Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 25.04.2020
Graliśmy w Guilty Gear: Strive. Kandydat na nowego króla gatunku!
982V

Graliśmy w Guilty Gear: Strive. Kandydat na nowego króla gatunku!

Arc System Works w pocie czoła pracuje nad kolejną odsłoną swojej kultowej serii Guilty Gear, którą mieliśmy przyjemność przetestować w ramach zamkniętej bety. Czy Guilty Gear: Strive będzie godną kontynuacją sagi?

Opinia jaką przez te wszystkie lata wypracowało sobie japońskie Arc System Works sprawiła, że wobec każdej ich nowej produkcji, mamy szalenie wysokie oczekiwania i wszystko co jest gorsze niż "świetne" jest ogromnym rozczarowaniem. Czy zatem w tak wielkim natłoku różnych projektów jakimi zajmuje się obecnie deweloper, nie powinęła mu się noga przy najważniejszym z nich?

Odświeżona klasyka

Nadchodząca produkcja Japończyków stawia przede wszystkim na ewolucję aniżeli jakąkolwiek rewolucję, bo ta nie jest absolutnie nikomu do szczęścia potrzebna - mistrzowie gatunku bijatyk wypracowali tak dobrą formułę, że jedyne co mogą obecnie robić to rywalizować sami ze sobą, robiąc małe kroczki ku perfekcji. W dostępnej w ubiegły weekend wersji beta mieliśmy okazję sprawdzić w ruchu siedmioro doskonale znanych fanom cyklu zawodników - z jednej strony to dobrze, bo weterani od razu wyczują nowe smaczki w rozgrywce, ale jednak szkoda, że nie pokuszono się o wprowadzenie kogoś nowego.

Szczęściarze jacy dostali się do testów mieli zatem możliwość wcielenia się między innymi w Sol Badguya, Ky Kiske, May, Fausta oraz Axla Lowa. Każdy z wojowników przeszedł względem poprzednich odsłon lekki redesign, choć największe zmiany są gołym okiem zauważalne u Fausta - ten stał się znacznie bardziej mroczny i praktycznie ciągle przykryty jest przez własny cień. Oczywiście ma to osadzenie w lore serii, które w czwartej głównej odsłonie rozkręcone ma być przez rozbudowany tryb fabularny.

Pod kątem mechaniki zabawy śmiało można powiedzieć, że Arc System Works spisało się tutaj na medal, a wprowadzane nowości są rzeczywiście fajnym rozszerzeniem klasycznej formuły. Najciekawszą moim zdaniem zmianą jest nowy system statusów, jaki zastępuje Staggery z poprzedniczek - te nie tylko pozwalają na odkrycie każdej z postaci odrobinę na nowo, ale także subtelnie wpływa na ruchy danej postaci. Jeśli zatem twój wojak będzie "zszokowany" będzie ci się nim grało inaczej niż normalnie, co wymusza chwile dostosowanie taktyki do nowej sytuacji.

Dodatkowo przewagę zyskają ci którym uda się zepchnąć rywala w narożnik - wtedy oponent tak jakby "przyklei" się do ścian i będzie zdany na naszą łaskę. Albo zlejemy go tak, że padnie na podłogę i zyska opcję kontry, bądź też trzepniemy go tak mocno, że wywołamy przejście w nowy sektor areny walki. Tak jak wcześniej zapowiadano zmiany są subtelne dzięki czemu nie rujnują wyuczonych przez lata nawyków, ale na tyle skutecznie odświeżają grę, że każda kolejna walka przyswaja takiego fajnego dreszczyku emocji.

Rockowa wieża i fatalne serwery

Względem poprzednich gier Arc System Works, sporej zmiany doczekało się samo lobby, które po raz pierwszy od dawna nie będzie utrzymane w stylu maskotek chibi biegających po małej arenie. W nadchodzącym Guilty Gear Strive zastąpi je kilkupiętrowa rockowa wieża o zupełnie nowej charakterystyce! Tym razem lobby będziemy przemierzać w formie pseudo pixel-artowej platformówki, gdzie każde piętro odpowiadać będzie naszym umiejętnościom - oznacza to, że wraz z każdym wygranym meczem będziemy mogli wskoczyć poziom wyżej niczym w zabawie rankingowej i spotykać coraz silniejszych oponentów. Jak się domyślacie, przegrana oznacza powrót niżej. Ach, no i coś dla siebie znajdą tutaj również fani ciężkiej muzyki, albowiem każde piętro nazwane jest na cześć znanych zespołów lub albumów rockowych.

W końcu dostaniemy tutaj edytor własnego awatara, który jest całkiem dobrze rozbudowany i pozwala na wyrażenie samego siebie - oczywiście w każdym momencie będziemy mogli zmienić swój wygląd podchodząc do odpowiedniego NPC. Pod kątem rozgrywki i całej jej dekoracyjnej otoczki najnowsze Guilty Gear zapowiada się zatem wprost rewelacyjnie, jednakże jak to zwykle bywa nie ma róży bez kolców. 

Przeprowadzone beta testy odbyły się w formie zamkniętej, więc serwery gry naprawdę nie były jakoś bardzo obciążone, jednak mimo tego na jakikolwiek mecz musiałem czekać od kilku do nawet kilkudziesięciu meczów! Czasem zdążyłem zrobić herbatkę, wyjść z psem, napisać petycję do Ministerstwa Głupich Kroków, a i tak z nikim nie byłem w stanie się połączyć, mimo tego że było kilku wolnych graczy czekających na pojedynek jak ja. Te dwa biedne ziemniaczki, na których postawiono betę Strive'a miały również problem z samym utrzymaniem pełnego meczu i co druga walka kończyła się w niespodziewanym rozłączeniem. 

Jeśli zatem Arc System Works popracuje nad kodem sieciowym gry, zainwestuje w lepsze serwery i odrobinę przemyśli intuicyjność nowego lobby, możemy otrzymać naprawdę fantastyczną bijatykę!

Tagi: Arc System Works bandai namco Guilty Gear: Strive