Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 15.01.2020
Razer Deathadder v2 – recenzja sprzętu. Poprawki w znanej bryle
607V

Razer Deathadder v2 – recenzja sprzętu. Poprawki w znanej bryle

Razer rozpoczyna nowy rok od kolejnego wcielenia popularnego na całym świecie Deathaddera. Producent postanowił na dobry początek wykorzystać znany korpus i rozbudować go kilkoma nowymi technologami. Jak wypada Razer Deathadder v2? Sprawdzamy najnowszą propozycję firmy Razer.

Razer ma w swojej ofercie serię urządzeń, które systematycznie otrzymują nowe udogodnienia, by trafić na rynek w lepszym, czasami lekko zmienionym wydaniu i za każdym razem zaoferować graczom poprawione doświadczenie. Razer Deathadder ma dla firmy szczególne znaczenie, ponieważ w ubiegłym roku korporacja świętowała 10 mln sprzedanych urządzeń z tej serii – na przestrzeni lat wprowadzono na rynek 25 różnorodnych modeli. Niektóre różniły się tylko malowaniem, ale znacznie częściej pojawiały się myszki, które posiadały więcej modyfikacji.

Nie inaczej jest w przypadku Razer Deathadder v2, którego choć nazwa nie zapowiada rewolucji, to jednak w tym wypadku udało się zadbać o kilka ciekawych zmian.

Razer Deathadder v2 - recenzja 1

Razer Deathadder v2 – znany wygląd z detalami

Na pierwszy rzut oka Razer Deathadder v2 to „stary, dobry Deathadder”: firma ponownie stawia na mocno wyprofilowaną bryłę, która idealnie nadaje się do claw gripa – gdy palce przypominają szpony i nasza dłoń nie leży cała na myszce, a dotyka ją w kilku kluczowych miejscach. Ten kształt znamy już od 2006 roku, pod względem profilu więc nie zmieniło się zbyt wiele, jednak bliższe spotkanie z „V2” pozwala dostrzec wyraźne różnice. Na początek rzuca się przygotowanie całego głównego panelu ze specjalnego, lekko szorstkiego tworzywa, który usprawnia trzymanie myszki, ale również (a może przed wszystkim) zabezpiecza naszą dłoń przed poceniem się. Na bokach wylądowały jeszcze dwa małe, gumowe elementy, dzięki którym trzymanie myszki jest przyjemniejsze – ale niestety nadal ten element zbiera najdrobniejszy kurz.

W przyciskach nie widzimy większej rewolucji, bo to są nadal dwa główne przyciski, dwa boczne umieszczone na lewej stronie, dwa małe pod rolką, która również jest klikalna oraz mały klawisz do zmiany profili zamontowany na spodzie urządzenia. Jeśli mieliście kontakt z jakimkolwiek współczesnym Deathadderem, to na pewno zdajecie sobie sprawę, że myszka jest wyjątkowo wygodna – wyprofilowanie sprawia, że gryzoń bardzo dobrze leży w dłoniach, a dodatkowym atutem jest na pewno mniejsza waga (zaledwie 82 gramy). Firma ponownie oferuje bardzo wygodne urządzenie, która dla mnie (osoby mającej spore doświadczenie w Deathadderach) leży wprost idealnie. Wśród drobnych zmian można jeszcze wyróżnić mniejszy opór samej rolki – nadal ten element posiada wyraźny „klik” podczas ruchu, jednak jego intensywność została znacząco zmniejszona.

Razer Deathadder v2 bardzo płynnie przemieszcza się po podkładce (testowane na materiałowym tworzywie). Firma postanowiła w ciekawy sposób zaakcentować ślizgacz i zamontowała białe elementy – jest to drobny detal, o którym jednak trudno nie wspomnieć. Przyciski umieszczone pod rolką na początku pozwalają zmienić czułość sensora – po wyciągnięciu z pudełka jest to pięć trybów od 400 do 3200 DPI. Liczbę trybów (od 2 do 5) oraz samą szybkość działania sprzętu można dostosować.

Ciekawą koncepcją wykorzystywaną ponownie przez producenta jest zastosowanie kilku rodzajów typów materiału – choć główny korpus to wspomniany, chropowaty i odczuwalny pod palcami materiał, tak już na bokach można dostrzec malutkie elementy gładkiego plastiku, a same przyciski boczne oraz te znajdujące się pod rolką zostały przygotowane z połyskującego materiału. Detale? Niby tak, ale to wyróżnia urządzenie i nadaje mu odpowiedni charakter. Firma nie mogła także zapomnieć o podświetleniu RGB: na korpusie znajduje się logo z trzema wężami, a także rolka oferuje wsparcie Razer Chroma – to ponownie 16,8 mln konfigurowalnych opcji kolorystycznych. W samej budowie trudno nie wyróżnić Razer Speedflex Cable czyli nowego grubszego przewodu, który jest zabezpieczony przed przerwaniem oraz znacząco zmniejsza opór tarcia zapewniając tym samym płynniejszy ruch – szkoda jedynie, że nie można go odłączyć na czas podróży. Dodatkowo firma ponownie wspiera Razer Synapse 3. W aplikacji możemy przypisać funkcje poszczególnym przyciskom, zadbać o macra, a dodatkowo teraz dzięki opcji Advanced On-board Memory gracz może korzystać z pięciu zapisanych profili. Ta ostatnia opcja spodoba się szczególnie użytkownikom, którzy wyjeżdżają na różne e-sportowe wydarzenia, bo bez wątpienia będzie to dla nich duża wygoda, by w każdy miejscu móc korzystać ze swoich zapisanych wcześniej ustawień.

 Razer Deathadder v2 - recenzja 2

Razer Deathadder v2 – jeszcze mocniej, jeszcze dalej

Jeśli w samej budowie Razer Deathadder v2 widzimy jedynie drobne odświeżenie, tak już „pod maską” dzieje się naprawdę wiele. Na początek na pewno trzeba wspomnieć o nowym, dopracowanym sensorze – firma korzysta już z Razer Focus+ Optical Sensor czyli autorskiej technologii, która została przygotowana we współpracy z Pixart. Czujnik wyróżnia się kosmicznym 20000 DPI przy dokładności na poziomie 99,6%, 650 IPS i przyspieszeniu 50G – nie znajdziecie na rynku bardziej precyzyjnego sensora, ale tak naprawdę tylko nieliczni docenią całą specyfikację urządzenia. Mam w zasadzie wrażenie, że jest to już pewien przerost formy nad treścią, bo nie potrafię znaleźć konkretnego zastosowania, by móc tak naprawdę wykorzystać 20K DPI. Na takiej szybkości najdrobniejszy ruch dłoni potrafi przerzucić kursor na całym ekranie.

Dobrze natomiast sprawdza się technologia „Smart Tracking” - za jej pomocą Razer Focus+ Optical Sensor dokładnie odczytuje, na jakiej powierzchni znajduje się myszka, by podczas ruchu i podniesienia, automatycznie dostosować odległość od podłoża. Pozwala to zminimalizować sytuację, gdy choć wykonujemy ruch dłonią, to kursor stoi w miejscu. Firma pozwala także za pomocą funkcji Asymmetric Cut-off wpłynąć na moment powrotu śledzenia – w aplikacji znajduje się opcja zmiany dystansu. Jest to również opcja przygotowana dla bardzo wąskiego grona odbiorców, jednak z własnego doświadczenia wiem, że to faktycznie działa.

Podobnie zresztą jak switche – Razer ponownie stawia na autorską technologię (Razer Optical Mouse Switch), która wyróżnia się na tle standardowych mechanicznych przełączników. Korporacja celuje w promień podczerwieni, który musi zostać przerwany, by przycisk został aktywowany. Nie dochodzi tutaj do fizycznego „kontaktu”, więc nie ma mowy o powolnym wykonywaniu akcji. Razer Optical Mouse Switch posiada natychmiastowy (0,2 milisekundy) punkt aktywacji i to faktycznie „czuć” - w trakcie rozgrywki nie ma mowy o jakimkolwiek opóźnieniu, a ten atut można łatwo wykorzystać podczas gry. Muszę jednak wspomnieć, że przełączniki działają odrobinę wolniej względem poprzedniego modelu z zastosowaną technologią – Razer Viper jest jednak szybszy. Warto dodać, że Razer Deathadder v2 charakteryzuje się także o około 40% większą trwałością przełączników, ponieważ ich żywotność jest określona na ponad 70 mln kliknięć. Producent wyeliminował problem z podwójnym kliknięciem, który pojawia się często w lekkich myszkach – tutaj mamy wyraźną aktywację.

Pod względem rozgrywki nowy Razer nie zawiedzie fanów Deathadderów, którzy pod wieloma względami (doświadczenie) otrzymają znaną konstrukcję. Producent dba oczywiście o nowe „bebechy”, więc już w środku znajdziemy odświeżone przełączniki oraz wyśrubowany sensor – najlepiej z tego zestawu wypadają przyciski. Bardzo dobrze myszka działa podczas rozgrywki w strategie oraz strzelanki – nie ma mowy o przypadkowym przycisku, więc w trakcie wykonywania akcji zawsze mamy świadomość, kiedy działamy. Zaznaczenie jednostek jest pewne, zawsze mamy pewność, że nasza decyzja jest dobrze odebrana – identycznie nie zawodzi sensor, jednak w tym wypadku nie można go za bardzo „podkręcać”.

Razer Deathadder v2 - recenzja 3

Razer Deathadder v2 – dla kogo?

Razer Deathadder v2 to czysta ewolucja, którą dobrze znają fani Razera. Producent ponownie sięgnął po znany kształt, dopracował go kilkoma elementami i zadbał o nowe podzespoły. Najlepiej z całego zestawu wypadają przełączniki – ich moc poznałem już w przypadku Razer Viper i tutaj ponownie się nie zawiodłem. To zupełnie inna liga, ponieważ „atak” nadchodzi od razu.

Razer nie wprowadził na rynek rewolucji. To kolejny Deathadder, który ma trafić w gust graczy, którzy od lat sięgają po kolejne wersje urządzenia i czekali teraz na możliwość sprawdzenia między innymi Razer Optical Mouse Switch. Jak to mówią – od fanów dla fanów... A reszta może przetestować.

Tagi: Razer Razer Deathadder Razer Deathadder v2