Roger Żochowski Roger Żochowski 22.02.2020
Hyde Park - 3 najbardziej niedocenione gry na tej generacji konsol
1161V

Hyde Park - 3 najbardziej niedocenione gry na tej generacji konsol

Na tej generacji konsol, jak zreszta na każdej, nie brakuje gier, które zostały niezauważone lub nisko ocenione, a mimo to zdobyły uznanie części graczy. W tym tygodniu wybieramy trzy najbardziej niedocenione gier obecnej generacji. 

Hyde Park: 3 najbardziej niedocenione gry na tej generacji konsol?

Roger: Jedną z najbardziej niedocenionych produkcji tej generacji jest dla mnie Driveclub. I nawet nie chodzi o to, że tytuł na Metacritic ma średnią ocen 71%. To wyścigi w starym dobrym stylu, nie na sandboksową modłę. Rewelacyjna oprawa, bardzo fajny system rywalizacji w klubach oraz udany tryb VR zjadający ten z nowego Gran Turismo w przedbiegach. Sony rozwiązało ekipę odpowiedzialną za Driveclube'a, co dla mnie również jest niezrozumiałe, bo drugą odsłonę przygotowaną z myślą o starcie PS5 przywitałbym z otwartymi ramionami. 

Drugim tytułem, którego średnia mnie zaskoczyła jest Alien: Izolacja. Średnia na poziomie zaledwie 79% to zdecydowanie za mało, jak na jeden z najlepszych horrorów tej generacji. Jeśli miałbym sobie przypomnieć, przy której produkcji serce tak mi waliło, a klimat zaszczucia dawał w palnik, to musiałbym sięgnąć pamięcią do najlepszych czasów serii Silent Hill i Fatal Frame. Chowanie się przed polującym na nas Obcym, nerwowe sprawdzanie pikającego radaru, ucieczki wentylatorami - nie ma lepszej gry dla fanów tego uniwersum. 

Ostatnim na mojej liście tytułem jest Star Fox Zero. 69% na Metacritic wskazuje na to, że to typowy średniak. A tak nie jest. Produkcja Platinum Games to kwintesencja starego, ale jakże rajcującego arcade. Klimat salonów wylewa się z ekranu, a masterowanie poziomów z wykorzystaniem unikalnych funkcji Gamepada to małe mistrzostwo świata. Fakt, gra mogłaby być trochę dłuższa, ale jak wspomniałem - replayability jest naprawdę wysokie. Liczę na to, że Nintendo zdecyduje się na port na Switcha. 


Alexy78: Wbrew pozorom trudne pytanie Roger na ten tydzień zadał. Po czym nazywamy, że gra została „doceniona”? Po ilości sprzedanych kopii, po średniej na metacritic?, po dobrych recenzjach czy może po ilości graczy online na premierę danej produkcji? A może nie premierę - może po ilości graczy wciąż odpalających dany tytuł po roku od jego premiery? Cóż - nie sprawdzę tego, ale i zrobienie „research’u” w 30 minut nie byłoby niczym ciekawym - każdy to może zrobić we własnym zakresie. Odpowiem subiektywnie - uwaga - również w oparciu o wymiany zdań na PPE z innymi Użytkownikami. Takie odczucie - że chciałem pisać będąc pozytywnie nakręconym na daną produkcję, ale temat dosyć szybko się ucinał, lub spotykał mocne kontrargumenty, tudzież szybko zanikał w gąszczu innych tematów, innych gier omawianych na portalu. Oczywiście mogę poruszać się jedynie wśród produkcji, które ukończyłem. Pierwszą grą jaką sobie przypominam, a należącą do tej kategorii byłby dla mnie „Titanfall 2" - nie jestem fanem specjalnym FPS’ów, już robotów jako takich bardziej - ale kampania singlowa sprawiła mi w tej grze wiele przyjemności, uważam, że miała kilka oryginalnych pomysłów (jeden analogiczny do Dishonored 2, które raczej zostało docenione, prawda? - dla mnie też świetna produkcja), graficznie i klimatycznie także wszystko pasowało. Online jak to online - lepszy niż w jedynce, też zabrał mi kilkanaście godzin+ z życia, ale jakoś tak … cóż. Z mojej perspektywy o tytule mało się mówiło, gra szybko zniknęła z pantałyku i mam poczucie, że została zapomniana. 

Druga gra, o której chciałbym wspomnieć - myślę, że już lepiej potraktowana przez odbiorców i zdecydowanie lepiej przez recenzentów, to „Nier Automata” - wspominam o tej pozycji dlatego, że może znajduje się ktoś taki jak ja przed premierą tego tytułu, który nawet nie pomyślał, by grę sprawdzić. „Japońszczyzna”, piskliwe głosy, goły tyłek głównej bohaterki - o co tu chodzi? „Nie, w to na pewno nie zagram” powiedział fan np. Skyrima, Dark Souls i Fify. Właśnie w tej grupie osób i im podobnych, do których sam należę (powiedzmy, ze Fifę zamieniłbym z Elite „Dangerous” - będącą kiedyś moją „grową religią“) przypisałbym Nier Automatę jako niedocenioną pozycję. Sam zagrałem przypadkiem, a gra jest wspaniała, fabularnie, klimatycznie i gameplayowo. Grafika średniej jakości ma swój styl i rewelacyjnie oddaje klimat. No i ta dramaturgia oddana także niesamowitą muzyką - ten tytuł naprawdę ociera się o dzieło sztuki. Jeśli nigdy nie przyszło Ci do głowy uruchomić coś tak „pokracznego”, to nie lękaj się - docenisz po paru godzinach kunszt autorów i gwarantuję Ci, że przynajmniej raz z przyjemnością grę ukończysz, a może i 3 razy, jak autorzy przewidzieli (tylko nie daj sobie nic zaspoilerować). Także podsumowując - przygody 2B niestety poprzez swoją ogólnopojętą specyfikę Japońszczyzny wg mnie zostały niedocenione przez szerokie grono osób, które (jak ja) zwykle od takich pozycji stronią. 

Ostatnią pozycją jaką chciałbym wymienić w gronie tytułów niedocenionych jest nieco kontrowersyjny tytuł zwany „The Order 1886". Gra daleka od ideału, z przeciętnym gameplay’em i pewnymi umownościami względem grającego. Równocześnie pozycja przedstawiająca na swój czas niespotykany poziom graficzny, oszałamiający swoim fotorealizmem, który może ze spokojem spodobać się nawet teraz. Oprócz wizualiów za mocny atut postawiłbym także silny „single player’owy” charakter gry ze świetną fabułą i dialogami, nutką dramaturgii oraz… niestety „cliffhaengerem” wieńczącym wydarzenia w finale. Nadzieja na część drugą nie umarła, niemniej przez niedocenienie Twórców i ich dzieła, szanse na „The Order 1887" są nikłe. Wielka szkoda. Do tej pory posiadam drugi raz kupioną i zafoliowaną wciąż kopię gry, by znów te 6-7 godzin przygody sobie przypomnieć. Okazja przed premierą drugiej części byłaby dla mnie małym świętem. Świat głosuje portfelami, decydują statystyki i niestety - wiele pozycji „przepada” w gąszczu nachalnej machiny marketingowej najpopularniejszych gier. Jeśli nawet uda się wyszukać nam, nieco mniej casualowym graczom, jakąś perełkę - to nie podniesiemy należytych słupków w exelu księgowego wydawcy gry na tyle, by dev był w stanie ponieść ryzyko np. kontynuacji przygody lub stworzenia czegoś o podobnej idei. Mam świadomość, że sam nie doceniłem należycie wielu pozycji, w wiele nie zagrałem wcale, a na pewno warte są uwagi - czas na to naturalnie nie pozwala. Dopóki świat będzie zaślepiony serią Call of Duty, Battlefieldami czy Fifą - lub fenomenem GTAV - inne gry będą cierpieć. Inne - w domyśle tytuły oryginalne, nieidealne ale mające „to coś“. Życzę Wam i sobie, byśmy takich gier nie przegapiali, bo potrafią nierzadko poza pierwotną rywalizacją (jak w FPS online) dostarczyć niesamowitych emocji, a o emocje w grach podczas zabawy chyba głównie chodzi, prawda?


Igor: Terminator Resistance - jak dla mnie to jedna z tych produkcji, które naprawdę pokazują, że pomimo małego budżetu i ograniczonego pola manewru, deweloperzy wciąż mogą pokazać, że zależy im na danej grze. Teyon znany głównie z samych gniotów i mini gierek stworzył dzieło przepełnione pasją, zaangażowaniem, zrozumieniem materiału źródłowego, a przede wszystkim sercem! Jeśli słabe oceny z mediów was odrzuciły, po prostu dajcie jej szansę - to najlepsza gra z uniwersum Terminatora.
Need for Speed 2015 - wiele osób twierdziło, że to jedna z najgorszych odsłon serii, a szczerze przyznam, że osobiście bawiłem się przy tej odsłonie najlepiej od czasów kultowego Most Wanteda. Ghost Games przygotowało fantastyczny model jazdy jaki można było sobie dopasować w absolutnie 100% pod siebie, zaś tuning pojazdów dawał spore pole do popisu artystom. A to że fabuła reprezentowała poziom serialu dla nastolatków? Takie było jej założenie, czyli luźna zabawa z ziomeczkami - odrobinkę cringe'owa, ale nie tak żenująca jak w sequelach.
Knack - pierwszy Knack został zjechany w recenzjach niczym najgorszy crapiszon dostępny na rynku, a prawda jest taka, że to po prostu typowy średniak. Gra dobra, przyjemna, posiadająca bardzo fajny styl artystyczny i nawet nie taki zły system walki. Problemem było tylko to, że ludzie spodziewali się nie wiadomo jakiego następcy Crasha i Mario, a dostali rodzinną klepankę. To prawda, że dwójka jest znacznie lepsza, ale obu odsłoną warto dać szansę.

Tagi: hyde park redakcja