Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 22.01.2019
HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick – recenzja sprzętu. Tak można latać!
2167V

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick – recenzja sprzętu. Tak można latać!

Najwięksi producenci sprzętu dla graczy nie mogli przejść obojętnie obok takiej premiery. Ace Combat powróciło, dlatego między innymi inżynierowie HORI przygotowali sprzęt, który pozwoli każdemu w domowym zaciszu doświadczyć wszystkich atutów gry Project Aces. Jak wypada rozgrywka na HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick? Zapraszam na recenzję.

W przeciągu ostatnich dni miałem okazję grać w Ace Combat 7 na trzech urządzeniach, jednak najwyższy czas podzielić się spostrzeżeniami dotyczącymi produktu HORI. Firma dostarcza graczom sprzęt, który w zasadzie od pierwszej chwili jest gotowy do działania. Nie trzeba nic montować, nie ma potrzeby na głębszą konfigurację, a po prostu wyciągamy, podłączamy dwa kable i rozpoczynamy szybowanie. Jest to spowodowane współpracą producentów konsol oraz Bandai Namco, ponieważ firma zadbała o nieocenione licencje, dzięki którym urządzenie jest gotowe do współpracy z PlayStation 4 i Xboksem One.

Solidna konstrukcja

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick składa się z dwóch części – po lewej ląduje przepustnica, po prawej kładziemy joystick, a w pudełku znalazło się jeszcze osiem przyssawek (po cztery na konstrukcję) oraz nakładka na dłoń. Montaż trwa dosłownie minutę, ponieważ małe gumy lądują na spodzie – w tym wypadku wkładamy część, a następnie ją blokujemy przez przekręcenie – a wspomniana podkładka posiada specjalne miejsce na „dżojsticku”, gdyż właśnie na niej opiera się nasza dłoń. Podczas montażu należy ściągnąć folię zabezpieczającą, wycelować w dwie dziurki i element zostaje przymocowany na stałe. W ostatnim kroku mały kabel (maksymalna długość 100cm zakończony wtyczką RJ) z przepustnicy należy podłączyć do joysticka, a główny przewód ląduje w konsoli i… Można rozpocząć zabawę!

Brzmi to wszystko banalnie? I tak właśnie jest. HORI wyraźnie nie zamierza męczyć klientów niepotrzebną konfiguracją, więc nikt nie powinien obawiać się o niedogodności podczas podłączenia – wspominam o tym nie bez powodu, ponieważ natknąłem się na kilka opinii graczy, którzy obawiali się, że cały proces konfiguracji będzie męczący oraz wymagający. Na szczęście w tym wypadku nie musicie się niczego bać.

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick recenzja 1

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick recenzja 2

Obie podstawy posiadają zbliżone wymiary – przepustnica to dokładnie 23 x 15 x 4-5,5 cm, a joystick to 23 x 15 x 3-6 cm (długość x szerokość x wysokość od najniższej do największej) – jednak warto zwrócić uwagę, że propozycja HORI potrzebuje odpowiedniego blatu. Bez najmniejszego problemu zamontujecie przyssawki przykładowo na drewnie, jednak gdy macie lakierowaną powierzchnię, może pojawić się problem. Firma oferuje typowe gumy, więc przed wydaniem pieniędzy na urządzenie, można sprawdzić, czy Flightstick będzie trzymał się blatu – wystarczy zaopatrzyć się w podstawową przyssawkę. Jest to o tyle istotne, że gra Japończyków jest wyjątkowo dynamiczna, więc odpowiedni montaż to podstawa dobrej zabawy. Gdy zaniedbacie te podstawy, podczas bardziej efektownego zwrotu joystick zostanie w Waszych dłoniach, a maszyna zamiast zawrotnie skręcić – trafi w drzewo lub pobliską górę. Niemal cała konstrukcja została przygotowana z plastiku – matowy materiał znajdziecie na podstawach, zaś góra joysticka oraz przepustnica została stworzona z mieszanki tworzywa, które w odpowiednich miejscach dla lepszego chwytu posiada lekko chropowatą strukturę.

Producent na obudowie zdecydował się na ciekawą strukturę, która została zaakcentowana metalowymi śrubami, a w dodatku to właśnie tutaj wylądował również panel dotykowy – jest to niezbędne, by urządzenie otrzymało oficjalną licencję Sony. Ze względu na konstrukcję warto także wyróżnić gumę, która wylądowała na samym „kiju”, ponieważ niżej znajduje się jeszcze mała metalowa wstawka, która uzupełnia cały zestaw. Na podstawie zamontowano dwa przełączniki – po prawej stronie możemy zdecydować się na platformę (PlayStation 4/PlayStation 3), a po lewej znalazł się przełącznik czułości joysticka (krótki / normalny / rozległy) – oraz wejście słuchawkowe 3.5mm (jack). Choć przepustnica nie posiada żadnych metalowych wstawek, to jednak na jej korpusie pojawia się przycisk PlayStation. Oba urządzenia są bardzo solidne, w zasadzie tutaj nawet nie ma co trzeszczeć, wyginać się lub nieodpowiednio reagować, jednak warto zwrócić uwagę, że obie podstawy są lekkie – w moim odczuciu producent powinien zadbać o odpowiednie dociążenie, które pozytywnie wpłynęłoby na ułożenie kontrolera – nawet do nieprzyjaznej dla przyssawek powierzchni.

Przemyślane wykonanie

Wygląd oraz wykonanie zostały dopieszczone - propozycja dla fanów Ace Combata wygląda bardzo solidnie. Tutaj dosłownie każdy element został przemyślany, pasuje, a w rezultacie całe urządzenie prezentuje się bardzo spójnie. Firma bardzo dokładnie przemyślała możliwości kontrolera, który zapewnia bezproblemową i przyjemną rozgrywkę – prawa ręka operuje joystickiem, więc palec wskazujący trafia na przycisk „X” znajdujący się na froncie urządzenia i odpowiadający za ataki zwykłym działkiem, pod kciukiem wylądował kwadrat, trójkąt, kółko, a nawet krzyżak oraz mały prawy analog/R3. Inżynierowie wykazali się świetnym opanowaniem gry: specjalnie kółko jest powiększone, znajduje się pomiędzy kwadratem i trójkątem, ponieważ znacznie częściej podczas rozgrywki korzystamy właśnie z tego pierwszego – za jego pomocą odpalamy specjalne pociski (przykładowo rakiety). W zależności od sytuacji d-pad pozwala przykładowo na wydawanie krótkich poleceń w trakcie sieciowych starć, prawy analog umożliwia obracanie kamerą, a trójkąt oraz kwadrat odpowiadają kolejno za zmianę celu oraz nową broń. Brzmi to odrobinę skomplikowanie? Na szczęście to wyłącznie kwestia jednego lotu, by załapać podstawy i móc na kolejnych misjach szlifować swoje umiejętności.

Na bocznej ścianie „gruchy” znajduje się jeszcze Share oraz Options – nie do końca przepadam za umiejscowieniem tego pierwszego, bo w trakcie dynamicznych starć brakowało mi dodatkowego palca, by móc uchwycić najlepsze momenty. Odnoszę wrażenie, że rozsądniejszym pomysłem byłoby wykorzystanie drugiej ręki do operowania tymi funkcjami. Mimo to na joysticku znalazło się jeszcze miejsce dla kombinacji – pod „X” znajdziecie L1+R1 (idealne umiejscowienie małego palca), a bezpośrednio pod d-padem trafił L3+R3 (tutaj dobrze sprawdza się wykorzystanie kciuka).

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick recenzja 7

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick recenzja 8

Z drugiej strony mamy dostęp do przepustnicy, której główna konstrukcja porusza się z góry na dół, co jednocześnie odpowiada R2 i L2 – w prostych słowach to właśnie za pomocą tego elementu przyspieszamy lub spowalniamy ruch samolotu. Pod przepustnicą znalazły się lekko ukryte dwa połączone ze sobą przyciski odpowiadające za ster – jest to kolejno lewo (L1) i prawo (R1), co przydaje się do dynamicznego ruchu, gdyż klawisze odpowiadają za poruszanie się naszej maszyny. W przypadku tej części urządzenia również spory zbiór funkcji przypada kciukowi – to on operuje krzyżakiem, R3, kombinacją L2+R2, a nawet skorzystamy z przełącznika trzech poziomów całej przepustnicy oraz steru. Producent pozwala na szybką personalizację: przykładowo ustawienie sprzętu na „jedynkę” lub „dwójkę” zamienia funkcjami przepustnicę oraz ster, a „trójka” umożliwia skorzystanie z obu elementów jak z prawego analoga. Dodatkowe funkcje to bez wątpienia dobra wiadomość, ponieważ nie musimy się babrać w opcjach, a bez najmniejszego problemu decydujemy, jak chcemy korzystać ze sprzętu.

Dość niezrozumiałym dla mnie ruchem było dorzucenie do HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick trzech przycisków, które nie spełniają jakichkolwiek funkcji. Na szczycie przepustnicy znajdują się dwie rolki oraz jeden przełącznik, którym nie zostały przypisane opcje, ponieważ są to atrapy, jednak firma powinna wykorzystać tę przestrzeń do zaoferowania dodatkowych rozwiązań. 

Trudno się oderwać

Poznanie wszystkich funkcji nie trwa długo, ale z każdym kolejnym lotem jeszcze bardziej docenia się rozgrywkę i fantastyczne doświadczenie płynące ze sprzętu HORI. Firma dosłownie przerosła moje oczekiwania, trudno porównywać grę na padzie do Flightstick – to zupełnie inna rozgrywka. Genialnie w przypadku japońskiego producenta sprawdzają się wibracje, które bardzo mocną drżą i pozwalają wyczuć każde zawirowanie na ekranie. Małe turbulencje, skok w chmurę burzową lub ostrzeliwanie – tutaj każda sytuacja na ekranie jest odczuwalna. To zupełnie inna zabawa, a wszystko zostało bardzo dokładnie przemyślane i tak samo zrealizowane.

Przepustnica oraz joystick posiadają odpowiedni opór – ten pierwszy można nawet dostosować za pomocą śrubokręta (kręcimy podstawę), ale ja akurat od początku nie potrzebowałem w tym miejscu konfiguracji. Sprzęt potrzebuje odpowiedniej siły, ale szczerze mówiąc dodaje to całości pewnego charakteru, bo w trakcie zmagań pojawia się uczucie kontroli nad maszyną. Świetnie wypadają wszystkie akcje, podczas których lewą ręką dynamicznie ruszam z góry (najszybsza prędkość) w dół (wyłączenie silników), więc samolot robi odpowiedni ruch, by po chwili znowu docisnąć przepustnicę do góry, maszyna odpowiednio się obraca, za pomocą prawej ręki wybieram kierunek, a po chwili kciuk ląduje na kółku i kończę walkę dwoma celnymi rakietami. Pewnie te słowa nie oddają przyjemności, ale jest to naprawdę świetne doświadczenie, które znacząco wpływa na odbiór produkcji Project Aces.

Takimi akcjami jest przesiąknięta rozgrywka w Ace Combat 7 i niezależnie od wybranego trybu możemy czerpać garściami z projektu HORI. Joystick można dynamiczne przemieszczać, nie ma mowy o jakimkolwiek zacięciu, przepustnica reaguje nawet na drobne poruszenie, dobrze wypadają przyciski – firma zadbała o charakterystyczny odgłos podczas klikania „X”, a każdy przycisk posiada odpowiedni punkt aktywacji, więc nie ma mowy o przypadkowym wystrzale.

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick recenzja 9

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick recenzja 9

Przyjemność na najwyższy poziomie

HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick to bez wątpienia idealna propozycja dla wszystkich miłośników latania, którzy zdecydowanie za długo czekali na grę Project Aces. Urządzenie jest przemyślane, zostało przygotowane z bardzo porządnych materiałów, a rozgrywka to czysta przyjemność. Mankamentem będzie dla niektórych cena – 729 zł może odstraszyć, bo nie możemy zapomnieć, że urządzenia nie wykorzystamy do setki gier. Jest to raczej maszyna przygotowana od fanów dla fanów, którzy przez wszystkie miesiące czekania na Ace Combat odkładali złotówki i teraz chcą najlepszych wrażeń. Takie na pewno zapewni sprzęt HORI, który został przygotowany z uwzględnieniem drobnych detali.

Podsumowanie:

+ Fantastyczne doświadczenie maksymalnie podkręcające zabawę
+ Dobrze przemyślana konstrukcja
+ Wibracje wpływają na doświadczenie
+ Wykorzystanie porządnych materiałów
+ Personalizacja (możliwość zmian na przepustnicy oraz czułość joysticka)
+ Możliwość podłączenia słuchawek
- Urządzenie mogłoby być odrobinę cięższe
- Przyciski dla dekoracji

Tagi: ace combat 7 hori HORI Ace Combat 7 Hotas Flightstick recenzja