowy pod wieloma względami, także w aspektach czysto technicznych. Wspominany już wielokrotnie Imperioli zauważa, że to właśnie w “Rodzinie Soprano” po raz pierwszy tak ważną rolę zaczęła spełniać muzyka, ilustrująca konkretne sceny. Bez tej rewolucji prawdopodobnie nie byłoby takich seriali jak “The Shield” czy “Breaking Bad”, które - co należy podkreślić - podobnie jak “Sopranos” w głównej roli obsadziły prawdziwego anty-bohatera. Poza wszystkim serial Davida Chase’a to wspaniałe źródło świetnych postaci, kapitalnych cytatów, które fani tej produkcji na całym świecie nadal powtarzają. I choćby dlatego warto nadrobić tę klasyczną pozycję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, lub obejrzeć ją po raz kolejny.
 

Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper