Roger Żochowski Roger Żochowski 07.03.2019
Cinema City - pierwsza sala kinowa w technologii screenX - czy warto dopłacać do biletów?
7462V

Cinema City - pierwsza sala kinowa w technologii screenX - czy warto dopłacać do biletów?

Cinema City właśnie oddało do użytku pierwszą w Polsce salę kinową w technologii screenX dającą w teorii 270 stopniowe pole widzenia. Czy takie atrakcje warte są droższego biletu? Sprawdziłem i spisałem dla Was swoje wrażenia. 

Każdy kto choć raz zasmakował seansu w kinach IMAX (w Polsce Cinema City otworzyło już 6 sal w tej technologii) niechętnie wraca do tradycyjnych sal kinowych. Na specjalnym pokazie Cinema City w Galerii Mokotów mieszczącej się w Warszawie, miałem okazję sprawdzić czy podobnie będzie w przypadku technologii screenX, o której ostatnio zrobiło się głośno w Polsce. Za granicą podobne atrakcje były dostępne już w 2013 roku, w naszym kraju otwarto dopiero pierwszą salę tego typu. Ale już są plany na kolejne. 

Czym jest screenX?

ScreenX to technologia, która wykorzystuje nie tylko centralny ekran, ale również boczne ściany sali. Obraz niejako otacza widza ze wszystkich stron, dzięki czemu pole widzenia zwiększa się do 270 stopni. Oczywiście nie chodzi o to byśmy co chwila kręcili głową w lewo i prawo - boczne ekrany dopełniają akcję widoczną na ekranie głównym, są niejako na drugim planie. Widzimy np. kątem oka nadlatujący samolot, który po chwili pojawia się na głównym ekranie. 

Przy pierwszym zetknięciu z trzema ekranami miałem lekki zawrót głowy, przypomina to trochę wrażenia rodem z gogli VR (głębia obrazu) lub seansów 3D, ale bez okularów, więc dla osób, które mają problemy z trójwymiarowymi filmami może to być ciekawa alternatywa. Obraz na bocznych ekranach jest przeważnie lekko rozmazany, kolorystyka również różni się od tej  widocznej na ekranie głównym, co akurat wygląda dość dziwnie jak się przyjrzymy. Sęk w tym, żeby się nie przyglądać, bo główna akcja toczy się przecież na pierwszym planie, a boczne ekrany mają zadbać przede wszystkim o efekt głębi, wypełnić pole w kącikach oczu. 

Wrażenia z pokazu

Sala kinowa jest dość duża, fotele wygodne i obite sztuczną skórą. Boczne ściany zupełnie nie przypominają ekranów, choć z racji tego, że są blisko siedzeń sala wydawała mi się trochę klaustrofobiczna. Zanim uraczono nas główną atrakcją - seansem Kapitan Marvel - mogliśmy zobaczyć krótkometrażowe dema prezentujące technologię screenX. Największe wrażenie robiła animacja, w której bohater siedział za kółkiem auta obserwując inwazję robotów niszczących miasto. Główny ekran służył jako przednia szyba auta, ściany pełniły rolę bocznych drzwi. Uprzedzę fakty, ale nic lepszego już na pokazie nie zobaczyłem. To naprawdę dawało radę, bo błędnik momentami dostawał szału niczym na VR, zwłaszcza przy dynamicznych scenach. Widać po prostu, że produkcje kręcone specjalnie z myślą o screenX prezentują się lepiej niż te "rozciągnięte". Nieźle sprawdził się też fragment filmu Bohemian Rapsody - zwłaszcza sceny prezentujące wypełniony po brzegi stadion reagujący żywiołowo na kolejne utwory robił wrażenie. Sceny plenerowe wypadają na screenX zdecydowanie najlepiej. Z chęcią obejrzałbym w tej technologii np. Grawitację, gdzie boczne ekrany wypełniałaby przestrzeń kosmiczna. 

Niestety screenX ma też widoczne gołym okiem wady. W pierwszych rzędach filmy ogląda się źle, również siedząc przy jednej ze ścian nie będziemy w stanie w 100% docenić tej technologii. Optymalne jest więc zajmowanie miejsc na środku i w wyższych rzędach, choć te najwyższe również mogą nie być dobrym rozwiązaniem, bo widzimy wówczas zbyt wiele na bocznych ekranach, które zamiast wypełniać na przestrzeń w polu widzenia lądują na pierwszym planie. Na pokazie Kapitan Marvel tylko część scen była prezentowana na trzech ekranach. W wielu momentach boczne ściany były po prostu zgaszone, a film wyświetlany był jak podczas klasycznego seansu. Czasami taki zabieg był jednak zrozumiały - pozwalało to spotęgować wrażenia w przypadku konkretnych scen, wyciszyć film, by w odpowiednim momencie dać nam nowe bodźce. Zdarzało się, że nawet nie zauważałem czy boczne ekrany są włączone czy nie, co oznacza, że całość nie przeszkadza w odbiorze filmu, ale brakowało też efektu WOW. 

Czy warto dopłacać?

I tak i nie. W przypadku filmów, które będą kręcone w tej technologii (np. trzema kamerami jednocześnie), na droższy o 8 złotych bilet można się skusić. W większości produkcji efekt ten będzie zapewne dodawany w postprodukcji, lub po prostu obraz zostanie odpowiednio pocięty i rozciągnięty na boczne ekrany. Nie wiem czy tak było w przypadku Kapitan Marvel, bo pokaz nie robił takiego wrażenia jak demówki. Czyli paradoksalnie mamy podobną sytuację jak w przypadku 3D, gdzie filmy kręcone w tej technologii potrafią zrobić piorunujące wrażenie (choćby Avatar), a te, które poddawane są obróbce często prezentują się marnie. Dochodzi jeszcze temat osób, które cierpią na różne schorzenia jak epilepsja. Migające ekrany po bokach mogą nie być najlepszym rozwiązaniem a organizator pokazu zapytany o ewentualne dolegliwości użył wymijającej odpowiedzi nie podając konkretów.

ScreenX bedzie póki co eksperymentem na rynku polskich, ciekawostką, ale warto przynajmniej raz wybrać się na taki seans i osobiście sprawdzić czy się podoba. Ja mam mieszane odczucia - animacje demonstracyjne prezentowały się świetnie i chciałbym zobaczyć cały film tak zrealizowany jednak sam pokaz Kapitan Marvel już takiego efektu nie robił.

Tagi: captain marvel cinema city screenx