Tomasz Ambroziak Tomasz Ambroziak 25.12.2018
10 niewydanych poza Japonią gier, w które warto zagrać
1790V

10 niewydanych poza Japonią gier, w które warto zagrać

Od czasów mniej więcej PlayStation 2 naprawdę sporo się zmieniło, jeśli chodzi o dostępność japońskich gier na Zachodzie. Kiedyś czekaliśmy długo i w niektórych przypadkach nie było pewności, czy upatrzony tytuł dostaniemy. Obecnie tłumaczone jest niemal wszystko, co jest godnego uwagi, a jeśli musimy czekać, to przeważnie nie trwa to już tyle czasu co kiedyś (pomiędzy japońską i europejską premierą Final Fantasy XII minął prawie rok). Wiele świetnych gier jednak nigdy granic Japonii nie opuściło. Korzystając z okazji, przedstawiamy dziesięć z nich.

Zdajemy sobie sprawę, że poniższa lista jest dalece niedoskonała. Dziesięć (a nawet dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści) miejsc to niestety niewystarczająco dużo, by umieścić każdy godny uwagi tytuł (może kiedyś zrobimy drugą część). Nie odrzucaliśmy gier z fanowskimi tłumaczeniami, wręcz przeciwnie. Staraliśmy się też o gatunkową różnorodność, choć pewna nadreprezentacja jRPG jest oczywistością, ponieważ to gatunek najtrudniejszy do zlokalizowania, a przez to częściej swego czasu przez wydawców pomijany.

Moon: Remix RPG Adventure (PS)

Jeden z największych klasyków pierwszej stacjonarnej konsoli Sony nieznany praktycznie poza Japonią. Moon ma tam status pozycji kultowej. Za jego produkcję odpowiadali byli pracownicy Square, którzy założyli niezależne studio, gdyż chcieli rozwijać własne autorskie projekty. Mamy tu do czynienia z RPG-iem dekonstrukcyjnym - główny bohater nie ratuje fantastycznego świata, tylko jest dla niego niczym dopust boży. Od kilku lat trwają prace nad fanowskim tłumaczeniem Moon, ale wciąż nie wiemy, kiedy dobiegną końca.

L.O.L.: Lack of Love (DC)

Twórca Moon Kenichi Nishi tym razem nawiązał współpracę ze znanym kompozytorem filmowym Ryuichim Sakamoto. Ich gra to owoc inspiracji książką Jamesa Lovelocka “Hipoteza Gai”, w której postawiono tezę, że Ziemia funkcjonuje jako olbrzymi organizm. My przejmujemy tu kontrolę nad stworzeniem żyjącym na obcej planecie ulegającej procesowi terraformacji. Gra nie doczekała się fanowskiego tłumaczenia, ale znajomość japońskiego nie jest w niej wymagana.

Mother 3 (GBA)

Historia dwóch braci, których drogi rozchodzą się, gdy na sielankową wyspę, na której mieszkają, dociera “nowe”, czyli cywilizacja ze wszystkimi jej dobrodziejstwami (?): pieniędzmi, telewizją, konsumpcją itd. Za scenariusz gry odpowiadał Shigesato Itoi, bardzo znany w Japonii pisarz. Ktoś kiedyś napisał, że Mother 3 to przykład prawdziwej literatury w grach video. Można się z nim zgodzić.

Policenauts (PS, Saturn)

Zanim Hideo Kojima zaczął być kojarzony z jedną serią, stworzył Snatchera i Policenauts. Obie gry są do siebie dość podobne pod względem rozgrywki (przygodówki), choć w przypadku wydanego później Policenauts formuła została wyraźniej dopieszczona, dzięki wstawkom anime, lepszemu interfejsowi i atrakcyjniejszej prezentacji. Główny bohater gry to policjant Jonathan Ingram służący na pierwszej pozaziemskiej kolonii. Pewnego dnia dochodzi do wypadku - skafander Ingrama zostaje uszkodzony i żeby się ratować, poddaje się hibernacji w dryfującej po kosmosie kapsule. Pomoc nadchodzi po 20 latach.

Do dzisiaj w Policenauts robi wrażenie przywiązaniem do szczegółów, z których Kojima skonstruował swoje fikcyjne uniwersum. Gra miała się ukazać na Zachodzie (w napisach końcowych pojawiają się nawet nazwiska osób odpowiedzialnych za lokalizację), ale ostatecznie do tego nie doszło. Istnieje za to tłumaczenie fanowskie.

Soma Bringer (NDS)

Takie trochę japońskie Diablo. Za produkcję gry odpowiadało studio Monolith Soft znane obecnie najlepiej dzięki Xenoblade (Soma Bringer to zresztą poniekąd protoplasta tej serii). Gra pozwala nam się wcielić w jednego z siedmiu członków siódmej dywizji militarnej organizacji Pharzuph założonej z myślą o obronie ludzi przed tajemniczymi istotami zwanymi Visitors. Za scenariusz odpowiadała Soraya Saga mająca w życiorysie prace nad Xenogears i Xenosagą, prywatnie żona Tetsuyi Takahashiego, szefa i założyciela Monolith. Z wypowiedzi przedpremierowych wynikało, że Soma Bringer to pierwsza odsłona czegoś większego, lecz sequele nigdy się nie pojawiły.

Segagaga (DC)

Japoński eRPeG parodiujący wojny konsolowe. Jest rok 2025, Sega ma już tylko 3 proc. rynku gier video (bardzo optymistyczny scenariusz). Cała reszta należy do korporacji DOGMA (parodia Sony). Prezes Niebieskich stawia więc wszystko na jedną kartę. Wdraża plan zwany “Segagaga” mający wynieść jego firmę na szczyt. Założenia? Zatrudnienie przypadkowych dzieciaków, by pokierowały developerami.

Gameplay składa się z kilku części. Przede wszystkim jest to eksploracja dungeonów w postaci wewnętrznych studiów Segi, w których będziemy musieli odszukać pracowników nadających się do przeprowadzenia sanacji. Znajdziemy tam wiele ciekawych osobowości, np. gościa potrzebującego 200 tysięcy polygonów na wygenerowanie kosza na śmieci albo game designera uważającego, że gry to zwykły produkt (ten drugi zajdzie bardzo wysoko).

Dai Gyakuten Saiban (3DS)

Niewydane na Zachodzie spin-offy Ace Attorney, których akcja rozgrywa się w XIX wieku. Jako początkujący prawnik Ryunosuke Naruhodou, przodek Phoenixa Wrighta, rozwiązujemy różne sprawy kryminalne, a pomaga nam w tym Sherlock Holmes we własnej osobie. Pojawiły się dwie części Dai Gyakuten Saiban - pierwsza była oceniana słabiej, druga stanowiła już jednak powrót do dobrej formy. Przy obu pracował Shu Takumi, twórca cyklu, który nie udziela się przy głównych odsłonach serii od czasu Dual Destinies.

Project Zero: Mask of the Lunar Eclipse (Wii)

Wydana na Wii czwarta część bardzo cenionej serii horrorów (“dwójka” dość powszechnie uznawana jest za jeden z lepszych growych horrorów w historii), przy której palce maczał Suda 51. Fabuła sięga początku lat 70-ych, gdy pięć dziewczynek, które przebywały w tajemniczym sanatorium na wyspie Rougetsu, na południe od Honshu, zostaje porwanych przez seryjnego mordercę. Do tragedii nie dochodzi dzięki akcji detektywa Choshiro Kirishimy, ale historia ma swój ciąg dalszy. Po dziesięciu latach dwie z uczestniczek tamtych wydarzeń giną w niewyjaśnionych okolicznościach. To właśnie nad trzema pozostałymi, które postanawiają wrócić na wyspę by odkryć prawdę, kontrolę przejmujemy my. Gra nie została oficjalnie wydana poza Japonią (istnieje jej fanowskie tłumaczenie), ale bardzo ciepło wyrażał się o niej m.in. brytyjski miesięcznik Edge.

Captain Rainbow (Wii)

Jako Nick, wypalona gwiazda telewizji, trafiamy na tajemniczą wyspę Mimin, która według pogłosek pozwala spełniać życzenia. Nasz podopieczny próbuje tam odzyskać swoją utraconą popularność, a pomaga mu w tym zdolność przemieniania się w tytułowego kapitana - superbohatera wywijającego yo-yo. Rozgrywka składa się z dwóch głównych części - pomaganiu mieszkańcom za dnia (często przybiera to formę minigierek), za co otrzymujemy kryształy, oraz dostarczaniu gwiazdki w wyznaczone miejsce w nocy, co jest wyzwaniem bardziej zręcznościowym. Jeśli nam się to uda, będziemy będziemy mogli zadecydować, czy spełnić marzenie Nicka, czy jakiegoś mieszkańca wyspy.

Fanowskie tłumaczenie gry ukazało się jakiś czas temu.

Tak swoją drogą jest jeszcze inna gra z Wii wydana przez Nintendo, która nie ukazała się na Zachodzie, czyli Zangeki no Reginleiv - slasher w klimatach mitologii nordyckiej, za który odpowiadali twórcy serii Earth Defense Force.

Nayuta no Kiseki (PSP)

Połączenie action-RPG z pełnokrwistą platformówką 2,5D (przypomina się Klonoa). Gra jest częścią serii Kiseki (Trails) autorstwa Nihon Falcom, lecz w rzeczywistości ma z nią niewiele wspólnego, zarówno jeśli chodzi o fabułę (zupełnie inny świat), jak i gameplay. Jako Nayuta Herschel, astronom amator, próbujemy się dowiedzieć o prawdy o tajemniczym i przedziwnym zjawisku nękającym mieszkańców jego rodzinnej wyspy - spadających z nieba ruinach nieznanej cywilizacji. Sporo tu inwencji, zwłaszcza jeżeli mówimy o level designie. Na przykład cztery wyspy z pierwszej mniej więcej połowy gry możemy odwiedzać o różnych porach roku. Nie są one jednak zwykłym reskinem, bo zmiana warunków niekiedy drastycznie zmienia otoczenie. Np. wiosną po roztopach próbujemy nie wpaść do wielkiego wiru wodnego, a latem zamiast niego znajdujemy dziurę w ziemi prowadzącą do podziemnych ruin. Nayuta, wzorem Linka, zdobywa też z czasem nowe umiejętności poszerzające możliwości eksploracji.

Bonus

The Legend of Heroes: Trails of the Cold Steel III i IV (PS4)

Fani serii Trails już od dwóch lat czekają na kontynuację historii przedstawionej w pierwszych dwóch częściach Cold Steel i w poprzednich odcinkach wielkiej sagi - trylogii Trails in the Sky oraz dylogii Ao/Zero no Kiseki. W końcu się chyba doczekają (jeśli chodzi o ilość tekstu, są to w końcu jedne z największych gier w historii medium), ale pewnie jeszcze trochę to wszystko potrwa, zwłaszcza w przypadku ‘czwórki’.

Wachenröder (Saturn)

Po ułożeniu listy zerknąłem na półkę z grami i przypomniał mi się jeszcze ten tytuł. Wachenröder ukazał się na Saturnie w sierpniu 1998 roku, czyli w czasie, gdy sprzęt Segi na Zachodzie już dogorywał. Produkcja studia West One (wydana przez Segę) to turowa strategia w stylu Tactics Ogre/Final Fantasy Tactics oferująca m.in. ciekawy steampunkowy świat, klimat przesycony melancholią i dobry scenariusz. Robią wrażenia też nazwiska osób, które brały udział przy produkcji: Range Murata, Yoshitoshi ABe, Ian McDonald (skomponował dwa utwory), Takayuki Takeya oraz Katsumi Yokota. Mniejsze wrażenie robi oprawa graficzna, brzydka jak noc, ale nadrabiająca świetnymi ilustracjami, a także niski stopień trudności.

Dodajmy, że w internecie można znaleźć tłumaczenie Wachenröder, ale tekst nie został zaimplementowany w grze.

Tagi: 3ds dreamcast gry z japonii japonia psp psx wii