Paweł Musiolik Paweł Musiolik 26.01.2019
Temat tygodnia. Kiedy remake jest lepszy od nowych gier
1901V

Temat tygodnia. Kiedy remake jest lepszy od nowych gier

Premiera Resident Evil 2 za nami. Recenzje są entuzjastyczne, opinie graczy jeszcze lepsze niż się spodziewałem, że będą. Capcom pokazał, że powrót do najwyższej ligi deweloperów nie jest chwilowy wystrzałem, a czymś stałym. A ja poczułem się bezpiecznie ze swoją myślą, że stawiam remake'i starych gier nad nowe marki.

W swoim życiu widziałem mnóstwo dyskusji na temat tego, czy deweloperzy powinni wypuszczać kolejne odsłony znanej marki, tworzyć zupełnie nowe marki, czy odświeżać stare hity. Gdy gry raczkowały w mainstreamie, byliśmy zalewani nowymi markami z lewa i prawa. Sukces kolejnych konsol, w połączeniu z niższymi kosztami produkcji pozwalały na eksperymenty. I nawet jeśli jakieś nie przetrwały próby czas, to zapisały się często w historii gier złotymi zgłoskami.

Im więcej pieniędzy było w grach, tym mniej ryzykować chcieli wydawcy, funkcjonujący na zasadach gigantycznych korporacji, z podstawowym założeniem - zaspokoić akcjonariuszy i z roku na rok zarabiać coraz więcej, wydając jak najmniej. Z tego też powodu szybko pojawił się trend chcący dać odpór taśmowym, wydawanym rok w rok kontynuacjom. Pojawiały się głosy - często słuszne - że kiedyś to były czasy, a teraz nie ma czasów. Mówiąc wprost - firmy przestały ryzykować, zaczęły grać mocno zachowawczo i odtwórczo. Znane marki zmieniano pod nowych fanów, pozbawiano ich tożsamości, co najmocniej było widać w trakcie poprzedniej generacji, gdzie każdy FPS (no, z nielicznymi wyjątkami, patrz Killzone czy Halo) chciał być jak Call of Duty.

Na szczęście wraz z aktualną generacją konsol, wydawcy trochę sobie odpuścili, choć nie do końca, bo open world goni kolejne open worldy. Nawet jeśli gra jest narracyjna, to stara się wepchnąć w otwarte światy wypełnione znajdźkami, obietnicą wsparcia przez pół roku, może rok po premierze. Na szczęście trend nie jest aż tak męczący, bo po pierwsze - japońscy deweloperzy wrócili do formy. A po drugie - rodzi się nam kolejny, któremu zacząłem kibicować - odświeżanie staroci. Staroci, które dostosowane do dzisiejszych czasów stają się hitami. Czego najlepszym i najświeższym przykładem jest Resident Evil 2.

Więcej w temacie:

Resident Evil 2 to hit. Gameplay, porównanie oprawy oraz oceny

Resident Evil 2 na premierowym zwiastunie. Ostatnie odliczanie

Jak wspominacie oryginalny Resident Evil 2? Polska branża wypowiada się o serii

Resident Evil 2 - recenzja gry. Crapy z drogi, bo hit idzie

W mojej głowie myśl, że deweloperzy powinni odświeżać więcej starych gier, zaczęła mi kiełkować po premierze trylogii Crasha, która korzystając z nostalgii i dzięki temu, że to po prostu dobre gry, sprzedała się fantastycznie. Mocniej zacząłem nad tym myśleć po Spyro Reignited Trilogy. Nie będę udawał, że Spyro the Dragon dla mnie nic nie znaczy. To jedna z najważniejszych gier mojego dzieciństwa. Produkcję Insomniac darzyłem, darzę i będę darzył specjalnym uczuciem chyba po wieki. Dlatego odświeżona trylogia, mimo że błędów nie uniknęła, jest dla mnie najlepszą grą 2018 roku. I to z jednego powodu - żaden tytuł od dawna nie sprawił, że konsolę wyłączałem z autentycznym bólem. Czułem się jak nieletni szczyl, któremu ojciec kazał wyłączać konsolę, bo w przeciwnym wypadku, wy....rzuci ją za okno.

Jasne, nostalgia, tęsknota za tym co przeminęło. Bo komu nie brakuje beztroskich lat, w których zmartwieniem najwyżej były wagary u kolegi, który akurat od handlarza przyniósł Tekkena 3 i Heroes of Might & Magic 3. Tylko, że nie widzę powodu, by się tego wstydzić. Zwłaszcza gry mówimy o czymś tak trywialnym jak rozrywka. A elektroniczna gałąź, niestety, ale starzeje się wyjątkowo szybko, co każdy może sprawdzić, odpalając większość gier z 32-bitowej ery konsol, włącznie z N64 (sorry Nintendo). Niezależnie od tego, jak bardzo będziemy się oszukiwać, to nawet gdy przymkniemy mocno oko na wczesną grafikę 3D, to kuleją pozostałe aspekty, głównie niedzisiejsza mechanika.

Czy klasyczna trylogia Residenta jest grywalna? Oczywiście, nawet bez dawki nostalgii. Ale czy to oznacza, że sterowanie nie jest do bani? Neguje to, że ograniczenia techniczne tamtejszych sprzętów nie pozwalały na więcej? Gdybym miał wymienić w ilu starych grach największym problemem jest fatalna kamera, brakłoby mi czasu. To były lata, w których deweloperzy uczyli się trójwymiaru i to było widać przez lata. A - niestety dla nas - zachwyt trójwymiarem sprawił, że dwuwymiarowe gry, które bronią się nawet dzisiaj, zeszły na dalszy plan.

Premiera Resident Evil 2 jest więc idealnym momentem by powiedzieć - drodzy wydawcy, grajcie na mojej nostalgii. Odświeżajcie swoje stare marki. Ale nie w formie bylejakiego remastera, a porządnie, z sensownym budżetem. Macie przykłady, że się da. Crash, Spyro, Resident Evil. To wszystko wysoko oceniane hity, które sprzedają się nad wyraz dobrze. Może to nie jest poziom GTA V czy Call of Duty, ale i na mniejsze gry jest miejsce. Zwykły remaster nie spełni swojego zadania, połechce troszkę wspomnienia i ostatecznie na tym się skończy. Remake za to zrobi dobrze moim rówieśnikom i starszym graczom, przyciągając jednocześnie młodszych, którzy skuszeni fenomenalną grafiką i marketingiem, pozwolą marce żyć. Co ważne, drugie życie tchnięte w grę da szansę deweloperom wykorzystać niezrealizowane lub skasowane pomysły. Resident Evil 2 sporo czerpie z pierwotnej wersji RE 1.5, remiksując je z nowymi elementami, obudowanymi na bazie klasyka.

Gdy popatrzę na to, ile gier z lat 90. mogłoby doczekać się odświeżenia, to robi mi się błogo na sercu. Nawet gdy ograniczymy się wyłącznie do PlayStation, które dominowało w naszym kraju, to lista będzie się ciągła i ciągła. Na razie czekam na Medievila, mam nadzieję, że dożyję remake'u Final Fantasy VII na który czekam od pierwszych prima aprilisowych żartów sprzed 15 lat. Chciałbym dostać odświeżonego Final Fantasy Tactics, zagrać w Soul Reavera który zaoferuje nam chociażby 25% tego, co wycięto z gry i doprawić to odnowionym Blood Omenem. Metal Gear Solid przy dzisiejszej technologii momentalnie wylądowałby na liście topsellerów. A gdzieś pomiędzy mogłyby biegać mniej popularne marki, które stały w drugim szeregu, ale swoich fanów mają na całym świecie.

I jeśli ktoś powie, że jestem idiotą, który prosi się o psucie rynku, wzruszę ramionami. Trudno. Dla mnie ten rynek już dawno przekroczył granicę, zza której nie ma odwrotu, więc chciałbym z niego wycisnąć jeszcze choć trochę magii i nic nie poradzę na to, że w moim przypadku, najwięcej jej jest w starych markach.

Tagi: Capcom publicystyka Resident Evil 2 (2019) temat tygodnia