Roger Żochowski Roger Żochowski 15.02.2020
Hyde Park - 5 ulubionych studiów tworzących gry
833V

Hyde Park - 5 ulubionych studiów tworzących gry

Wszystko się zmienia. Jedni deweloperzy upadają, inny trwają do dziś, jeszcze inni łączą się w nowe zespoły. Nie zmienia się jedynie szacunek, jakimi darzymy utalentowane zespoły za ich dorobek. A jakie są Wasze ulubione ekipy deweloperskie? 

Hyde Park: 5 ulubionych studiów tworzących gry?

Roger: Jeśli miałbym wymienić moich 5 ulubionych ekip deweloperskich, które już upadły, to wspomniałbym o Psygnosis, Clover Studio, Sensible Software, Visceral Games i Core Design. Ale w tekście skupię się na tych, które dalej działają i nie wyobrażam sobie bez nich rynku.

PlatinumGames to firma, która powstała niejako na zgliszczach kultowego Clover Studio założona przez takie nazwiska jak Shinji Mikami, Atsushi Inaba i Hideki Kamiya. Każdy z tych panów miał ogromny wpływ na branżę gier i choć Mikami ostatecznie poszedł własną drogą, zdążył dać nam rewelacyjne Vanquish. Ale to tylko kropla w morzu - gry Platinum idealnie trafiają w mój gust. Bayonetta, Transformers: Devastation, Astral Chain, Metal Gear Rising: Revengeance czy nawet Star Fox Zero. Ale prawdziwą bombą było dla mnie zaangażowanie studia do jednej z najlepszych gier tej generacji. Już pierwszy Nier był znakomity, choć niewielu podzielało moje zdanie, gdy próbowałem zaszczepiać w czytelnikach miłość do tego tytułu. Automata z Platinum na pokładzie oraz ekipą oryginalnych twórców rozwaliła system. Dosłownie i w przenośni. Czekam więc na wszystko, co wyjdzie spod dłuta tej ekipy - trzecią Bayonettę, Babylon's Fall, trzeciego Niera i Granblue Fantasy: Relink, żałując jednocześnie, że Microsoft zdeptał Scalebound.

Dalej będzie już nieco krócej. Capcom miał lepsze i gorsze lata, ale w ostatnim czasie firma regularnie dostarcza najlepszy kontent dla gracza nastawionego na singlową zabawę, a nowy Devil May Cry i Resident Evil 2 Remake to jedne z najlepszych produkcji w minionym roku. Niech się biorą za nową Onimushę. W sumie to dość ciekawe, że wrzucam tu studio, które zamknęło wspomniane wyżej Clover Studio, ale nic nie poradzę, że to w tej chwili jeden z moich ulubionych developerów.  

Podobnie mam zresztą ze Square Enix. Za czasów pierwszego PlayStation uwielbiałem zarówno gry Squaresoftu jak i Enixa, bo zaczepiły we mnie miłość do gatunku jRPG. I choć po tej fuzji spodziewałem się więcej, to dzisiejsze Square Enix wciąż potrafi przypomnieć o czasach świetności gatunku jRPG, a w kolejne odsłony Final Fantasy, Dragon Quest czy Kingdom Hearts gram namiętnie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Japończycy wydają dwie inne serie, które darzę ogromnym sentymentem - Tomb Raidera i Deus Ex. 

Zostały dwa miejsca dla Naughty Dog i CD Projekt RED - tutaj nie trzeba dużo tłumaczyć. Ci pierwsi to prawdziwi mistrzowie, którzy nie boją się tworzyć nowych marek na każdej kolejnej generacji konsol i zawsze mamy do czynienia z produkcjami z najwyższej półki. Niegrzeczne Pieski to po prostu znak jakości. Redzi z kolei dali światu Wiedźmina 3, przy którym spędziłem setki godzin. To nasze dobro narodowe - jak ktoś ładnie kiedyś ujął. Cyberpunk powinien to potwierdzić, a potem będziemy już tylko odliczać dni do premiery Wiedźmina 4. 


Alexy78: Większość z nas pewnie sięgnie do ulubionych gier, po czym powoła się na dane studia. I tak - na pewno lubię te wszystkie firmy, które tworzą obecne hity i nic ciekawego, poza tym co każdy wie, nie odkryję. Na pewno lubię developerów gier, którzy stronią od mikrotranzakcji. Red’zi byliby wybrani z racji zasług, jak i patriotycznego obowiązku i dumy. Poza tym - poza tym nieco przewrotnie wymienię studia tworzące gry, których loga wytarły mi się w pamięci na stałe, z czasów gdzie każdy piksel potrafił jeszcze u mnie wygenerować emocje.

Na pierwszym miejscu ekipa z Microprose - lista ich gier jest długa, a w mojej ocenie gry te były prawie wszystkie fantastyczne.
Jakże wiele z tych gier było przez długi czas dla mnie pozycjami wyjątkowymi. Subwar 2050 to jedna z pierwszych gier oryginalnych jakie kupiłem – koledzy z klasy pukali się wówczas w czoło, sugerując, że może powinienem udać się do odpowiedniego zakładu, gdzie by mnie wyleczono :D Cała seria F1, Potem Falcon 4.0 (nie ogarniałem, ale fajny był :D ), Oczywiście seria X-Com – zresztą, po co wymieniam. Kto zagrał w „Piratów” czy „Railroad Tycoon”, ten wie o co chodzi. Każdy ekran ładowania miał swoją magię i był maksymalnie dopracowany przy ograniczeniach technologicznych z jakimi wówczas artyści się zmagać musieli.

A Sierra Entertainment? Cóż za wspaniałe skojarzenia! „Kings Quest”, „Police Quest”, „Gabriel Knight” – toż to synonimy dobrych przygodówek. Sentyment pozostał.Kolejnym studiem, względem którego mam wspaniałe wspomnienia z poświęcania czasu ich grom, to Bullfrog i ich niesamowite Syndicate. 3 dni i 3 noce od zakupu oryginałki (nadal było to w tamtych czasach coś rzadkiego w PL), przepadłem dla świata - piękne zielone pudełko, po które sięgnąłem bez zastanowienia po przeczytaniu (10-krotnym+) recenzji w „Top Secret”… „Theme Park”, „Dungeon Keeper” – tych tytułów nie da się zapomnieć. Przynajmniej ja nie potrafię. 

Origin Systems – „Strike Commander”, seria „Wing Commander” ale i “Privateer”, „System Schock” czy “Pacific strike” – gdzie pudełko tej ostatniej gry zawierało książkę na kredowym papierze opisującą całą technikę i manewry walk samolotów z czasów wojny na Pacyfiku. Ciężkie, wielostronicowe coś, co teraz tylko w wersji kolekcjonerskie by się znalazło, było standardem. Jak ich nie kochać, przynajmniej tego zespołu z lat 90-siątych?

Na koniec zostawiłem takiego „rodzynka” jakim jest (było) Metropolis Software – pamiętam ich reklamy wspierania polskich developerów kiedy mieli premierę swojej „Tajemnicy Statuetki”. Wsparłem i z sentymentem wspominam, jak czekałem, aż pocztą mi pudełko przyjdzie. A potem grałem – dałem się wciągnąć w klikanie na statycznych obrazkach z różnych ciekawych okolic. Dali radę. Wiem, że wydali potem jeszcze „Teenagent’a” (przechodziłem z kumplem z bodajże „Secret Service” na kolanach – bez poradnika było ciężko). Obecnie ekipa działa w postaci 11 bit studios - które każdy, niezależnie jak obecnie młody jest, na pewno zna dzięki „This War of Mine” lub „Frostpunk” i tak – nadal ich lubię, bo wymienione gry są oryginalne, i grywalne – przede wszystkim z pomysłem. Trzymam za nich kciuki. „Beat Cop” wprawdzie nie ukończyłem, ale też na pewno jest jedną z tych gier, które warto sprawdzić.Sądzę, że kilka „historycznych” ekip bym jeszcze znalazł – niemniej myślę, że wymieniając kilka zespołów oddałem zasłużoną chwałę tym, których już wśród obecnego biznesu nie ma. Część przepadła, część się przekształciła – niemniej w tamtych czasach, gdzie branża gier nie była tak jeszcze rozwinięta jak teraz i obracała znacznie mniejszymi pieniędzmi – było więcej miejsca dla pasjonatów. A tych zawsze szanowałem i szanuję – objawiało się w to w grach oryginalnych i odważnych – jednym się udawało, drugim nie – była jednak różnorodność, a każda pozycja była jakimś odkryciem, czymś naprawdę nowym. Księgowi mieli mniej do powiedzenia także. Obecnie ryzyko po prostu jest jednym z parametrów pliku Exela, co mocno hamuje co odważniejsze zapędy. Dużo „pary” finansowej też idzie w marketing, a terminy gonią, co powoduje wydawanie produktów nieukończonych. Nie mówię, że jest źle, albo gorzej niż kiedyś – bo sumarycznie patrząc, to teraz jest raj dla graczy – niemniej jest inaczej w jakiś nieuchwytny sposób. Może wynika to z tego, że nawet jeśli pozycja nie była idealna, to i tak się nad nią kiedyś czas spędzało, by wyłuskać jej smaczki i zalety – obecnie wbija się na metacritic, daje notę „krzykliwe 0" i odpala się inną pozycję. Patrzy się na rozdziałkę, FPS’y i pobiera się „day one patch’e”. Komu by się teraz chciało masterować pierwszego „Prince of Persia”, poza ewentualnie Repipem (trzymaj się Druhu)? Pamięta ktoś Broderbund Software?


gruchaGrucha:  Na przestrzeni lat zamknięto kilka ekip, do których miałem duży sentyment, ale jest też wiele dobrych zespołów, które nadal tworzą gry i mają okazję systematycznie wrzucać na rynek produkcje światowej klasy.

Jeśli miałbym wybrać studio, które nie zawiodło mnie od długich, długich lat to jest to bez wątpienia Naughty Dog. Każda gra „Psiaków” to spora frajda przepełniona dobrą historią i świetną rozgrywką – warto zwrócić uwagę, że deweloperzy od dawna trzymają poziom, który dla konkurencji jest często nieosiągalny. Z takich „młodszych” ekip to na pewno świetnie bawię się z tytułami Respawn Entertainment – Titanfall to zdecydowanie jedno z najlepszych objawień tej generacji, Apex Legends to jedno z najlepszych Battle Royale, a Fallen Order jest produkcją tylko potwierdzającą klasę studia.

Mam też spory sentyment do Capcomu – nawet nie tych najnowszych produkcji, ale pamiętam, jak za dzieciaka ogrywało się pierwsze Residenty, kolejne przygody Dantego, a nie mogę też zapomnieć o Onimushy czy serii Monster Hunter. Twórcy w pewnym momencie się zagubili (jak wiele japońskich formacji na początku generacji), ale na szczęście ich końcówka pozwala ze spokojem patrzeć na kolejne tytuły tego zespołu. Nie mogę zapomnieć też o Polakach – CD Projekt RED nieczęsto raczy nas przygodami, ale gdy już mamy okazję spojrzeć na ekran i zobaczyć ich logo... Jest cudownie. Tutaj w zasadzie mamy bardzo podobną sytuację do Naughty Dog – oni jeszcze nie zawiedli zaufania.

Na (prawie) koniec: From Software. W swoim czasie miałem mały kryzys konsolowego grania, nie potrafiłem znaleźć gry, która miałaby dla mnie takie „wielkie znaczenie”, ale w tym momencie wszedł Hidetaka Miyazaki i pozamiatał. Każda jego gra to dla mnie arcydzieło, z którym systematycznie się mierzę. Tutaj powinienem zakończyć swoje rozważania, ale trudno mi nie wspomnieć o Square Enix – to fantastyczne jRPG-i, na których się wychowałem, a ostatnio coraz lepsze gry z Zachodu. Tutaj nie możemy mówić o równej formie, ale ostatnio tendencja jest zwyżkowa.

Tagi: hyde park redakcja